60 minut dzieli Toyotę od podwójnego triumfu w 24h Le Mans. Dramat dopadł lidera klasy LMP2 oraz jednego z faworytów klasy GTE Pro.

Spokojna, pewna jazda oraz brak problemów z pojazdami sprawia, że Toyota jest blisko drugiego z rzędu zwycięstwa w prestiżowej batalii. Co prawda, zespół z pewnością doskonale pamięta swoją przegraną z Porsche, jednak w obecnej sytuacji tylko powtórka tamtego dramatu mogłaby odebrać jej kolejny puchar. Oba pojazdy zmierzają do mety z przewagą pięciu okrążeń nad konkurentami, a załoga #8, choć druga, do mistrzostwa w supersezonie.

Do triumfu wśród ekip niefabrycznych zmierza natomiast BR1 #11 od SMP. Strata Rebellionów jest spora i niewiele wskazuje, że coś ma się tu zmienić, choćby ze względu na kolejne problemy #3. Jego postoje sprawiły, że przez pewien czas na piąte miejsce awansowali liderzy LMP2, którzy obecnie są gorsi od ostatniego obecnego na torze LMP1 tylko o okrążenie. Na pocieszenie, nawet taki układ na mecie daje Rebellionowi #3 najlepsze miejsce wśród załóg nie hybrydowych prototypów tej klasy.

Liderami LMP2, na godzinę przed końcem wyścigu są natomiast kierowcy Signatech Alpine. Dotychczas liderująca załoga G-Drive przeżyła dramat, gdy tuż po rozpoczęciu godziny dziewiętnastej Rusinow poinformował o problemach z silnikiem. Postój kosztował załogę #26 cztery okrążenia straty. Za francuzami, okrążenie straty mają ich czołowi konkurenci w walce o mistrzostwo klasy, #38 od DC Racing, przez co Signatech wciąż nie może czuć się pewnie.

Problem z kompresorem skrzyni biegów zmusił do dłuższego postoju także polską ekipę Inter Europol Competition. Ta, choć wciąż na torze, jest w praktyce ostatnia w klasie i traci do przedostatniego Racing Team Nederland około dwóch okrążeń.

Prócz G-Drive, smutne chwile w kolejnych 5 godzinach rywalizacji przeżyli także fani Corvette. W godzinie dwudziestej, Jan Magnussen stracił panowanie nad autem na zakrętach Porsche i zahaczył o barierę, wystarczająco mocno, by na dłuższą chwilę pojawić się w boksach. W walce o triumf pozostały więc tylko Ferrari #51 oraz Porsche #93 i #91, włoski pojazd jadąc z przewagą, którą trudno będzie mu odebrać w ciągu godziny. Z wyraźną stratą, na podium liczą jeszcze kierowcy czterech Fordów, problemy praktycznie wykluczają taki scenariusz dla BMW i Aston Martina.

Godzina dzieli także od zwycięstwa liderów klasy GTE Am, a więc wciąż Forda GT od Keating. Jadący w nim szef ekipy, z minuty na minutę traci jednak przewagę nad Porsche od Team Project 1, którym podąża dużo szybszy Jorg Bergmeister. Ford stracił przewagę także wskutek błędów Felipe Fragi, który wypadł na żwir tuż przed pechem Corvette. Trzecie jest Ferrari od JMW, którego przewaga także nie jest wybitna, przez co ostatnia godzina także w tej klasie GT będzie interesująca.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Agata Kurek
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?

Partnerzy

rally and race