Grand Prix Hiszpanii to pierwszy weekend wyścigowy tradycyjnego "europejskiego sezonu". W dawnych czasach właśnie w tym momencie prezentowano nowe modele samochodów. Dzisiaj ciągle coś pozostaje z tej tradycji. Każdy zespół przywozi do Barcelony ulepszenia. Niektóre z nich bardzo ich potrzebują. Zwłaszcza Ferrari, pokonane przez Mercedesa w czterech wyścigach z rzędu.

Czy Mercedes nadal będzie dominował?

Faworytami do zwycięstwa w Hiszpanii są oczywiście kierowcy Mercedesa. Niemiecki team zdobywa tu pole position od sezonu 2013, zazwyczaj zajmując cały pierwszy rząd. Od 2014 wygrywają tu zawsze, z wyjątkiem pamiętnej wpadki w sezonie 2016, kiedy Lewis Hamilton i Nico Rosberg zderzyli się na pierwszym okrążeniu.  

Wobec takich statystyk i faktu, że Mercedes przyjeżdża do Hiszpanii po najlepszym starcie do sezonu w historii, trudno nie uważać kierowców Mercedesa, za faworytów do zwycięstwa. Faworytem numer jeden jest oczywiście Hamilton, który wygrał tu ostatnie dwa wyścigi i musi pokazać prowadzącemu w mistrzostwach Valtteriemu Bottasowi, że ciągle to on jest najlepszy.

Toto Wolf jednak z pewnością stwierdzi, jak zawsze, że Mercedes nie jest wcale stuprocentowym faworytem. Wbrew pozorom rzeczywiście są przesłanki przemawiające za Ferrari.

Ferrari liczy na silnik

Włoski zespół znalazł się niespodziewanie w bardzo trudnej sytuacji i pracują teraz intensywnie nad powrotem do wygrywania. Ferrari musi powstrzymać Mercedesa jak najszybciej i wyraźnie przyspieszyło rozwój samochodu. Nowa specyfikacja silnika miała pojawić się dopiero w Kanadzie, ale kierowcy Ferrari dostaną ją już w Barcelonie. Kierowcy Haasa i Alfy Romeo za to jeszcze na nia poczekają. Moc silnika to coś, co było już od jakiegoś czasu atutem Ferrari i zespół liczy na to, że dalsza poprawa w tym aspekcie zdystansuje konkurentów, nawet pomimo innych problemów. Oprócz tego zobaczymy drobne poprawki aerodynamiki, choć nie tak istotne jak w Baku. Za Ferrari przemawia fakt, że zespół błyszczał tu na testach, a także dobra forma w Bahrajnie, gdzie jechano na takich samych mieszankach, jakie Pirelli przywozi do Barcelony.  

W Barcelonie zobaczymy następny odcinek serialu Sebastian Vettel kontra Charles Leclerc. W poprzednich odcinkach Leclerc ośmieszył Vettela w Bahrajnie, ale potem sam zmarnował swoją szansę w Baku. Ostatnio pojawiły się głosy, że rywalizacja między kierowcami szkodzi wynikom Ferrari. W Barcelonie, na torze, który wszyscy kierowcy znają na pamięć, odbędzie się bardzo istotne starcie między tymi kierowcami. Możliwe, że znowu spotkają się na torze, tak jak w Chinach, ale tym razem team może powstrzymać się od poleceń zespołowych. Póki co napięcie między zawodnikami Ferrari tak bardzo nie szkodzi zespołowi, ale wiele się zmieni jeśli kiedyś dojdzie między nimi do kolizji.

Nie tylko Ferrari musi przełamać kryzys

Renault i Haas to teamy, które w ostatnich wyścigach zawiodły najbardziej (nie licząc Williamsa oczywiście). Haas przywozi do Barcelony dużą ilość ulepszeń, licząc na znaczną poprawę osiągów. O tempo kwalifikacyjne nie powinni się martwić. W testach w Barcelonie wypadali świetnie. Pytanie czy uda się wyeliminować problemy z oponami podczas wyścigu.

Renault, jak wszyscy, przywozi ulepszenia, które powinny poprawić tempo, ale oprócz tego dokonało ostatnio zmian organizacyjnych i personalnych. Widać, że mają długofalowe podejście i myślą nawet nie o przyszłym sezonie, ale chcą być gotowi, by po zmianach regulaminowych na sezon 2021 powrócić do czołówki. To właśnie ten długofalowy plan skusił Daniela Ricciardo. Najbliższa przyszłość wygląda jednak znacznie mniej obiecująco. Dodatkowo Ricciardo będzie na starcie Grand Prix Hiszpanii przesunięty o trzy pozycje. To kara, która po incydencie w Baku ma przypomnieć Australijczykowi, że podczas cofania, patrzymy w lusterka.

