Kilku kierowców IndyCar wyraziło głośno swoje niezadowolenie po poważnych wypadkach, jakie miały miejsce podczas sobotniego wyścigu IndyCar w Fontanie.

Rywalizacja zakończyła się pod neutralizację po tym jak Ryan Briscoe koziołkował po zderzeniu z Ryanem Hunterem-Reayem. Były mistrz serii Tony Kanaan uważa, że kierowcy w trakcie wyścigu jechali zbyt blisko siebie i przypomina śmierć Dana Wheldona z 2011 roku.

„Nie możemy zapomnieć, że straciłem najlepszego przyjaciela w dokładnie taki sam sposób w 2011 roku” – powiedział Brazylijczyk. „Rozumiem, czego chcą fani i jeżeli będzie na trybunach 100 tysięcy osób, to zgodzę się że tak to powinno wyglądać, ale robić to przed pięcioma tysiącami, to głupota”.

Kilka okrążeń wcześniej doszło do kolizji Takumy Sato z Willem Powerem, po której mistrz serii także nie krył swojego niezadowolenia. „Co my robiliśmy? Było tak jak w Vegas [w 2011]. Bardzo się cieszę, że nikomu się nic nie stało, ktoś musi wziąć odpowiedzialność za dzisiejszy dzień” – powiedział Power. „To było równie ekscytujące, co szalone. Nie można uciec, a zyskanie pozycji na torze wiąże się z podjęciem ogromnego ryzyka”.

„To szaleństwo. Nie potrzebujemy kolejnego wypadku z Vegas, a jeżdżąc w ten sposób, to nieuniknione” – dodał.

Swojemu koledze z ekipy i rywalowi w walce o tegoroczny tytuł rację przyznał Juan Pablo Montoya. „Szczerze, nie jestem fanem takiego ścigania, jakie miało dzisiaj miejsce” – stwierdził zwycięzca Indianapolis 500. „Powiedziałem wczoraj IndyCar, że nie powinniśmy ścigać się w ten sposób. To jazda w dużej grupie i prędzej czy później komuś stanie się krzywda. Nie musimy tego robić”.

Kanaan dodał, że nie uważa, by sytuacja była czyjąkolwiek winą i wynika z tego, że IndyCar nie ma jeszcze doświadczenia z nowymi pakietami aerodynamicznymi. „Nie możemy stwierdzić, że wybraliśmy dobry lub zły pakiet aero, bo wszystko jest nowe. Byliśmy w Teksasie i było w porządku, ale słyszałem wiele głosów, że wyścig był nudny”.

Nie wszyscy kierowcy podzielają jednak taki pogląd. Zwycięzca wyścigu Graham Rahal choć przyznaje, że odstępy między autami nie musiały być tak małe, ogólnie był to dobry wyścig. „W ostatnich latach doprowadziliśmy do sytuacji, gdzie docisk był tak niski, że nie mogliśmy się ścigać. To był jeden z najbliższych wyścigów, jaki widziałem od dawna, ale zupełnie inny od starych wyścigów w grupach, gdzie po prostu jechało się z gazem w podłodze i kierowało samochód, gdzie tylko się chciało”.

Podobne zdanie ma Ed Carpenter, który sam uczestniczył w wypadku z udziałem swojego kolegi z zespołu, Josefa Newgardena. „Kocham wyścigi IndyCar, nie znoszę kierowców, którzy krytykują serię. Jeżeli chcesz się ścigać, to się ścigaj, jeśli nie, wycofaj się”.

Nawet uczestniczący w kończącej wyścig kolizji Ryan Briscoe poparł wczorajszy wyścig, określając swój lot w powietrzu jako "nic poważnego". „Myślę, że wyścig IndyCar był genialny. Kilku kierowców musi wykazywać się większym szacunkiem, ale rywalizacja była zacięta i ekscytująca”.

Kolejny wyścig IndyCar odbędzie się za dwa tygodnie na torze owalnym w Milwaukee, jednak jest to krótki owal, gdzie używane będą pakiety aerodynamiczne o dużym docisku. Niepokoje może natomiast wzbudzać 500-milowy wyścig na tri-owalu w Pocono pod koniec sierpnia.

Źródło: autosport.com

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race