Grand Prix Bahrajnu 2014 było szczególne z wielu powodów. Był to pierwszy wyścig w tym kraju przy sztucznym oświetleniu. Wyścig nabrał przez to znacznie więcej charakteru, którego przez lata mu brakowało. Był to jednak też wyścig, który pozwolił odzyskać fanom wiarę w Formułę 1. Słynny pojedynek na pustyni, między Lewisem Hamiltonem a Nico Rosbergiem to najbardziej zacięty pojedynek o prowadzenie w wyścigu w ostatnich dziesięcioleciach.

Nowa hybrydowa formuła silnikowa, która zadebiutowała na początku sezonu 2014, była po pierwszych dwóch wyścigach mocno krytykowana. Bernie Ecclestone i Sebastian Vettel wypowiadali się bardzo nieprzychylnie zwłaszcza o dźwięku nowych jednostek. Pierwsze dwa wyścigi nie przyniosły wiele emocji, a dominacja Mercedesa była całkowicie niezagrożona. Wszystko to sprawiało, że atmosfera wokół Formuły 1 była bardzo zła. Panowało przekonanie, że sport idzie w złym kierunku. Jedyną nadzieją na emocje był pojedynek wewnątrz Mercedesa. Zespół deklarował, że pozwala swoim kierowcom się ścigać, ale nie wszyscy wierzyli im na słowo. Grand Prix Bahrajnu miało sprawdzić ich deklaracje w praktyce.

Wyścig w Bahrajnie był podwójnym jubileuszem. Był to 900 wyścig w historii mistrzostw świata Formuły 1 i 10 Grand Prix Bahrajnu. Z tej okazji postanowiono po raz pierwszy rozegrać wyścig wieczorem, pod światłami, co przyniosło trochę ulgi dotąd smażącym się w pustynnym upale zawodnikom. Wyścig nie zawiódł, a pojedynki wewnątrz zespołów były tym, co sprawiło, że był najbardziej widowiskowy w historii Grand Prix Bahrajnu. Najbardziej emocjonujący był pojedynek liderów, ale równie ciekawy i ważny dla historii sezonu, a nawet historii Formuły 1, był pojedynek wewnątrz Red Bulla. To właśnie w Bahrajnie Daniel Ricciardo rzucił wyzwanie Vettelowi i wygrał z nim po nieustępliwej walce. Można było tłumaczyć to problemami z samochodem na jakie skarżył się Sebastian, ale następne wyścigi potwierdziły, że to właśnie w Bahrajnie nastąpiła zmiana warty w Red Bullu.

Rosberg przyjechał do Bahrajnu jako lider klasyfikacji, ale przyczyną tego była przede wszystkim awaria samochodu Lewisa w Australii. W pierwszych dwóch wyścigach Nico był wolniejszy. Wiedział, że tor w Bahrajnie, czyli tor, na którym w 2006 roku stał się sensacją, wykręcając najszybsze okrążenie w swoim debiucie, jest dla niego szansą. Kwalifikacje potwierdziły, że jest szybszy, ale przegrany start znowu zepchnął go na drugą pozycję . Nico podjął walkę już na czwartym zakręcie, ale Lewis dość brutalnie zamknął drzwi niemal, spychając go poza tor. Jeśli determinacja Rosberga mogła jeszcze wzrosnąć, niewątpliwie w tym momencie to nastąpiło.

Rosbarg podczas pierwszego stintu był bardzo szybki i Lewis nie był w stanie mu uciec. Niemiec czuł swoją przewagę i wiedział, że jego szansa nadejdzie. Próbował dwa razy, na osiemnastym i dziewiętnastym okrążeniu. Najpierw hamował minimalnie za późno, co bezbłędnie natychmiast wykorzystał Lewis, jednak sposób w jaki zablokował Nico na wyjściu z zakrętu, prawie ściągając mu przednie skrzydło mocno Rosberga zdenerwował. Na następnym okrążeniu manewr Niemca był już  bezbłędny, ale Lewis nie poddał się i zaatakował natychmiast na wyjściu z czwartego zakrętu. To był perfekcyjnie obliczony manewr, który poskutkował widokiem na jaki czekali kibice, ale na pewno nie szefowie Mercedesa. Dwa srebrne samochody centymetry obok siebie pokonujące na pełnym gazie piąty zakręt toru w Bahrajnie. Na zakręcie szóstym Lewis znów był z przodu. Od tego momentu jedyną nadzieją Rosberga była strategia. Nico założył twardsze opony wcześniej, licząc na koniec wyścigu.

Pojedynek Mercedesa nie był jedyną atrakcją wyścigu. Trudno opisać wszystkie pojedynki w środku stawki. Kolejność zmieniała się jak w kalejdoskopie. Na początku, dzięki genialnemu startowi Massy, który przesunął się z siódmej pozycji  na trzecią przed pierwszym zakrętem, Williamsy dyktowały warunki, ale szybko na pierwszy plan wysunęły się samochody Force India, a Red Bulle przesuwały się do przodu, po starcie z dalszych pozycji. Kierowcy tych teamów ostro walczyli także między sobą.

Pod koniec wyścigu wydawało się, że przewaga Hamiltona jest bezpieczna. Za Mercedesami jechał Valtteri Bottas w Williamsie za nim duet kierowców Force India, Fernando Alonso, Jenson Button i Red Bulle. Gdy wydawało się, że to, co najbardziej emocjonujące mamy za sobą, dał o sobie znać Pastor Maldonado. Pastor zdecydował się, na zupełnie szalony, nawet jak na niego, manewr wyprzedzania, tuż po tym jak wyjechał z boksu.  W efekcie, niczego nie spodziewający się Esteban Gutierrez został nagle wyrzucony w powietrze. "Co to było?" - zapytał przez radio zdezorientowany Esteban.

Samochód bezpieczeństwa natychmiast pojawił się na torze, niszcząc strategię Lewisa, który zdążył zbudować na szybszych oponach bezpieczna przewagę. Teraz to Nico miał szybsze opony, ale wiedział, że ma tylko parę okrążeń zanim się zużyją. Po restarcie zapowiadała się ostra walka. Mercedes nie kazał, jak wiele teamów w przeszłości, zachować kolejność i spokojnie dojechać do mety. Pozwolił kierowcom walczyć. Była to najlepsza decyzja dla wizerunku firmy i całej Formuły 1. Kierownictwo temu podjęło ją, mimo że już w trakcie wyścigu szef Daimlera Dieter Zetsche pisał do Toto Wolffa zaniepokojony wydarzeniami na torze. W efekcie, kiedy samochód bezpieczeństwa zjechał z toru na dziesięć okrążeń przed końcem, dostaliśmy porywający spektakl. Nico na bardziej miękkiej mieszance niż Lewis miał wszystkie atuty po swojej stronie i był zdeterminowany by wygrać na torze, gdzie był szybszy przez cały weekend. Nikt inny się nie liczył. Mercedesy oddalały się od reszty stawki w tempie trzech sekund na okrążenie.

Lewis miał bardzo trudną sytuację, ale na pierwszych okrążeniach po restarcie udało mu się obronić przed wściekłymi atakami Rosberga. To był popis defensywnej jazdy, który był rozstrzygającym momentem wyścigu i znakomitym spektaklem do oglądania. Znowu oglądaliśmy dwa Mercedesy mknące na pełnej szybkości niemal stykając się kołami. Nico będąc świadomy swojej przewagi zabrał się do sprawy na początku ostrożnie, zwłaszcza, że Paddy Lowe przypominał przez radio, że najważniejsze jest to by oba samochody dojechały do mety. Ta ostrożność okazała się jednak błędem. Jadąc tuż za Lewisem, Nico zużywał opony i jego przewaga tempa zaczęła się gwałtownie zmniejszać. Szybko dotarło do niego, że musi postawić wszystko na jedną kartę, ale wtedy Hamilton pokazał jak dobrze umie się bronić. Zdecydowanie nie przejął się ostrzeżeniami teamu i był gotowy zaryzykować uszkodzenie samochodu i bronić pozycji bardzo agresywnie. To podejście przesądziło o wyniku walki.  W końcu pięć okrążeń przed końcem, mając świadomość, że to naprawdę ostatnia szansa, Nico podjął desperacką próbę, ale podobnie jak na osiemnastym okrążeniu hamował zdecydowanie za późno. To ostatecznie dobiło jego opony i Lewis mógł zacząć świętować.