Kto może wypaść dobrze w Barcelonie?

Wobec intensyfikującej się rywalizacji Ferrari z Mercedesem, trudno spodziewać się, że Red Bull okaże się czarnym koniem w Hiszpanii. Zespół nie przywozi też żadnych rewolucyjnych usprawnień, ale ich samochody zwykle spisują się tu nieźle, regularnie kończąc na podium, więc z pewnością będą blisko. Będzie to szansa dla Pierre’a Gasly’ego, który ostatnio w końcu odnalazł tempo w samochodzie Red Bulla, by dołączyć na dobre do walki w czołówce.

Carlos Sainz zawsze wypada nieźle w swoim domowym wyścigu i w tym roku powinien walczyć o bycie "najlepszym z reszty". Po pechowym początku sezonu byłby to dla niego ważny rezultat, nie będzie mu jednak łatwo. Przeszkodzić w tym może  mu jego bardzo szybki kolega z zespołu Lando Norris, albo bardzo regularny Kimi Raikkonen. Nie można też wykluczyć nagłego odrodzenia zespołów Haas i Renault. Jednak zespołem po którym oczekiwać możemy największego postępu w Barcelonie jest Racing Point.

Zespół, który uratował się przed upadkiem i rozpoczął nowy rozdział podczas zeszłorocznej przerwy wakacyjnej, miał z tego powodu spore opóźnienia w przygotowaniach do sezonu. Mimo to, po świetnym występie w Baku, jest aktualnie na piątym miejscu w klasyfikacji konstruktorów. Mimo że zespół deklaruje, że dopiero przyszłoroczny samochód pokaże w pełni ich możliwości, ulepszenia, które przywożą do Barcelony, mają być bardzo znaczące i rozpoczną nowy etap, w którym zespół nie będzie już ograniczony przez przedsezonowe problemy i zacznie normalnie rozwijać auto. To powinno pomóc Lance’owi Strollowi przełamać serię fatalnych wyników  w kwalifikacjach. Od teraz powinni regularnie walczyć o pierwszą dziesiątkę.   

Czy Williams ma jeszcze szanse na odrodzenie?

Postępy innych zespołów nie są dobrą wiadomością dla Williamsa, ale ten zespół koncentruje się już prawdopodobnie na innych celach niż tegoroczna rywalizacja. Barcelona i testy po wyścigu, to okazja, by w końcu w pełni zrozumieć tegoroczny samochód i zacząć nie tyle go rozwijać, ale używać do testowania rozwiązań na przyszłość. Wydaje się, że Williams jest na najlepszej drodze, by zostawić za sobą nieco kompromitujące wpadki i problemy typu brak części zamiennych. Zespół powinien od tego momentu zacząć zmniejszać stratę do reszty stawki, jednak jest ona już raczej zbyt duża, by mogło to przynieść punkty w tym sezonie.

Obchody tragicznej rocznicy i możliwe pożegnanie z Barceloną

Podczas Grand Prix Hiszpanii Formuła 1 odda hołd Rolandowi Ratzenbergerowi i Ayrtonowi Sennie. Od ich śmierci podczas tragicznego Grand Prix San Marino na Imoli minęło niedawno 25 lat. Wyścig w Barcelonie jest pierwszym od tej rocznicy i przygotowano wiele wydarzeń upamiętniających tamten weekend, który zmienił F1 na zawsze. Tegoroczne Grand Prix Hiszpanii ma jednak też drugi smutny akcent, zwłaszcza dla lokalnych kibiców. To prawdopodobnie na jakiś czas ostatni weekend F1 w Hiszpanii. Zanosi się na to, że w przyszłym roku Barcelonę zastąpi w kalendarzu holenderskie Zandvoort. Podczas ostatnich trzech dekad Circuit de Catalunya był stałym elementem sezonu F1, choć mało kto z kierowców wymienia go w gronie swoich ulubionych torów. Przylgnęła do niego łatka obiektu, na którym trudno wyprzedzać, przez co wyścigi są nudne i przewidywalne. Jednak przez lata, w erze sukcesów Fernando Alonso, panowała tu wspaniała atmosfera, zapewniana przez tłumy hiszpańskich kibiców.

 

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race