Masi: Grożono mi śmiercią

Były dyrektor wyścigów Formuły 1 Michael Masi przyznał w rozmowie z The Daily Telegraph, że po kontrowersyjnym Grand Prix Abu Zabi otrzymał wiele gróźb śmierci i miał ciężkie chwile w swoim życiu.

Masi przez wiele tygodni był obiektem hejtu ze strony kibiców – głównie zwolenników Lewisa Hamiltona – którzy nie mogli się pogodzić z decyzją wydaną na ostatnich okrążeniach wyścigu, który zdecydował o losach tytułu mistrza świata. Przypomnijmy, Australijczyk najpierw nie pozwolił zdublowanym kierowcom powrócić na okrążenie lidera, po czym zmienił swoją decyzję tylko w stosunku do części z nich, co pozwoliło Maxowi Verstappenowi przystąpić do restartu na jedno okrążenie do mety tuż za Hamiltonem, po tym jak zjechał do boksów po nowe opony.

Świeże opony pozwoliły kierowcy Red Bulla wyprzedzić Brytyjczyka – który nie mógł pozwolić sobie na pit-stop podczas neutralizacji – i w rezultacie wygrać wyścig i swój pierwszy mistrzowski tytuł. Teraz Masi ujawnia, jak wyglądały dni po tych wydarzeniach.

„Było kilka czarnych dni i… czułem się jak najbardziej znienawidzony człowiek na ziemi” – stwierdził. „Grożono mi śmiercią. Ludzie pisali, że przyjdą po mnie i moją rodzinę. Nadal pamiętam te dni, kiedy kilka dni po Abu Zabi szedłem jedną z ulic Londynu i myślałem, że wszystko jest ok, a potem zacząłem się cały czas oglądać za siebie. Patrzyłem na mijających mnie ludzi i myślałem, czy ktoś mnie nie dopadnie”.

W świetle ostatnich wydarzeń na torze oraz w mediach społecznościowych, Formuła 1 coraz bardziej staje się przyparta do muru. Hejt, palenie czapeczek, słowne napaści odnoszące się do koloru skóry lub innych stref życia powodują, że coraz więcej osób zaczyna zastanawiać się nad tym, czy kiedykolwiek jeszcze pojedzie na wyścig.

Źródło: dailytelegraph.com.au

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze