Joe Saward - jedna z legend dziennikarstwa Formuły 1. Jest obecny na froncie od ponad 30. lat, a od sezonu 1988 był na KAŻDYM wyścigu, jaki znalazł się w kalendarzu F1. Jest zdecydowanie jednym z największych pasjonatów Formuły 1, o jakim kiedykolwiek słyszeliście. Za czasów początków swojej kariery, kiedy nie zarabiał jeszcze zbyt dużych pieniędzy z pisania artykułów, samemu finansował swoje wyjazdy na Grand Prix, sypiając niejednokrotnie w namiotach. Jego kariera potoczyła się jednak w dobrym kierunku - pracował dla BBC i Autosportu, a później stworzył jeden z bardziej znanych portali na świecie - GrandPrix.com – dodatkowo w roku 2007 powołał do życia pierwszy magazyn internetowy o Formule 1, o nazwie GrandPrix+. Teraz skupia się głównie na prowadzeniu swojego bloga. W natłoku obowiązków znalazł dla nas chwilę, aby podzielić się swoimi opiniami o obecnej sytuacji w Formule 1.

Podczas weekendu wyścigowego w Rosji Stoffel Vandoorne potwierdził, że w tym sezonie nie było na niego mocny w serii GP2. Mimo że do końca tych mistrzostw pozostały jeszcze dwie rundy w Bahrajnie i Abu Dhabi, Belg może już świętować zdobycie mistrzostwa, ponieważ drugi Alex Rossi nie ma już nawet matematycznych szans na wyprzedzenie go w klasyfikacji generalnej. Od 2 lat pełni dodatkowe rolę rozwojowego kierowcy w zespole McLaren, a jeszcze przed przedłużeniem kontraktu z Jensonem Buttonem Vandoorne typowany był jako następca Brytyjczyka w ekipie z Woking. Obecnie jego awans do Formuły 1 stoi pod dużym znakiem zapytania, ale nawet jeśli nie będzie mu to dane, jego talent porównywany jest z Lewisem Hamiltonem, czy Nico Rosbergiem - tak mówi przynajmniej Bruno Michel.

Przed nami Grand Prix Rosji. Runda, która z racji położenia jest europejskim wyścigiem, ale w kalendarzu mistrzostw świata Formuły 1 przedziela zawody w Japonii i USA. Patrząc na fakt, że zespoły zmuszone są wysłać tam swój sprzęt drogą lotniczą, możemy uznać tą Grand Prix za pozaeuropejską. Wyścig ten zadebiutował w kalendarzu F1 w zeszłym sezonie, w cieniu wielu kontrowersji i w dodatku został jednogłośnie okrzyknięty najnudniejszą rundą sezonu. W tym roku wszyscy wiążą jednak z zawodami na torze w Soczi większe nadzieje.

Artem Markelov pochodzi z Rosji i robi wszystko co się da, by popularyzować w swoim kraju kulturę sportu samochodowego. Nie jest mu łatwo, ale póki co wszystko idzie w miarę dobrze. Po wielu startach w kartingu zdołał przenieść się na zachód Europy, gdzie w końcu zakosztował prawdziwych wyścigów. Po odnotowaniu świetnych wyników w Formule ADAC i Formule 3 awansował do serii GP2, gdzie od dwóch lat reprezentuje barwy swojego rodzimego teamu - Russian Time. Dzisiaj prezentujemy wam krótką pogawędkę z Artemem, dotyczącą jego preferencji, ale jeszcze w tym tygodniu, przed GP Rosji, znajdziecie na naszym portalu dłuższy artykuł, w którym będziemy opierać się na jego dłuższych wypowiedziach.

Sir Stirling Moss, członek Międzynarodowej Galerii Sław Motorsportu, 4-krotny vice-mistrz świata Formuły 1, zwycięzca wielu Grand Prix i innych długodystansowych wyścigów, w tym Millie Milgia. W latach 50-tych był ikoną wyścigów, jednak największa sławę zdobył będąc partnerem Juana Manuela Fangio w zespole Mercedesa w Formule 1.Oprócz tego brał udział w wielu różnych wyścigach dosłownie w każdy weekend w roku. Jakiś czas temu gościł już na naszym portalu w obszernym wywiadzie, jednakże dzisiaj przedstawiamy wam kolejną rozmową z Sir Stirlingiem. Dodatkowo mamy dla was konkurs w którym do wygrania są autografy Sir Stirlinga Mossa - szczegóły poniżej!

