Jedenasty kwietnia 1993 roku przeszedł do historii Formuły 1 i stał się istotnym fragmentem legendy Ayrtona Senny. Pierwsze okrążenie Grand Prix Europy na torze w Donington w wykonaniu Brazylijczyka często określane jest jako najlepsze w historii F1. W tym konkretnym momencie Senna wydał się kibicom niemal nadczłowiekiem. Z dziecinną łatwością wyprzedzał kolejnych kierowców, by z piątego miejsca przedostać się na pierwsze.

W owym czasie Grand Prix Europy nie było stałym elementem kalendarza Formuły 1. Ostatni raz zagościło w kalendarzu w 1985 roku. W sezonie 1993 tor Donington Park otrzymał szansę zorganizowania Grand Prix, kiedy odwołano planowany wyścig na torze Autopolis. Jednak mimo tego, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy samochody F1 ścigały się w Donington, wyścig przeszedł do historii Formuły 1.

Po zwycięstwie w rodzinnej Brazylii, Senna niespodziewanie prowadził w mistrzostwach i Grand Prix Europy postrzegał jako kolejną szansę na zwycięstwo. Miała mu w tym pomóc brytyjska pogoda. Na mokrym torze jego McLaren zachowywał się znakomicie, co w połączeniu z powszechnie znanym talentem Brazylijczyka do jazdy w deszczu, czyniło z Senny faworyta.

Deszcz nie pomógł w kwalifikacjach, gdzie na suchej nawierzchni Senna zdołał uzyskać jedynie czwarty czas, ale gdy w niedzielę samochody zaczęły zajmować miejsca na polach startowych, miały założone deszczówki, co było dla Brazylijczyka świetną wiadomością. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Pierwsze dwie minuty wyścigu to niezapomniany popis Senny i jego wyposażonego w kontrolę trakcji McLarena. Podczas gdy inni kierowcy ruszali na pierwsze okrążenie na mokrym torze ostrożnie, starając się nie popełnić błędu, nie mający nic do stracenia Brazylijczyk natychmiast znalazł limit i wykorzystał do maksimum możliwości samochodu.

Po nie najlepszym starcie spadł na piąte miejsce, ale już na pierwszym zakręcie przedostał się przed Schumachera i znowu był czwarty. Następny w kolejności był Karl Wendlinger, którego Senna wyprzedził bardzo odważnym manewrem po zewnętrznej zakrętu, demonstrując dobitnie, o ile lepiej od innych samochodów jego McLaren trzyma się drogi. Jego śladem podążał też zespołowy partner, Michael Andretti, ale jego szarża skończyła się na Wendlingerze, z którym Amerykanin miał do wyrównania rachunki z Grand Prix Brazylii. Tym razem konfrontacja zakończyła się dla obu w żwirze na poboczu toru. Tym samym po trzech wyścigach Andrettiemu nadal nie udało się jeszcze bezproblemowo ukończyć pierwszego okrążenia.

Dopiero teraz jednak miało nastąpić to, co zrobiło z tego wyścigu legendę. Senna miał przed sobą dwa niepokonane i naszpikowane elektroniką Williamsy. Kibice spodziewali się, że tu nastąpi koniec jego szarży, ale Brazylijczyk dopiero się rozkręcał. Damona Hilla minął, jakby właśnie dublował marudera i nieuchronnie zbliżał się do swojego największego wroga Alaina Prosta. Kibice przed telewizorami nie mogli do końca uwierzyć w to, co widzą. Francuz robił co w jego mocy, ale jego Williams ślizgał się znacznie bardziej niż McLaren Senny. Jeszcze przed końcem okrążenia, na dohamowaniu przed nawrotem, Senna spokojnym i pewnym manewrem minął Prosta i po prostu odjechał w siną dal. Dla wszystkich było już wtedy jasne, że zwycięzca wyścigu może być tylko jeden.

Dla dysponującego mocniejszym o kilkadziesiąt koni mechanicznych silnikiem Williamsa było to spore upokorzenie. Senna miał pod sobą samochód, który świetnie zachowywał się w tych warunkach, ale różnicę zrobił tu kierowca. To okrążenie pokazało w pigułce wszystkie zalety brazylijskiego mistrza. Jego odwagę, zdecydowanie, umiejętność jazdy w deszczu i przede wszystkim umiejętność jazdy na sto procent w każdych warunkach od pierwszej sekundy wyścigu. Ayrton w Donington nie musiał przyzwyczajać się do warunków, nie potrzebował czasu na wyczucie samochodu. Już na pierwszym okrążeniu zaatakował i sprawił, że inni kierowcy wyglądali przy nim jak amatorzy.

