Po Grand Prix Azerbejdżanu 2018 tor w Baku ustalił swoją reputację jednego z bardziej ekscytujących w kalendarzu. Drugi rok z rzędu wyścig był pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji. Wpływ na to miały niskie temperatury, problemy z rozgrzewaniem opon, gwałtowne podmuchy wiatru, konieczność ustawienia aut na niski docisk, oraz niereformowalny charakter Maxa Verstappena.

W sezonie 2018 Grand Prix Azerbejdżanu po raz pierwszy rozgrywane było w kwietniu. Oznaczało to zimniejsze temperatury. Pirelli przywiozło zestaw najbardziej miękkich opon, ale mimo to na zakurzonym torze ulicznym trudno było o zadowalającą przyczepność. Z powodu długiej prostej, zespoły zmuszone były ustawić samochody na mały docisk. Dodatkowym czynnikiem był zmienny wiatr, który sprawiał, że trudno było wyczuć punkty hamowania. Dużo zależało od dobrego ustawienia samochodu, ale najwięcej od umiejętności i pewności siebie kierowcy. Kibice mogli liczyć na wyścig, w którym decydować będzie talent.

Już podczas treningów zawodnicy często odwiedzali pobocza, a Max Verstappen i Siergiej Sirotkin rozbili się o bariery. Na szczęście nie uszkodzili poważnie samochodów i uniknęli kar. Karę na starcie dostał za to Nico Hulkenberg, za zmianę skrzyni biegów. Zazwyczaj świetny w kwalifikacjach Niemiec mógł mówić o pechu, gdyż Renault w Baku prezentowało się bardzo dobrze, podobnie jak Force India, które po raz pierwszy w sezonie pokazało formę, jaką kibice pamiętali z poprzedniego roku.

Słabo w kwalifikacjach wypadli zawodnicy Toro Rosso, na co wpływ miało kolejne nieporozumienie między Brandonem Hartleyem i Pierre’em Gasly. Hartley powoli jechał środkiem toru z przebitą oponą, gdy w ostatniej chwili zauważył Gasly’ego w lusterkach. Chciał zjechać na prawo, czyli dokładnie tam, gdzie zamierzał wyprzedzać rozpędzony Francuz, będący na okrążeniu kwalifikacyjnym. Gdyby nie refleks Gasly’ego wypadek byłby potężny i potencjalnie bardzo niebezpieczny, gdyby wyrzuciło go w powietrze. Skończyło się na strachu i ogromnej frustracji, ale obaj zawodnicy odpadli w Q1. Do Q2 przeszli za to zawodnicy Williamsa, który to team zaliczył pierwszy konkurencyjny weekend w sezonie. Zakwalifikowali się na jedenastej i dwunastej pozycji, będąc trzecim zespołem środka stawki, po Renault i Force India. Czekający na spore poprawki w Barcelonie McLaren, ponownie wypadł słabo w kwalifikacjach. Stoffel Vandoorne nie wyszedł nawet z Q1.  

Ferrari wyglądało najlepiej w treningach i Sebastian Vettel od razu zawiesił poprzeczkę wysoko w Q3. Jedynym jego poważnym konkurentem był Kimi Raikkonen. Fin wygrał Q1 i Q2, ale jechał nierówno. W Q2 najpierw popełnił błąd i najlepszy czas zdobył dopiero w końcówce sesji na oponach ultra miękkich, podczas gdy konkurenci z czołówki założyli super miękkie. W Q3 scenariusz się powtórzył i w pierwszym przejeździe Kimi znów popełnił błąd.

W drugim przejeździe tym razem Vettel się pomylił, będąc bliskim rozbicia się na barierze. Kimi za to jechał perfekcyjne okrążenie i droga do pole position stała przed nim otworem. Aż do ostatniego zakrętu, kiedy popełnił błąd i w efekcie nie poprawił czasu. Był szósty za Mercedesami i Red Bullami. Znowu wypadł poniżej oczekiwań, mimo dużego potencjału.

Wiatr w niedzielę sprawiał od początku ogromne problemy i już jadąc na pola startowe, kierowcy mieli problemy z utrzymaniem się na trasie. Pierwsze okrążenie miało być wyprawą w nieznane.

Czołowi kierowcy utrzymali na starcie swoje pozycje. Na dalszych pozycjach Sirotkin został ściśnięty między samochodami Hulkenberga i Fernando Alonso, uderzając w tego ostatniego i łamiąc przednie zawieszenie. Nie tylko on wybrał zbyt agresywne podejście do pierwszego okrążenia. Esteban Ocon nie chciał ustąpić wyprzedzającemu go Raikkonenowi i w efekcie został zepchnięty na barierę. Po tym wypadku na torze pojawił się safety car, a wielu zawodników udało się do boksu z uszkodzonymi samochodami. W tej grupie wyróżniał się Alonso, który miał przebite obie prawe opony. Jakimś cudem dojechał jednak do boksu ciągnąc podłogą po asfalcie. Raikkonen założył opony miękkie, czyli najtwardszą dostępną mieszankę i wyjechał z boksu na dwunastym miejscu, z możliwością jazdy do końca.

Gdy samochód bezpieczeństwa zjechał, Vettel bardzo przytomnie maksymalnie opóźniał restart, nie dając szansy Hamiltonowi, by mógł rozpędzić się w cieniu aerodynamicznym za nim. Przez to restart okazał znacznie mniej spektakularny, niż te rok wcześniej, ale wkrótce zaczęło się dziać.

Verstappen zaskoczył swojego zespołowego partnera, Daniela Ricciardo, w drugim zakręcie. Jadący tuż za Red Bullami Carlos Sainz świetnie to wykorzystał, by również wyprzedzić Australijczyka. Jadące na oponach ultra miękkich samochody Renault, były w tym fragmencie wyścigu bardzo szybkie. Sainz wkrótce poradził sobie także z Verstappenem, a Hulkenberg wyprzedził kolejno Lance’a Strolla, Gasly’ego, Ricciardo i Verstappena. Niestety zaraz potem stracił panowanie nad tyłem samochodu przy wyjściu z jednego z zakrętów i rozbił tylne koło o barierę. Niemiec rzadko popełniał błędy, ale tor w Baku był wyjątkiem od tej reguły. W podobny sposób zakończył tu wyścig rok wcześniej.

Verstappen nie miał dobrego tempa i zaczęła się za nim tworzyć kolejka. Ricciardo próbował wyprzedzić go w pierwszym zakręcie, ale Max omal nie zepchnął go na barierę. Samochody zderzyły się kołami i każdy inny kierowca oprócz Daniela z pewnością interweniowałby przez radio, domagając się zdyscyplinowania Verstappena i twierdząc, że go blokuje. W Red Bullu jednak panują inne zasady i kierowcy mieli walczyć ze sobą na równych warunkach jeszcze przez wiele okrążeń.

Na okrążeniu numer 22 Hamilton popełnił błąd w pierwszym zakręcie niszcząc opony. Zjechał po nowe koła, wyjeżdżając przed Verstappenem. Jego tempo na miękkiej mieszance było jednak słabe w porównaniu z Bottasem, którego opony super miękkie nadal były w bardzo dobrej kondycji. Gdy Vettel również podążył do boksu, Valtteri pozostał na torze. Mercedes, pamiętając co stało się podczas otwarcia sezonu w Melbourne, liczył na to, że Bottas zyska szansę na zwycięstwo, jeśli na torze pojawi się samochód bezpieczeństwa.

Tymczasem cały czas trwała bratobójcza walka Red Bulli. Ricciardo próbował wszystkiego, ale Verstappen bronił się bardzo agresywnie. Najwyraźniej kiedy Christian Horner mówił przed wyścigiem o tym, by kierowcy zostawiali sobie odpowiednio dużo przestrzeni, Max akurat nie słuchał. Nie ustępował Ricciardo nawet na centymetr.

Na trzydziestym piątym okrążeniu w Daniel w końcu wyprzedził Verstappena. Nie był to jednak koniec tej historii. Po zjeździe do boksu Australijczyk miał bardzo słabe okrążenie wyjazdowe, co umożliwiło Verstappenowi wykonanie nietypowego manewru overcut. Max wyjechał z boksu znów przed, na tym etapie już z pewnością mocno poirytowanym, Ricciardo.

W boksach Red Bulla Adrian Newey i Horner byli bardzo sfrustrowani całą sytuacją, ale ich polityką do lat jest pozwalanie na walkę wewnątrz teamu. Tym razem jednak odbywała się ona na granicy zdrowego rozsądku, a na czterdziestym okrążeniu nastąpiła katastrofa, na którą zanosiło się od dawna.

Ricciardo to król późnego hamowania, Verstappen to najbardziej agresywnie blokujący kierowca w stawce. Na prostej Daniel zamarkował wyprzedzanie od zewnętrznej, po czym zaatakował od wewnętrznej. Max spodziewał się tego i zareagował nie zostawiając rozpędzonemu Australijczykowi żadnej przestrzeni między nim a barierą. Ricciardo próbował hamować, ale był już na kursie kolizyjnym. Dodatkowo zablokował koła i z impetem wpakował się w tył samochodu Verstappena.

Newey natychmiast wstał i z kamienną twarzą poszedł do garażu, ukrywając targające nim emocje. Horner po wyścigu nie ukrywał jak bardzo jest wściekły na nieodpowiedzialne zachowanie swoich kierowców. Zafundował im nawet specjalną wycieczkę do fabryki, w celu przeproszenia wszystkich pracowników.

Żaden inny zespół nie pozwoliłby swoim zawodnikom na takie ściganie. Zwłaszcza Verstappen pokazał agresję, która, po raz kolejny, obróciła się przeciw niemu. F1 to nie gokarty, to poważny biznes. Tu liczą się wyniki. Niezależnie od tego ile rozrywki jego jazda dostarczała kibicom, wyniki Verstappena były na początku sezonu 2018 fatalne. To był dla niego najwyższy czas na chwilę autorefleksji.

