Grand Prix Francji na torze w Dijon w 1979 roku to jeden z tych momentów, które przeszły do historii i sprawiły, że F1 stała się w krótkim czasie sportem przyciągającym przed telewizory rekordowe ilości widzów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kierowcy, którzy swoją brawurową jazdą i pojedynkami koło w koło potrafili pobudzić wyobraźnię kibiców i spowodować, że świat pokochał wyścigi. Kierowcy tacy jak legendarny Gilles Villeneuve.

Ferrari przyjechało do Dijon po bardzo dobrej pierwszej części sezonu. Po wprowadzeniu w nowej wersji 312T efektu przypowierzchniowego wygrali cztery z pięciu ostatnich wyścigów. Było to pewne zaskoczenie, gdyż ich silnik wymuszał konstrukcyjne kompromisy, a samochód nie był do końca nowym projektem a raczej ewolucją samochodu, który pamiętał jeszcze pojedynki Nikiego Laudy z Jamesem Huntem. To jednak wystarczyło, by zostawić w pokonanym polu zarówno Lotusy jak i rewelację zimowych wyścigów w Ameryce Południowej, czyli Ligiera. Druga część sezonu miała być jednak znacznie trudniejsza, ponieważ na horyzoncie pojawili się nowi, znacznie groźniejsi konkurenci. Wyścig w Dijon był pierwszym tego zwiastunem.

Przez całe lata siedemdziesiąte głównym atutem Ferrari były ich silniki. Podczas gdy brytyjskie teamy stawiały na innowacje aerodynamiczne, Enzo Ferrari stawiał na moc. Dijon to tego rodzaju tor, na którym moc Ferrari powinna być argumentem rozstrzygającym. Okazało się jednak, że jest team, który ma tej mocy jeszcze więcej.

Renault weszło do F1 w 1977 roku, będąc pionierem technologii turbo i na początku wywoływało raczej uśmiech politowania ze strony angielskich teamów. Zwłaszcza, że w tym samym czasie Lotus zaprezentował własną innowację, czyli efekt przypowierzchniowy, dzięki któremu zdominował rywalizację w sezonie 1978. Jednak w połowie 1979 efektem przypowierzchniowym dysponowali już wszyscy w stawce, a Renault konsekwentnie rozwijało swój silnik i notowało coraz lepsze rezultaty.

Francuski team przedstawił swój pierwszy samochód z efektem przypowierzchniowym już wcześniej, ale w Hiszpanii i Belgii bardzo szybko uległ awarii, a kręty uliczny tor w Monako nie sprzyjał charakterystyce samochodu. Potencjał Renault pozostawał więc w ukryciu aż do domowego wyścigu we Francji. Tutaj samochody francuskiego teamu, prowadzone przez Jean-Pierra Jabouille i Rene Arnoux, zdominowały kwalifikacje plasując się przed Ferrari i Brabhamami. Ustawienie na starcie jasno pokazywało, że samochody z silnikami Coswortha nie będą miały swojego dnia.

Gilles Villeneuve wystartował rewelacyjnie, wychodząc na pierwszą pozycję przed Renault Jabouille’a. Arnoux miał słaby start i stracił kilka pozycji. Villeneuve jechał fantastycznie i nie pozwalał zbliżyć się Francuzowi. Jednak w połowie dystansu stało się jasne, że utrata prowadzenia na rzecz Renault jest tylko kwestią czasu. Jabouille sprytnie wykorzystał moment dublowania maruderów i wykonał manewr, który umożliwił mu wyjście na prowadzenie. Francuz znalazł się w ten sposób na drodze do historycznego zwycięstwa. Rozentuzjazmowana francuska publiczność z zachwytem obserwowała jego rosnącą przewagę, zadawała sobie jednak pytanie czy mocno awaryjny silnik Renault wytrzyma do końca wyścigu.

Silnik wytrzymał i Renault odniosło swoje pierwsze zwycięstwo, zwiastujące nadejście w F1 ery turbo, ale niespodziewanie to nie ten historyczny fakt stał się powodem, dla którego ten wyścig pamiętany jest do dzisiaj. Obecnie mało kto pamięta zwycięzcę, ponieważ to co najważniejsze wydarzyło się za jego plecami.

Widząc jak szybko oddala się Renault Jabouille, Villeneuve szybko musiał zapomnieć o najwyższym stopniu podium i zacząć nerwowo spoglądać w lusterka. Arnoux szybko nadrabiał straty po beznadziejnym starcie i był już trzeci, zmniejszając dystans do Gillesa w tempie, które nie dawało Kanadyjczykowi dużych szans na  skuteczna obronę drugiej pozycji. Villeneuve był jednak wyjątkowym zawodnikiem, a tym co go wyróżniało, była waleczność, podejmowanie ryzyka i nie poddawanie się w absolutnie żadnych okolicznościach.

Gdy Arnoux wyprzedził Villeneuve’a na trzy okrążenia przed końcem wydawało się, że wyścig został rozstrzygnięty. Gdy okrążenie później oba samochody zbliżały się ponownie do dohamowania na końcu prostej, Francuz miał przewagę, która byłaby całkowicie bezpieczna, gdyby za nim jechał jakikolwiek inny zawodnik.

Wtedy Villeneuve wykonał manewr wyprzedzania, który był absolutnie na granicy tego, na co prawa fizyki mogą pozwolić. Zablokował na chwilę koła, ale nie tylko utrzymał samochód na torze, ale zdołał wepchnąć się przed całkowicie zaskoczonego Arnoux.

Francuz miał już tylko jedną szansę na udany manewr. Gdy obaj kierowcy ponownie znaleźli się na prostej startowej zaczynało się właśnie ostanie okrążenie wyścigu. Okrążenie, które miało przejść do legendy nie tylko Gilles’a  Villeneuve’a, ale też całej Formuły 1.  Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć. Arnoux zaatakował od wewnętrznej pierwszego zakrętu, po czym zawodnicy walczyli koło w koło przez połowę okrążenia, aż do momentu kiedy Francuz zostawił Villeneuve'owi za dużo miejsca w czwartym zakręcie Parabolique i Gilles ostatecznie wywalczył dla siebie drugie miejsce na mecie.

To była prawdziwa esencja wyścigów samochodowych. Dwaj kierowcy, którzy walczą o drugie miejsce, jakby było ono sprawą życia lub śmierci, jadąc samochodami, które nie prowadzą się idealnie i trudno je utrzymać na idealnym torze jazdy. Samochody tamtych czasów nie tylko nie były łatwe w prowadzeniu, ale też były znacznie bardziej niebezpieczne, tak samo jak nie posiadające szerokich stref bezpieczeństwa tory. To jednak nie przeszkodziło Arnoux i Villeneuve’owi w walce koło w koło i niezwykle ryzykownych manewrach. Po wyścigu nie mieli do siebie pretensji. Arnoux do dziś wspomina ten wyścig jako jeden ze swoich najpiękniejszych wspomnień. Żaden z kierowców nie narzekał na drugiego przez radio i żaden nie został po wyścigu ukarany za wyjechanie czterema kołami za białą linię, niebezpieczny powrót na tor czy nie zostawienie swojemu konkurentowi dostatecznej ilości miejsca. To były inne czasy. Ten legendarny pojedynek na ostatnim okrążeniu dał wszystkim kibicom wzór tego, jak powinny wyglądać wyścigi Formuły 1.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race