Na tym pierwszym okrążeniu w Donington, był też jednak drugi kierowca, który wyróżnił się perfekcyjną jazdą. Dla brazylijskich kibiców ten wyścig to nie tylko popis ich największego idola, ale też narodziny nowej gwiazdy. Podczas gdy kamery skierowane były na Sennę, Rubens Barrichello, w mało konkurencyjnym w tamtym roku Jordanie, zdołał przedostać się na czwartą pozycję. Na pierwszym zakręcie był dziewiąty, potem szybko uporał się z Gerhardem Bergerem w Ferrari. Gdy Wendlinger zderzył się Andrettim, Rubens wykorzystał moment zawahania Jeana Alesiego, by awansować na piąte miejsce, a już na następnym zakręcie wyprzedził, nietypowo mającego spore problemy na mokrej nawierzchni, Schumachera.

Dwudziestoletni debiutant utrzymywał się w czołówce przez siedemdziesiąt okrążeń wyścigu, walcząc z Alainem Prostem w drugiej fazie wyścigu i dublując tak uznane nazwiska jak Riccardo Patrese. Niestety na sześć okrążeń przed końcem musiał się wycofać powodu braku paliwa, spowodowanego awarią, tracąc szansę na czwarte miejsce.

W czołówce kolejność rozstrzygnęły pit stopy, których było w tym wyścigu wyjątkowo dużo. Deszcz to przestawał, to znowu zaczynał padać i kierowcy musieli reagować częstymi zmianami opon. Niektórzy starali się pozostawać jak najdłużej na slickach i przeczekać deszcz. Ta taktyka opłaciła się Sennie, kiedy na jakiś czas stracił prowadzenie po długim pit stopie, ale Schumacher wypadł na slickach z trasy i zakopał samochód w żwirze. Prost z kolei zjeżdżał do boksu aż siedem razy, raz gasząc samochód, którego zrestartowanie zajęło ponad pół minuty. W efekcie nie tylko stracił szansę na walkę z Senną, ale został przez niego zdublowany, co było ostateczną kompromitacją Williamsa.

Jedynym, który ostatecznie ukończył wyścig na tym samym okrążeniu co Senna był Hill, choć niewiele brakowało. Jego strata na mecie była bowiem większa niż czas najszybszego okrążenia wyścigu. Ten rekord okrążenia został ustanowiony przez Sennę w nie do końca uczciwy sposób. Brazylijczyk zjechał do alei serwisowej po nowe opony, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, gdy okazało się, że zespół nie jest gotowy. Przejechał więc przez boksy nie zatrzymując się na stanowisku serwisowym. Specyfika toru Donington i ówczesny brak ograniczenia prędkości w boksach sprawiły, że w tym właśnie momencie przejechał najszybsze okrążenie.

Mimo ogromnej przewagi na mecie, nie był to dla Senny łatwy wyścig. Trudne warunki i dość krótka pętla toru w Donington sprawiły, że Brazylijczyk praktycznie na każdym okrążeniu napotykał maruderów, co często powodowało niebezpieczne sytuacje.

Po wyścigu Prost długo wymieniał problemy z samochodem, które uniemożliwiły mu nawiązanie równorzędnej walki z Senną. Uśmiechnięty Ayrton proponował mu zamianę samochodów. Wspominał też, że to właśnie w Donington dziesięć lat wcześniej po raz pierwszy zasiadł w samochodzie F1, kiedy testował dla Williamsa. Była to słodka chwila tryumfu dla brazylijskiego mistrza, ale Senna musiał zdawać sobie sprawę, że w normalnych warunkach przewaga Williamsa jest nadal ogromna. Mimo że jego szanse na mistrzostwo nie były duże, dzięki takim występom jak w Donington Senna w swoim ostatnim pełnym sezonie pokazał jeszcze raz, że w tym okresie w F1 nie było lepszego kierowcy.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race