Co jakiś czas w Formule 1 pojawia się kierowca, o którym od razu wiadomo, że będzie wielkim mistrzem. Już po kilku pierwszych wyścigach staje się megagwiazdą. Takim kimś był Michael Schumacher. Podczas GP Belgii obchodził rocznicę swojego debiutu i właśnie wtedy ostatecznie udowodnił, że jest już na mistrzowskim poziomie.

Rok wcześniej Schumacher musiał zapłacić Jordanowi 150 000 dolarów za start. Od tamtego czasu zdarzyło się wiele. Na ustach wszystkich był już po swoich pierwszych kwalifikacjach, już po pierwszym wyścigu przeszedł do jednego z czołowych teamów, Benettona, i od razu walczył bez kompleksów z mistrzami takimi jak Alain Prost, Ayrton Senna i Nigel Mansell. Natychmiast zaczął regularnie pokonywać swojego zespołowego partnera, trzykrotnego mistrza świata Nelsona Piqueta i szybko stał się nowym liderem teamu. Był powszechnie uznawany za największy talent, jaki pojawił się w F1 od czasu debiutu Senny.

W Belgii Schumacher jechał swój dopiero osiemnasty wyścig w F1. Po GP Węgier Nigel Mansell był już mistrzem, w sezonie, który zdominował w bezprecedensowy sposób. Ciągle jednak trwała walka o wicemistrzostwo. Senna miał tylko 6, a Schumacher 7 punktów straty do partnera Mansella z zespołu Williamsa Riccardo Patrese.

Przed wyścigiem skupiano się głównie na spekulacjach dotyczących przyszłego sezonu. Alain Prost zapewnił sobie wedle powszechnego mniemania miejsce w Williamsie, co stawiało Mansella i zwłaszcza Sennę, którego Prost kategorycznie nie życzył sobie jako partnera zespołowego, w trudnej sytuacji. Brazylijczyk narzekał na niesportową postawę Francuza i sugerował, że może zrobić sobie rok przerwy w startach. Podczas gdy większość kierowców była niepewna swoich posad, Gerhard Berger ogłosił, że przechodzi do Ferrari. GP Belgii okazało się dla niego jednak bardzo pechowe. Austriak w sobotę miał potężny wypadek, gdy wpadł w poślizg na mokrej nawierzchni przed zakrętem Eau Rouge. Potem podczas wyścigu jego McLaren nie zdołał nawet ruszyć ze swojego pola startowego.

W piątek weekend rozpoczął się od groźnego wypadku. Eric Comas stracił panowanie nad swoim Ligierem w zakręcie Blanchimont, który w owym czasie był nie tylko najszybszym w F1, ale także bardzo niebezpiecznym, bowiem nie posiadał odpowiedniej strefy bezpieczeństwa. Comas uderzył w barierę i stracił przytomność. Zanim na miejscu pojawili się ratownicy Francuzowi pomógł Ayrton Senna, który widząc jak potencjalnie poważny jest wypadek, zrobił coś, co rzadko zdarza się we współczesnych wyścigach. Zatrzymał się, wysiadł z samochodu i podbiegł do wraku, w którym uwięziony był Comas, by udzielić mu pomocy, narażając się przy tym na spore niebezpieczeństwo.

O kolejności na starcie zadecydowały czasy z piątku. Drugie miejsce za Mansellem, który jak zwykle okupował pierwszą pozycję, zajął Senna. Trzeci był, bardzo szybki podczas rozgrzewki przed wyścigiem, Schumacher.

Senna wystartował fantastycznie, obejmując prowadzenie przed dwójką Williamsów. Potem mistrz szybko spadł na trzecia pozycję, ale miał plan. Zaczynało padać. Podczas gdy inni zawodnicy udali się do boksów, brazylijski mistrz polegając na swoich umiejętnościach jazdy po mokrej nawierzchni, postanowił przeczekać deszcz na slickach.

Gdy Brazylijczyk starał się utrzymać przewagę, za jego plecami trwała pasjonująca walka. Mechanicy Alesiego najlepiej spisali się podczas zmiany opon i Francuz wyjechał z boksu przed Williamsami i Benettonami. Alesi blokował Mansella równie agresywnie, jak Anglik starał się go wyprzedzić. Nie uniknęli lekkiego zderzenia w La Source, które miało fatalne konsekwencje dla Francuza. Alesi obrócił się i zgasił silnik.

