Daniel Ricciardo uważa, że niezliczone obowiązki promocyjne przed domowym wyścigiem przeszkodziły mu w optymalnym przygotowaniu.

Ricciardo zaliczył wyjątkowo pechowy wyścig w Melbourne. Australijczyk nie po raz pierwszy ma nieudane domowe Grand Prix, ale tym razem pech dopadł go już przed pierwszym zakrętem, kiedy zjeżdżając na trawę, zawadził prawym kołem o ścieżkę serwisową do boksu. Samochód podbiło, przednie skrzydło odpadło, a jęk zawodu kibiców było słychać wyraźnie w transmisji telewizyjnej. Ricciardo wycofał się później z wyścigu, ale szanse na punkty stracił już przez incydent na pierwszym okrążeniu.

Odpadnięcie z wyścigu nie było jednak jedynym powodem jego złego samopoczucia. „To jest zawsze trudny tydzień” – stwierdził Australijczyk. W tym roku jego tydzień przed Grand Prix Australii obejmował liczne występy telewizyjne, dla lokalnych i międzynarodowych mediów i niezliczone imprezy promocyjne dla sponsorów. Zapotrzebowanie na Ricciardo było większe niż jego możliwości czasowe. „Cały czas mamy pod górkę. Nigdy nie możesz zrobić wystarczająco dużo, mimo poczucia, że robimy aż za wiele” – narzekał po wyścigu.

„Nie chcę zrzucać na to winy za wynik” – podkreślił Ricciardo, jednak zasugerował, że w przyszłym roku powinien do przygotowań do domowego wyścigu podejść w inny sposób. „Jestem po prostu wykończony. Staram się wszystkich zadowolić i przestaje dbać o siebie. Zmienimy to w przyszłym roku”.

źródło: Motorsport.com

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race