Pratt Miller Motorsports rewiduje plan dołączenia do IndyCar

Zespół Pratt Miller Motorsports znany dotychczas z rywalizacji w wyścigach wytrzymałościowych wyraził w zeszłym roku zainteresowanie dołączeniem do IndyCar już w 2025 roku. Teraz ze względu na niesprzyjające okoliczności odkłada ten plan co najmniej do 2026 r.

Pratt Miller Motorsports do tej pory był kojarzony przede wszystkim ze współpracy z koncernem Generals Motors przy budowie i wystawianiu w wyścigach modelów Chevrolet Corvette C8.R,  z którą w zeszłym roku triumfowali w Le Mans i Z06 GT3.R.

Sprawy związane z dołączeniem do IndyCar nabrały rozpędu na początku tego roku, jednak na drodze pojawiło się kilka przeszkód związanych z kosztami i systemem czarterowym.

„Wiele rzeczy dzieje się obecnie w IndyCar Series, ale to wciąż dla nas ekscytująca seria i uważamy, że możemy sobie w niej dobrze poradzić” – powiedział Brandon Widmer, wiceprezes PMM. „Ale jest kilka rzeczy, które nie pasowały do ​​siebie z perspektywy czasu. Po pierwsze, dostępność silnika stanowi obecnie prawdziwe wyzwanie. Również dostępność miejsc w stawce jest dla nas problemem”.

„Nadal mamy jeszcze trochę pracy do wykonania. [Dołączenie do IndyCar] to wciąż nasz cel; nie poddajemy się. Ale to musi być dobry program. Właściwa sytuacja i dobry moment, a w tej chwili sezon 2025 nie jest dla nas idealny”.

Jedna z przeszkód, która dotyka PMM to utworzenie systemu czarterowego, który dawałby najlepszym 25 zgłoszeniom z poprzedniego sezonu automatyczny awans do każdej rundy i ustalałby liczbę bolidów na każdy weekend poza Indy 500 na poziomie 27.

Jako zespół nieuczestniczący w tym systemie Pratt Miller musiałby rywalizować o dwa wolne miejsca z już potwierdzoną Premą i dwoma zgłoszeniami Chip Ganassi (czarter będzie chronił maksymalnie trzy zgłoszenia każdego zespołu). Byłaby to niekorzystna sytuacja dla niedoświadczonego zespołu, który nie mógłby liczyć na zbyt wiele startów.

Ponadto Honda i Chevrolet miałyby problem znaleźć dodatkowy silnik dla nowego zespołu, dlatego seria skupia się od jakiegoś czasu na poszukiwaniu trzeciego dostawcy, co w obliczu rozważań o wycofaniu się przez Japończyków może okazać się niezbędne do dalszego funkcjonowania serii.

„Bez wątpienia zaszło wiele zmian, a sytuacja w serii jest obecnie dość dynamiczna” – powiedział Widmer. „Ale jak powiedziałem, musi nadejść odpowiedni moment i być może, gdy będzie trochę więcej informacji na temat tego, jak faktycznie będzie funkcjonował system czarterowy i jakie zespoły będą w nim uczestniczyć, być może nastąpi zmiana lub odejście z zespołów, które tam będą. A kiedy będzie to wyglądać dobrze, a my będziemy mieć odpowiedni program i odpowiednie wsparcie, będziemy zainteresowani".

„To bardzo pozytywne, że otrzymaliśmy niechciane zapytania od kierowców, partnerów biznesowych, osób będących w serii lub zainteresowanych nią z punktu widzenia inżynierii mechanicznej i zarządzania zespołem. Sama seria, Jay Frye [prezes IndyCar] i jego zespół, byli bardzo gościnni i pomagali poprzez dostarczanie informacji, producenci również byli wspaniali. Ogólnie rzecz biorąc, to bardzo pozytywne doświadczenie. To świetna seria i świetna rywalizacja”.

„Oczywiście brak silników i dostępnych miejsc w stawce to dobry znak, jeśli chodzi o kondycję serii. Jest nad czym pracować, jeśli chodzi o umowy telewizyjne i to, jak będzie wyglądać seria w przyszłości z technologicznego punktu widzenia, a także sama platforma pomiędzy programem silnika i być może ostatecznie [nowym] podwoziem. Dlatego jesteśmy na bieżąco z tym wszystkim i mamy na to oko, tak jak to robimy w przypadku wszystkich serii wyścigowych. Miejmy więc nadzieję, że pewnego dnia tam dołączymy”.

Pratt Miller Motorsports skupi się więc na wystawianiu Corvette w klasach GTD w serii IMSA, choć coraz więcej mówi się o programie Amerykanów również w LMP2.

Źródło: racer.com

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze