Za nami dwa pierwsze wyścigi tegorocznych mistrzostw Formuły 1 i patrząc na wyniki możemy śmiało stwierdzić, że ekipa Haasa urasta przynajmniej na czwartą siłę w stawce. O ile uzyskane przez Romaina Grosjeana 6. miejsce w inauguracyjnym wyścigu w Australii mogło wydawać się nam przypadkowe z uwagi na fakt, że mechanicy zmienili Francuzowi koła w okresie czerwonej flagi, o tyle 5. lokata wywalczona w Bahrajnie przez byłego reprezentanta ekipy z Enstone potwierdziła, że amerykański zespół przygotował się do debiutu w Formule 1 w najlepszy możliwy sposób. Gene Haas przez blisko 2 lata zbierał wokół siebie mądre i obyte w świecie wyścigów osoby i nawiązywał współprace z równie doświadczonymi partnerami, by w tym sezonie oficjalnie zacząć swój długi i ciężki marsz w kierunku sukcesów w najbardziej prestiżowej serii na świecie.

Zespół Haas F1 Team jest pierwszym amerykańskim zespołem w Formule 1 od ponad 30 lat i pierwszym debiutantem od sezonu 2010, kiedy do stawki dołączyły ekipy Team Lotus, Virgin Racing i  HRT. Z tego tria przy życiu utrzymała się jedynie druga drużyna, która na przestrzeni 6. lat kilka razy zmieniała swoją nazwę, a także układy właścicielskie. Nie zależnie od tego kto stał u jej czoła, zawsze odgrywała ona rolę outsidera, dla którego głównym celem było przetrwanie sezonu, co nie zawsze kończyło się sukcesem.

Nawet po przedsezonowych testach wiele osób ze świata Formuły 1 nie dawało ekipie Haasa wielkich szans na bycie konkurencyjnym i walkę jak równy z równym z zespołami, które ścigają się tu od kilkunastu, czy kilkudziesięciu lat. Rzeczywistość pokazała jednak, że jest inaczej.

Pierwsze plany Gene Haasa, amerykańskiego miliardera, twórcy produkującej przemysłowe obrabiarki firmy Haas Automation, zakładały wejście do Formuły 1 już w sezonie 2015, na co otrzymał nawet zgodę ze strony FIA. Ostatecznie podjął on jednak decyzję o odłożeniu swojego debiutu o rok, a skłonić miały go do tego po pierwsze względy finansowe, a także wzgląd na bezpieczeństwo i dłuższy czas na przygotowanie.

Dodatkowy rok sprawił, że Gene mógł rozejrzeć się nieco dłużej za najlepszymi pracownikami, a także najlepszym możliwym miejscem na europejską filię swojej ekipy. Mimo korzyści skali, które zespół uzyskał z racji rozwinięcia fabryki w Karolinie Północnej, gdzie mieści się tunel aerodynamiczny i siedziba startującego w NASCAR zespołu Haas-Stewart, posiadanie filii w Europie było koniecznością z uwagi na fakt, że dużą część kalendarza Formuły 1 stanowią Grand Prix na starym kontynencie, gdzie najbardziej efektywne jest wykorzystywanie transportu lądowego. W takiej sytuacji w grę wchodziło również wykupienie zespołu Marussi, który w swoim czasie wystawiony był całkowicie na sprzedaż, jednakże ze względu na restrykcje regulaminowe Haas zdecydował się jedynie na wykupienie bazy ekipy w Banbury.

Posadę szefa zespołu Haasa otrzymał Gunther Steiner, Włoch, który w przeszłości pełnił rolę dyrektora technicznego w Jaguarze i Red Bullu, jednakże nigdy, nawet w niższych kategoriach, nie zarządzał całą ekipą. Oprócz niego w szeregi amerykańskiej drużyny wcieleniu zostali inni, doświadczeniu ludzie, którzy mają stanowić trzon zespołu. Na uwagę zasługują tu takie postaci jak były menadżer ekipy Marussia, Dave O'Neill, były szef mechaników Caterhama, Stuart Cramp, były strateg wyścigowy w drużynie Ferrari, Ruth Buscombe, czy były, charyzmatyczny inżynier wyścigowy z ekipy Lotusa, Ayao Komatsu. Wszyscy oni pełnią te same funkcje w stajni Haasa.

Gene przyjął podobną politykę przy  wyborze kierowców. O ile na przestrzeni sezonu 2015 wersja z zatrudnieniem Alexandra Rossiego, Conora Daly, a nawet Daniki Patrick wydawała się realna, o tyle pod koniec roku biznesem jasno dał do zrozumienia, że najważniejszym aspektem przy wyborze reprezentantów będzie dla niego doświadczenie, a nie budżet czy narodowość. Mimo korzyści marketingowych, z którymi wiązałoby się zakontraktowanie Amerykanina czy tym bardziej Amerykanki w postaci urodziwej Daniki, Haas postawił na solidną markę w osobach Romaina Grosjeana i Estebana Gutierreza. W przypadku pierwszego z nich czynnikiem ważącym mogły być odnotowywane przez Francuza wyniki, natomiast o zatrudnieniu Gutierreza w dużej części przesądziła jego współpraca z Ferrari w poprzednim roku.

Decyzja o nie wykupywaniu jednego z upadających zespołów miała jeden, zasadniczy powód. W przypadku przejmowania już istniejącej ekipy, nowy zespół od razu zmuszony jest do przestrzegania wszystkich regulaminów, na czele z ograniczeniami testowymi. Gdy buduje się wszystko od zera, ograniczenia testowe praktycznie nie obowiązują. Ekipa oficjalnie podpisała porozumienie z FIA dopiero pod koniec roku 2015, a do tego momentu inżynierowie w Karolinie Północnej mogli używać tunelu aerodynamicznego, który uważany jest za jeden z najbardziej nowoczesnych sprzętów tego typu na świecie, 24 godziny na dobę, o co w swoim czasie martwił się nawet Toto Wolff.

Mimo dużo większych możliwości i dodatkowego roku na testowanie, Haas przyjął bardzo rozsądną politykę, wychodząc z założenia, że nawet przewaga w takiej postaci nie sprawi, że już w pierwszym sezonie jego ekipa będzie w stanie zbudować bardziej konkurencyjny samochód, niż zespoły, które ścigają się w Formule 1 od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Jedyną drogą do tego, aby to osiągnąć było więc zakupienie największej możliwej liczby gotowych części, które są kluczowe do osiągnięcia dobrego tempa. Wybór padł na Ferrari, które w ramach zawiązanego już w roku 2014 partnerstwa dostarcza ekipie Haasa silniki, układy kierownicze, układy przepływu paliwa i oprzyrządowanie kokpitów. Dodatkowo Gene zawarł umowę z Dallarą, która dostarcza amerykańskiej ekipie zbudowane przez siebie nadwozie. Po Grand Prix Bahrajnu, kiedy większość osób z paddocku zdało sobie sprawę, że 6. miejsce Grosjeana w debiucie nie było przypadkowe, słychać było wiele głosów, że zasady, na jakich Haas wszedł do królowej sportów motorowych nie był do końca uczciwe i w przyszłości powinno zostać to zmienione. Gunther Steiner odpiera jednak te zarzuty: „Nie sądzę, aby w najbliższym czasie wprowadzone zostały bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące części, które można kupować od innych zespołów. Jeśli taki system się sprawdza, to bardzo możliwe, że w przyszłości do Formuły 1 tą samą drogą może przyjść kolejna ekipa. Będzie to zależeć od tego jak dobre wyniki będziemy osiągać”.

Oprócz tego, że Haas musi zapłacić za cały inwentarz, partnerstwa zobowiązują ekipę do dawania "feedbacku" obu włoskim firmom. O ile fakt ten nie jest bardzo istotny w przypadku Dallary, o tyle w przypadku Ferrari wokół tego punktu umowy powstaje wiele kontrowersji, ponieważ w myśl regulaminu technicznego Formuły 1, startujące w niej zespoły nie mogą wymieniać się ze sobą danymi, o czym przypominał nam dosadnie Steiner: „Aby rozwijać się samemu potrzebujemy danych, których nie mamy, dlatego musimy polegać na pomocy ze strony bardziej doświadczonych ludzi. Nie możemy liczyć jednak na zbyt wiele. Oczywiście otrzymujemy pakiet danych od Pirelli, ale są to te same dane, które dostarczane są innym zespołom. Nie możemy liczyć na nic innego. Przepisy zabraniają nam również dzielenia się danymi z innymi zespołami, włącznie z Ferrari”. Feedback to nie to samo co dane, jednakże nie zmienia to faktu, że między Maranello a Północną Karoliną nieustannie mamy do czynienia z gorącą linią, czego nie ukrywał sam Gene Haas w obszernym wywiadzie udzielonym magazynowi Forbes jeszcze w roku 2015. Amerykanin przyznał, że konsultacje z inżynierami Ferrari na temat stosowanych przez obie ekipy pakietów aerodynamicznych mogą przyczynić się do jeszcze szybszego rozwoju obu ekip, ponieważ, co 4 samochody to nie 2.

