Kiedy mój redakcyjny kolega Wojtek Paprota napisał, że jest jednym z organizatorów Pierwszego Rajdu Motyczańskiego, nie zastanawiałem się długo nad wyjazdem na imprezę wypełniającą zimową lukę w kalendarzu polskiego widza.

Historia nie potoczyła się dokładnie po ich myśli, ponieważ mieszkańcy Motycza postarali się, by nie udzielono pozwolenia na organizację rajdu. Napisano o tym wystarczająco dużo, bym nie musiał tego komentować. Był to spory cios, lecz nie bez korzyści dla samych organizatorów. Nie tylko zyskali liczne grono zwolenników, mieli także więcej czasu na znalezienie nowej lokalizacji, bo z powodu dodatnich temperatur, motyczańskie pole nie mogłoby gościć tego dnia imprezy. Alternatywa się znalazła - miejscem Prologu został Tor Lublin, dla którego to niestety jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia impreza tego typu.

Kiedy nowi ludzie po raz pierwszy zajmują się czymś na dotąd nieznanym dla nich poziomie, nie można oczekiwać perfekcji. Uczestnicy, dziennikarze i kibice to rozumieli i dzięki temu nie doszło do chaosu organizacyjnego, a wręcz przeciwnie - organizatorzy cały czas mieli kontrolę nad sytuacją, co jest godne podziwu.

Samych uczestników na torze pojawiło się 35. Nie jest to liczba marzeń, lecz i tak był to sukces, który powinien przyczynić się do powiększenia stawki w przyszłości. Na plus należy też zaliczyć różnorodność aut - na torze pojawiły się Maluchy, wielkie sedany, sportowe Subaru, a nawet SUV. Przy podziale na klasy jedynie ze względu na pojemność silnika, żadnym zaskoczeniem nie była dominacja samochodów usportowionych. Jest to jedna z rzeczy, którą można nieco dopracować.

Przechodząc do samego rajdu, rozpoczął się on zgodnie z planem tuż przed południem. Pogoda nie zachwycała, a na kilka minut przed startem pojawiła się nawet realna groźba deszczu. Ten na szczęście nie spadł i nie przeszkodził ani startującym, ani obserwującym imprezę kibicom, których było więcej niż na wielu wyścigach w Poznaniu w ostatnich latach. Szybko na torze pojawiły się samochody i przez najbliższe kilka godzin nie pozostawał on pusty na dłużej niż kilka minut. Zmieniono nieco formułę zawodów, które miały się składać z dwóch przejazdów próbnych i mierzonej próby. Każdy samochód widzieliśmy jednak aż pięciokrotnie, a do klasyfikacji liczono najlepszy czas. Format zawodów przypominał więc wyścigowe kwalifikacje, z jedną dość istotną różnicą - nie publikowano na bieżąco wyników. Kiedy nie wiadomo, jak szybko trzeba pojechać, by wygrać, każdy przejazd dawał szanse na zobaczenie spektakularnych manewrów i takie rzeczywiście się pojawiały, dając szanse  zaproszonym fotografom na zrobienie wspaniałych zdjęć.

Moim zadaniem na Prologu składało się z dwóch części. Z pierwszą z nich nie miałem żadnych problemów i moja galeria z imprezy jest dostępna pod tym adresem. Jednak napisanie relacji z imprezy, w której stawka nie składała się z profesjonalistów, odbywającej się na zaniedbanym i przeznaczonym do zamknięcia torze, pozbawionej napięcia związanego ze śledzeniem wyników nie jest łatwe. Chciałbym móc przekazać wam, jak bardzo byłem zachwycony tą imprezą, jakie niesamowite jest obserwowanie samochodów drogowych prowadzonych na limicie możliwości swoich, opon, nawierzchni i kierowcy, patrzenia na ludzi realizujących swoją pasję bez żadnej presji, organizatorów chcących dać lokalnym maniakom motoryzacji coś od siebie dowodząc, że jest to możliwe. Właśnie dlatego imprezy nie należące do żadnych mistrzostw, nie sygnowane przez znanych na całym świecie organizatorów.

Ja swój udział przyjazd na właściwy Rajd Motyczański już zadeklarowałem i wiem, że wiele innych osób również. To, czy się on odbędzie nie jest jednak przesądzone i tutaj wracamy do mieszkańców Motycza. Jeżeli petycja organizatorów otrzyma wystarczające poparcie, by pokonać ich opór, zobaczymy kolejną wspaniałą imprezę. Dlatego jeżeli mieszkacie w Lublinie bądź jego okolicach lub będziecie tam choćby przez kilka godzin, proszę was o poświęcenie chwili, by złożyć swój podpis pod petycją. Organizatorzy chętnie udzielą wszelkich informacji.

Więcej o rajdzie dowiecie się z tej strony.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race