W kolejny weekend zawodnicy Formuły 1 będą ścigać się na sławnym, mającym na karku spory kawał historii torze Suzuka w Japonii. Stereotyp dotyczący wyścigów pozaeuropejskich mówi, że nie są one klimatyczne i nie cieszą zbytnim zainteresowaniem ze strony fanów. Nadchodząca runda w kraju kwitnącej wiśni zdecydowanie jednak takową nie jest. Na początku tygodnia, w poniedziałek, opublikowaliśmy krótką pogawędkę z Nobuharu Matsushitą, który bez dwóch zdań największą azjatycką nadzieją jeśli chodzi o rywalizację z sukcesami w Formule 1. Dziś przedstawiamy wam dłuższą rozmowę z reprezentantem zespołu ART Grand Prix w serii GP2, w której prezentuje swoje ciekawe punkty widzenia, które nie pasują raczej do europejskich. Jak myślicie, czy to przez to skośne oczy... ?

W ostatni weekend byliśmy na torze Nürburgring podczas finału sezonu Blancpain Endurance Series. Po kwalifikacjach spędziliśmy prawie kwadrans rozmawiając z szefem programu sportów motorowych Nissana – Darrenem Coxem – na temat jego marki, programu GT Academy i gier wyścigowych, nowych kalendarzy WEC i Blancpain oraz sytuacji w motorsporcie.

Pochodzący z Azji kierowcy kojarzą się nam głównie z kraksami i ogromnym wsparciem sponsorów, którzy "wykupują" im miejsce w Formule 1. Jedynym zawodnikiem, który zdecydowanie złamał ten stereotyp był Kamui Kobayashi, jednak problemy finansowe przedwcześnie zakończyły jego karierę w topowej kategorii wyścigowej. W tym sezonie na horyzoncie pojawił nam się drugi samuraj, który faktycznie może pochwalić się raczej osiągnięciami, aniżeli pieniędzmi, chociaż wydaje się, że i tego mu nie brakuje. Nobuharu Matsushita, urzędujący mistrz japońskiej Formuły 3 ściga się obecnie w serii GP2 i w swoim debiutanckim sezonie zdołał odnieść już pierwsze zwycięstwo. Reprezentuje tam barwy utytułowanego  zespołu ART Grand Prix, a jego partnerem jest Stoffel Vandoorne, na którego w GP2 nie na póki co mocnych. Oprócz tego murem stoi za nim manager, były kierowca i właściciel zespołu F1, a ostatnio nawet szef ekipy z Formuły E - Aguri Suzuki i cała Honda, której partnerstwo z McLarenem może przychylić mu niebo wymarzonej Formuły 1. Spójrzcie, co Nobuharu preferuje w swojej karierze!

Ze Stoffelem Vandoorne rozmawialiśmy już rok temu, kiedy to w swoim debiutanckim sezonie w GP2 walczył dzielnie z Jolyonem Palmerem i Felipe Nasrem. W tym roku zarówno Nasr, jak i Palmer są już w świecie Formuły 1, dlatego Stoffel nie ma sobie równych w GP2, gdzie od pierwszej rundy w Bahrajnie zdecydowanie dzieli i rządzi, a zdobycie przez niego tytułu w tej kategorii jest kwestią czasu. Dodatkowo jest częścią zespołu McLaren, który wspiera go jak może w drodze do Formuły 1. Mimo tak wielkiego talentu, potwierdzonego licznymi sukcesami, awans Belga do królowej sportów motorowych nie jest jednak pewny. Patrząc na fakt, że ekipę z Woking reprezentują obecnej dwaj mistrzowie świata, a w kolejce do wyścigowego fotela czeka również Kevin Magnussen, wykonanie kolejnego kroku w karierze może okazać się problematyczne. Stoffel wierzy jednak, że drzwi do F1 nadal są dla niego otwarte. Chyba ma rację, ponieważ z każdym miesiącem plotek o planach na przyszłość Jensona Button jest coraz więcej, a do tego dochodzi jeszcze złamana ostatnio ręka Kevina Magnussena. Oznacza to, że Stoffel leci teraz do Singapuru, a otwór w owych drzwiach robi się coraz większy... Zapraszamy do lektury wywiadu z nadzieją belgijskiego motorsportu.

Po zeszłorocznym sukcesie „Chojnickiej Karowej”, impreza po raz drugi zawitała do 40-tysięcznego miasta Chojnice.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Małgorzata Czerwińska
Olga Białczak
Agata Kurek

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race 4kolka