Wobec globalnego kryzysu związanego z konronawirusem, zespoły Formuły 1 opowiadają się za przesunięciem nowych regulacji, które miały wejść w sezonie 2021, na sezon 2022.

Jak powszechnie wiadomo, początek sezonu F1 został przesunięty w czasie, a sam wyścig w Australii nie doszedł do skutku. Na obecną chwilę nie wiadomo, kiedy nowy start sezonu Formuły 1 miałby się odbyć. Optymistyczny wariant zakłada, że może być to w okolicach maja lub czerwca.

Formuła 1 to jednak biznes jak każdy inny i jeśli nie odbywa się weekend Grand Prix, to ponoszone są ogromne straty. Tak jest w przypadku Liberty Media, czyli właściciela praw do F1, ich akcje giełdowe spadły z $46 USD do $18,30 USD w zaledwie 27 dni. Cztery pierwsze przeniesione wyścigi sezonu, czyli Australia, Bahrajn, Chiny i Wietnam to zysk około 150 mln dolarów za samą opłatę wpisową, do tego należy doliczyć jeszcze opłaty z praw telewizyjnych. Sporo strata już na wstępie liczenia.

Nie tylko Formuła 1 na tym traci. W znacznej części poszkodowane będą również zespoły, które otrzymują rocznie do podziału około 67% całkowitego dochodu F1, według określonych zasad. Tak samo dla Mercedesa jak i Haasa, brak aktywności na torze oznacza brak możliwości zarobienia pieniędzy na funkcjonowanie zespołu i jego rozwój.

W sezonie 2021 ma dojść do zmiany w przepisach komercyjnych, dzięki czemu zostałby unormowany górny limit budżetu każdego zespołu na poziomie 175 mln dolarów, nie wliczając w to kontraktów kierowców, głównego kierownictwa zespołów oraz kampanie marketingowe. Oprócz tego rewolucyjne zmiany zajdą w przepisach technicznych, przez co zespoły pracują obecnie nad dwiema koncepcjami samochodów, żeby cześć przyszłorocznych kosztów przerzucić jeszcze na ten sezon. Nie jest tajemnicą, że powszechnie mówi się o tym, że obecny sezon Formuły 1 jest najdroższym w całej jego historii.

Dlatego im dłużej trwa niepewności, co do dalszego przebiegu sezonu, tym gorzej dla wszystkich. Każda samodzielna decyzja zespołów odnośnie budowy i rozwoju samochodów wiąże się ze sporym ryzykiem. Podczas ostatniej telekonferencji szefa Formuły 1 Chase’a Careya z przedstawicielami dziewięciu z dziesięciu zespołów, zgodzono się homologować na sezon 2021 takie części z obecnej kampanii jak: podwozie, skrzynię biegów i części zawieszenia. Wolną kwestią pozostawałyby elementy obszaru aerodynamiki. Taki ruch pozwoliłoby zespołom zaoszczędzić sporą część budżetu.

W konferencji nie uczestniczył jeden zespół - Ferrari. Włosi poprosili o czas do namysłu z powodu dramatycznej sytuacji w ich kraju. Ferrari znajduje się obecnie pod ogromną presją, a do tego ich fabryka przestała działać z dnia na dzień. Nikt nie wie, jak długo, ale pewne jest, że budżet Ferrari na tym sporo ucierpi.

Decyzja co do przyszłości Formuły 1 i sezonu 2021 może zostać podjęta już podczas kolejnej telekonferencji, która odbędzie się w czwartek. Prawdopodobnie może dojść do tego, że aby uchronić zespoły przed bankructwem, sezon 2021 będzie podobny do sezonu 2020, a nowe przepisy zostaną przesunięte na rok 2022.

Szef zespołu Racing Point Otmar Szafnauer, powiedział jednoznacznie: „Biorąc pod uwagę dramatyczną sytuację, to w rzeczywistości nie ma innej opcji”.

Natomiast jeden z szefów mniejszych ekip powiedział, że w obecnej chwili czołowe zespoły zrozumieją, jak w przybliżonej skali wygląda funkcjonowanie mniejszych ekip: Teraz najwięksi będą musieli wreszcie odrzucić swoją arogancję, ze względu na to, ze sami są pod ogromną presją”.

 

Źródło: auto-motor-und-sport.de

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race