Samochód bezpieczeństwa natychmiast pojawił się na torze, co było odpowiedzią na modły Mercedesa. Bottas ciągle miał sporą przewagę nad Vettelem. Bardziej niż wystarczającą, by, zmieniając opony w czasie fazy samochodu bezpieczeństwa, utrzymać prowadzenie. Do Ferrari wróciła tym samym karma z Melbourne. Tym razem to Mercedes mógł wygrać dzięki połączeniu dobrej strategii i szczęścia.

Kibice zacierali ręce. Samochód bezpieczeństwa oznaczał restart na kilka okrążeń przed końcem. Wszyscy zakładali opony ultra miękkie. Takiej możliwości nie miał już jednak Sergio Perez i przygotowywał się na ciężkie chwile. Na razie jednak był na piątym miejscu za Raikkonenem.

Za Perezem jechał Romain Grosjean. Francuz końcu miał szansę na pierwsze punkty w sezonie, ale zmarnował ją w wyjątkowo pechowy i zawstydzający sposób, kiedy rozbił się rozgrzewając opony podczas fazy safety car. Teraz na szóstym miejscu znalazł się Sainz. Za nim jechali Charles Leclerc i Stroll, obaj mający szansę na pierwsze punkty w sezonie. Dziewiąty był Alonso. Gdy samochód bezpieczeństwa zjechał, do końca zostały cztery okrążenia.

Bottas nie czekał z restartem tak długo jak wcześniej Vettel. Spowodowało to, że pierwsza czwórka była bardzo blisko siebie w pierwszym zakręcie. Seb miał za sobą szybko zbliżających się Hamiltona i Raikkonena, był jednak blisko Bottasa i w tych okolicznościach musiał zaryzykować. Bottas nie blokował wewnętrznej, więc Vettel zaatakował opóźniając hamowanie. Po wewnętrznej nie ma dobrych punktów odniesienia i Niemiec hamował zbyt późno. Zablokował koła i wyjechał poza tor. Wrócił na czwartym miejscu z mocno zniszczonymi oponami.

To nie był koniec jego kłopotów. Mimo jazdy na oponach super miękkich Perez, nie tylko zdołał obronić się przed atakującym go Leclerkiem, ale także zbliżyć się do walczącego z oponami Vettela i wyprzedzić go na prostej startowej. Na to jednak mało kto zwrócił w pierwszej chwili uwagę, jednocześnie bowiem rozgrywał się największy dramat tego wyścigu.

Mercedesy były bezpieczne z przodu i jechały po pierwszą do dawna podwójna wygraną, gdy Valtteri Bottas najechał na odłamek leżący na prostej startowej. Eksplozja opony wyeliminowała go z wyścigu na trzy okrążenia przed końcem. Był to wyjątkowo okrutny cios. To był już drugi wyścig z rzędu, w którym Bottas rzucał wyzwanie Vettelowi i znowu pechowo przegrał. Po Grand Prix Azerbejdżanu to niespodziewanie Hamilton został nie tylko zwycięzca, ale liderem klasyfikacji.

Lewis spóźnił się na podium, bo najpierw pobiegł pocieszyć załamanego Bottasa. Nie cieszył się tak wylewnie jak zwykle. Wiedział, że pojechał słaby wyścig. Los jednak oddał mu to, co zabrał wcześniej w Melbourne.

Mercedes mógł być bardzo zadowolony. Po trzech wyścigach, w których Hamilton prezentował się słabo i Ferrari niepodzielnie rządziło w kwalifikacjach, Lewis prowadził w klasyfikacji kierowców. Pytanie jak to możliwe trzeba było kierować przede wszystkim do Vettela, który, mimo regularnych startów z pole position, w dwóch ostatnich wyścigach ani razu nie stanął na podium.

Ferrari miało najlepszy samochód od lat, ale nadal było niepokonane w dziedzinie marnowania swojego potencjału. Sytuacji nie poprawiała forma Kimiego Raikkonena, który, choć wywalczył w końcu szczęśliwe drugie miejsce, po raz kolejny nie umiał zagrozić Mercedesom. Finowi zaczynała grozić utrata posady w Ferrari, ponieważ pojawił się właśnie mocny kandydat na jego miejsce.

Leclerc był w Azerbejdżanie kierowcą dnia. Swoim Sauberem, który wtedy wychodził z potężnego kryzysu, zdobył doskonałe szóste miejsce i wreszcie pokazał jazdę na miarę swojego talentu. Dopiero w końcówce stracił piątą pozycję na rzecz Sainza i był tym nieco rozczarowany.

Drugim pozytywnym bohaterem wyścigu był Perez, który zdobył tego dnia już piąte podium dla Force India. Chyba najbardziej niedoceniany kierowca w stawce, jeszcze raz pokazał na co go stać, a dwa ostatnie okrążenia, na których bronił się przed atakami Vettela, określił na gorąco jako najlepsze w karierze.

 

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race