Bottas i Alonso wykorzystali samochód bezpieczeństwa do doadatkowej zmiany opon i w momencie restartu za Mercedesami jechali dwaj kierowcy Force India Sergio Perez i Nico Hulkenberg. Za nimi był Button, a potem dwa Red Bulle Vettela i Ricciardo, wyposażone w miękkie opony. Perez po restarcie obronił się przed atakiem Hulkenberga i zaczął oddalać się szybko, podczas gdy Niemiec Blokował resztę zawodników. Button tracił kolejne pozycje i w końcu musiał się wycofać. Za Hulkenbergiem znalazły się Red Bulle i Williamsy. Ricciardo walczył z Vettelem przez cały wyścig i w końcówce wyprzedził narzekającego na swój samochód słynniejszego kolegę, po czym znalazł się za Hulkenbergiem, za którym był teraz sznur samochodów. Ricciardo utknął za Nico przez kilka okrążeń i kiedy w końcu go wyprzedził, Perez był już daleko przed nim. Australijczyk dogonił go na ostatnim okrążeniu i pewnie byłby na podium, gdyby wyścig trwał okrążenie dłużej.

Ostatecznie Danielowi zabrakło bardzo niewiele, jednak to Perez stanął na podium, po wyścigu, w którym pokazał kilka wyśmienitych manewrów wyprzedzania. Team Force India wykorzystał  do maksimum świetny silnik Mercedesa i rzucił wyzwanie McLarenowi, który akurat w Bahrajnie miał sporego pecha. To było ich pierwsze podium od pięciu lat. Niespodziewanie znaleźli się na drugim miejscu wśród konstruktorów. Kierowcy Williamsa byli rozczarowani ostatecznym wynikiem, szczególnie Bottas, który ostatecznie finiszował za Massą, ale najbardziej sfrustrowany był dziewiąty Alonso, którego Ferrari nie miało w Bahrajnie szans z konkurencją.

Rozczarowany był też Rosberg. Wiedział, że był szybszy i powinien był wygrać, jednak przekonał się jak trudnym przeciwnikiem jest Lewis. Teraz, gdy obaj walczyli o mistrzostwo, wyraźnie było widać jak bardzo trudnym zadaniem będzie pokonanie go. Po wyścigu Nico próbował sprawiać wrażenie, że nie dotknęło go tak mocno. Obaj kierowcy kreowali wizerunek dwóch kumpli, którzy uwielbiają się z sobą ścigać. Rosberg mówił, że był to jego najbardziej emocjonujący wyścig w jego karierze i że odegra się następnym razem, ale rzeczywistość była inna. Był to definiujący moment mistrzostw. Lewis wygrał w wyścigu, w którym Nico był szybszy. Dla Rosberga był to cios, który zranił go głęboko i po którym trudno było mu się podnieść.

Grand Prix Bahrajnu było jednak też, a może przede wszystkim, doskonałą reklamą Formuły 1. Po wyścigu Lewis mówił o tym jak po raz pierwszy od dawna wygrał wyścig, który polegał na czystym ściganiu się koło w koło, niczym za czasów kartingu. Takiej właśnie walki na czele stawki, zawsze byśmy chcieli.

 

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race