Każdy z najlepszych kierowców ma w karierze definiujący jego reputację wyścig. Występ, który ostatecznie potwierdza jego klasę i sprawia, że zaczynają się nim interesować najlepsze zespoły, a kibice uważnie śledzić jego postępy. Takim wyścigiem dla Roberta Kubicy było Grand Prix Włoch 2006. Wyścig ten dostarczył kibicom w Polsce ogromnych emocji. Chyba nawet większych niż Grand Prix Kanady 2008. Dwa lata później Kubica był już gwiazdą, jednak jego świetny występ na Monzy był kompletnym zaskoczeniem.

Na tym etapie sezonu walka o mistrzostwo między Michaelem Schumacherem i Fernando Alonso zbliżała się do punktu kulminacyjnego. Ferrari, zwłaszcza na szybkich torach, takich jak Monza, miało przewagę nad Renault. Alonso skupiał się na tym, by nie popełniać błędów, wykorzystywać każde potknięcie konkurencji i w każdym wyścigu zdobywać punkty, utrzymując przewagę w klasyfikacji. Przed Grand Prix Włoch miał już jednak tylko dwanaście punktów przewagi na cztery wyścigi przed końcem i sytuacja zaczęła robić się nerwowa.

To, co wydarzyło się po kwalifikacjach, wpisało się w bogatą historię faworyzowania Ferrari przez FIA. Alonso, po proteście Ferrari, został przesunięty o pięć miejsc, w efekcie anulowania jego najlepszych czasów, pod zarzutem utrudniania jazdy Felipe Massie, jadącemu kilkadziesiąt metrów za nim. Faktycznie zawirowania powietrza za poprzedzającym samochodem mają duże znaczenie w takich zakrętach jak Parabolica, ale Fernando po prostu chciał, po wcześniejszych problemach z oponami, wykorzystać okrążenie ostatniej szansy, ani przez moment nie myśląc o jadącym za nim Brazylijczyku. A jednak stało się. Hiszpan musiał startować z dziesiątej pozycji. "Od dziś nie uważam Formuły 1 za sport", powiedział Alonso. Była to skandaliczna decyzja.

BMW od momentu zatrudnienia Kubicy było na fali i po pierwszym podium na Węgrzech oraz pierwszym awansie obu samochodów do Q3 w Turcji, we Włoszech zaprezentowali się w kwalifikacjach jako jeden z najsilniejszych zespołów w stawce. Nick Heidfeld był trzeci, Kubica szósty. Była to pierwsza zapowiedź tego, co miało zdarzyć się w następnych dwóch sezonach.

Tifosi spodziewali się zwycięstwa Schumachera, przeczuwali też, że może to być jego ostatni występ we Włoszech. Plotki o końcu kariery wielkiego mistrza krążyły w padoku od jakiegoś czasu. Tylko jedna osoba mogła przeszkodzić kibicom Ferrari w fecie. Był to Kimi Raikkonen, wtedy już zresztą łączony z Ferrari w spekulacjach prasowych. Kimi wygrał kwalifikacje i wygrał start. Schumacher jechał tuż za nim czekając na dalszy rozwój wypadków.

Kubica wystartował bardzo agresywnie i szybko przedostał się na czwarte miejsce. Zepchnięty na zewnętrzną przez Schumachera, Heidfeld nie najlepiej wyjechał z pierwszej szykany i na Curva Grande Kubica był już trzeci. Nick miał fatalne pierwsze okrążenie i po błędzie w Lesmo dał się wyprzedzić Massie i Jensonowi Buttonowi. Wydawało się, że Massa łatwo wyprzedzi również Kubicę, niespodziewanie jednak Polak utrzymywał się przed Brazylijczykiem.

Jednym z pierwszych zawodników w boksie był Kimi Raikkonen. Schumacher został na torze i włoscy kibice wiedzieli dobrze, co to oznacza. Widzieli tę taktykę w wykonaniu Ferrari wielokrotnie. Teraz przyszedł czas na serię szybkich okrążeń, które pozwolą Michaelowi wyjechać z boksu na pierwszej pozycji. Tak się też stało dwa okrążenia później. Feta mogła się rozpocząć. Zwycięstwo było zapewnione. Przewaga Alonso w klasyfikacji miała mocno zmaleć. Idealny scenariusz na pożegnanie mistrza z włoskimi kibicami.

Gdy liderzy zjechali do boksu Kubica znalazł się przez sześć okrążeń na prowadzeniu. Dla kibiców z Polski było to więcej niż mogli się spodziewać. Występ Kubicy na Węgrzech był dobrze przyjęty, ale dopiero tutaj jego talent pokazał się w pełni. Polak długo zwlekał z postojem, pokazując jak mocno w porównaniu z konkurencją miał zatankowany samochód na starcie. To świadczyło o tym, że ma szybkość, by walczyć o podium.

Alonso tymczasem wyprzedził Heidfelda, ścinając szykanę, ale sędziowie tym razem okazali mu wyjątkową łaskawość. Po pierwszych postojach w boksie Hiszpan wyprzedził także Buttona, niespodziewanie jednak przed nim ponownie znalazł się Heidfeld, który, podobnie jak Kubica, zjechał do boksu nieco później. Niestety pech Niemca trwał dalej. Wkrótce musiał odbyć karę za przekroczenie prędkości w boksach. Alonso stał się wtedy zagrożeniem dla Massy i Kubicy. Polak był tylko przez chwilę bezpieczny na trzecim miejscu. Kiedy nadszedł czas na drugą serię tankowań Ferrari i Renault były już tuż za nim. Kibice w Polsce przeżywali ogromne emocje, kiedy Kubica utrzymywał dwa szybsze samochody za sobą.

Massa zjechał jako pierwszy. Teraz nadszedł bardzo ważny moment dla Alonso. Hiszpan za wszelką cenę musiał wyprzedzić Kubicę. Jak dotąd Polak spędził cały wyścig na pozycji gwarantującej podium, ale teraz to Fernando był faworytem do trzeciego miejsca. Nie wiadomo było, kto zjedzie pierwszy.

Ostatecznie obaj zjechali równocześnie i wyjechali z boksu obok siebie. Wtedy jednak Fernando wykazał się lepszym refleksem, przyspieszając o ułamek sekundy wcześniej i zajmując bardzo ważną dla mistrzostwa trzecią pozycję.

To był świetny wyścig Alonso, który na torze, na którym wyprzedzanie nie było łatwe, uratował się z ogromnych kłopotów i przedarł na podium. Niestety jednak nie mógł długo cieszyć się z efektów swojej ciężkiej pracy. Dziesięć okrążeń przed końcem, po raz pierwszy raz od trzech lat, silnik Renault w jego samochodzie uległ spektakularnej awarii. Alonso opuszczał samochód przy akompaniamencie wiwatujących włoskich kibiców.

Ogromny pech Hiszpana oznaczał szczęście dla Kubicy i jego fanów. Polak desperacko bronił się przed Massą, kiedy silnik Hiszpana eksplodował tuż przed dwójką walczących ze sobą kierowców, oślepiając ich. Kubica zdołał bez problemu wjechać w pierwszą szykanę, ale Felipe zablokował koła, ściął szykanę i uszkodził oponę. Nadprogramowy postój Massy zrujnował mu wyścig i pozbawił Kubicy ostatniego konkurenta do podium. Zachwyceni kibice w Polsce mogli podziwiać Roberta pewnie zmierzającego po ogromny sukces.

Polak jednak nie stał się głównym bohaterem dnia. Po wyścigu wszyscy mówili o kimś innym. Michael Schumacher minął linię mety, wygrywając po raz piąty we Włoszech i dziewięćdziesiąty w F1. Na okrążeniu zjazdowym stało się to, czego spodziewano się od jakieś czasu, ale w co ciągle trudno było uwierzyć. Wielki mistrz ogłosił, że kończy karierę. Najpierw przez radio, potem na konferencji prasowej.

Team, który zawdzięczał mu tak wiele, potraktował go bez sentymentów. Wiedzieli, że ich przyszłością jest Kimi Raikkonen i zatrudnienie go było priorytetem. Michael mógł ścigać się dalej u boku Fina, ale nie byłby to już ten sam, skupiony na nim, team. Zdecydował więc, że ustąpi miejsca Felipe Massie. Zakończy swoją karierę na szczycie. Był to idealny moment na koniec wspaniałego rozdziału w Ferrari, ale ogłaszanie swojej decyzji przychodziło mu z trudem. Sądząc po jego późniejszym powrocie do Mercedesa, możliwe, że później jej żałował. Trudno być Michaelem Schumacherem i żyć bez ścigania.

Do końca sezonu pozostawały jeszcze trzy wyścigi i Schumacher miał jeszcze jedną misję. Stać się ośmiokrotnym mistrzem świata. Miał już tylko dwa punkty straty do Fernando Alonso. W momencie, w którym ogłaszał koniec kariery, ciągle był na szczycie.

Robert Kubica dzięki swojemu wspaniałemu występowi mógł być spokojny o swoją najbliższą przyszłość w F1. Z miejsca stał się przedmiotem zainteresowania najlepszych teamów i kimś, kto wymieniany był jako potencjalny przyszły mistrz świata. Potem jeszcze wielokrotnie potwierdzał, że te opinie są zasłużone, ale Grand Prix Włoch 2006 było pierwszym z jego wielkich momentów w F1.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race