Chwilę później stało się jasne, że ryzykowny plan Senny nie wypalił. Williamsy i Benettony szybko go dopadły. Jedyną nadzieją Brazylijczyka była defensywna jazda i trzymanie rywali za sobą, ale przy takiej różnicy tempa nie miał na to zbyt dużych szans. Mansell wyprzedził go z łatwością. Patrese miał nieco więcej problemów, ale gdy Schumacher, Brundle i Mika Hakkinen wyprzedzili go na trzech kolejnych zakrętach, Sennie nie pozostało mu nic innego jak zmienić opony, co zepchnęło go na dwunastą pozycję.

Przed kierowcami pozostawało jednak jeszcze dwie trzecie dystansu, a pogoda wciąż była niepewna. Taktyczne decyzje dotyczące opon mogły okazać się rozstrzygające dla losów wyścigu. Deszcz w końcu ustał i tor zaczął przesychać.

Partner Schumachera z Benettona Martin Brundle mógł zmienić opony na suche jako pierwszy. Sugerował mu to z boksu Tom Walkinshaw. Z perspektywy czasu widać, że mogłaby to być strategia zwycięska. Byłaby też jednak ryzykowna, o czym przekonał się Thierry Boutsen. To Belg pierwszy odważył się na założenie slicków i rozbił się na dwudziestym ósmym okrążeniu. Ayrton Senna również powrócił do slicków, ale większość kierowców na razie była ostrożna.

Chwilę po wypadku Boutsena, Schumacher popełnił błąd i spadł za Martina Brundle’a. Oba Benettony prezentowały na mokrej nawierzchni doskonałe tempo. Niemiec natychmiast zbliżył się do kolegi z zespołu chcąc go wyprzedzić. Widok jego mocno zużytych opon przekonał go, że moment jest właściwy, by zjechać po slicki. Ta decyzja okazała się kluczowa dla losów wyścigu.

Schumacher zjechał na trzydziestym okrążeniu. Mansell najpierw czekał jeszcze dwa okrążenia, a potem, gdy w końcu się zdecydował się na zjazd, okazało się, że Patrese, który wcześniej zgłosił chęć zmiany opon, ma pierwszeństwo. Ostatecznie Nigel zjechał dopiero na okrążeniu numer trzydzieści trzy i wyjechał z boksu za Schumacherem, który w tym czasie był najszybszy na torze.

Ogromna przewaga sprzętowa sprawiała, że Williams zazwyczaj mógł sobie pozwolić na drobne błędy taktyczne. Tym razem jednak tempo Benettonów było zadziwiająco dobre. Wszyscy jednak byli przekonani, że kiedy Nigel przyciśnie, Schumacher będzie musiał uznać jego wyższość. Ostatnie dziesięć okrążeń zapowiadało się pasjonująco.

Mansell rozpoczął pościg, ale Schumacher ciągle wykręcał świetne czasy okrążeń, a dublowani zawodnicy także nie ułatwiali Anglikowi zadania. Zbliżał się, ale zwycięstwo nie było wcale pewne. Michael przygotowywał się do desperackiej obrony swojej pozycji na ostatnich okrążeniach.

Wtedy nastąpił ostatni zwrot akcji, który rozwiał nadzieje Mansella. Awaria układu wtryskowego sprawiła, że silnik zaczął przerywać i Anglik stracił jakiekolwiek szanse dogonienia Schumachera. Taraz musiał martwić się o utrzymanie się przed Patrese i atakującym go, mocno sfrustrowanym Martinem Brundle’m, który zdawał sobie sprawę, że przez zbyt późny pitstop zwycięstwo przeszło mu koło nosa. W międzyczasie Senna przebił się na piątą pozycję wyprzedzając Hakkinena. Schumacher przejechał linię mety z przewagą aż trzydziestu sześciu sekund.

Zwycięstwo na tym samym torze, na którym debiutował rok wcześniej, przypieczętowało gwiazdorski status Schumachera. Forma jaką prezentował w swoim pierwszym sezonie startów była absolutnie rewelacyjna. Po GP Belgii miał tylko punkt straty do Patrese i siedem punktów przewagi nad Senną! Już wtedy było jasne, że kiedyś stanie się jednym z wielkich mistrzów F1. Nikt jednak nie mógł przewidzieć skali jego dominacji.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race