Mimo tego, że póki co cały projekt rozwija się bardzo dobrze i zespół nie ma żadnych powodów do narzekań, biznesman nie czuje się w tym świecie jak w domu, w Ameryce, gdzie od 15 lat prowadzi ekipę NASCAR. Podczas przedsezonowych testów w Barcelonie, kiedy mieliśmy okazję zamienić z nim kilka zdań, powiedział otwarcie, że europejska kultura wyścigowa znacząco różni się od tej, z którą miał do tej pory do czynienia za oceanem. „To nie jest Karolina Północna, musiałem sobie zdać z tego sprawę” - wyznał już pierwszego dnia, gdy zjawił się w paddocku toru. „Kompleksowość samochodów, silników i wszystko, co się z nimi robi przeszło całkowicie moje oczekiwania. Techniczne aspekty tych samochodów są fantastyczne. Z jednej strony myślę, że jest to ogromne wyzwanie, ale z drugiej domyślam się, że fani nie do końca to rozumieją. Nawet ja nie wiedziałem wszystkiego. Wcześniej byłem nieco naiwny zastanawiając się co sprawia, że te samochody mogą tak jeździć”.

„Gdy rozpoczęliśmy starty w NASCAR w 2002 przez pierwsze kilka lat działaliśmy trochę na dziko, inaczej niż tutaj. Budowaliśmy zespół bez żadnej wiedzy. W tym przypadku mamy już przynajmniej jakąś wiedze na temat tego jak ścigać się samochodami. Myślę, że jesteśmy w dużo lepszej pozycji niż wtedy, kiedy zaczynaliśmy przygodę z NASCAR. Będzie to jednak bardzo ciężki proces nauki”.

Mimo że seria NASCAR to zupełnie inny format wyścigów niż mistrzostwa Formuły 1, doświadczenie zdobyte na amerykańskich owalach na pewno będzie pomocne we wszystkich pobocznych aspektach, na co zwraca uwagę Steiner: „Myślę, że doświadczenie z serii NASCAR wpływa bardziej na aspekt sportowy. Gene rozumie jak wygląda ten świat od strony marketingu, promocji i ogólnego funkcjonowania. Sama technologia jest nieco inna. Nie powiedziałbym jednak, że jesteśmy zieloni w temacie, ponieważ współpracujemy z zespołem, który ściga się w Formule 1 od dłuższego czasu”.

Zmiany, które w ostatnim czasie zaszły w Formule 1 sprawiły, że obecnie większe znaczenie ma to, co dzieje się poza torem. Ustalenia polityczne pomiędzy poszczególnymi zespołami, a właścicielem praw komercyjnych determinują możliwości dalszego rozwoju ekipy. Doświadczeni gracze mogą liczyć na lepsze traktowanie niż ci, którzy rozpoczynają dopiero swoją przygodę z królową sportów motorowych, dlatego dla zespołu Haasa, który nie jest przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy, może być to stąpanie po cienkim lodzie.

„Na chwilę obecną próbujemy zdystansować się delikatnie od polityki Formuły 1 i od decyzji, które podejmowane są przez komisję F1 i grupę strategiczną” – powiedział Steiner, zapytany o swoją strategię w negocjacjach przepisów w Formule 1. „Jesteśmy ostatnim zespołem, który miałby coś do powiedzenia. Oczywiście mamy własne opinie na to, co dzieje się obecnie w tym świecie, ale nie sądzę, że to właśnie my powinniśmy być tym zespołem, który lobbuje w kierunku takich czy innych rozwiązań. Wokół nas jest wiele osób, którzy siedzą w tym świecie od dłuższego czasu i lepiej wiedzą co robić. My póki co się jedynie przysłuchujemy i śledzimy na bieżąco sytuację. Jedno jest pewne - mamy własny głos i nie musimy podejmować takich decyzji jak Ferrari”.

Jakiś czas temu Bernie Ecclestone powiedział jednak, że to właśnie partnerstwo ze Scuderią sprawia, że kierowcy Haasa są w stanie być konkurencyjni, a sama ekipa może być nawet nazywana "drugim zespołem Ferrari". Klasyfikacja Formuły 1, gdzie sumowane są punkty zespołów nosi jednakże nazwę klasyfikacji konstruktorów, a nie tylko zespołów. Nazwę te determinuje regulamin F1, który jasno mówi, że aby ekipa mogła zostać uznana za konstruktora, musi wyprodukować samemu różne części. Haas realizuje ten punkt w absolutnie minimalnym stopniu.

Dla reprezentujących w tym roku barwy ekipy Romaina Grosjeana i Estebana Gutierreza będzie to najprawdopodobniej najlepszy sezon w karierze. Pierwszy z nich zdał już sobie z tego sprawę, ale Meksykanin, mimo nie ukończenia dwóch pierwszych wyścigów, również nie może narzekać na zły obrót spraw, ponieważ w obu przypadkach wpływ na jego rezultat miały czynniki, które nie zależały do zespołu.

„Jestem bardzo zadowolony z tego, jak rozwija się cały zespół. Nie mogę powiedzieć, że nie mamy żadnych problemów, ale tak naprawdę ma je każdy” – powiedział nam jeszcze w Barcelonie Gutierrez. „Wiemy co jest źle i wiemy jak to poprawić. Potrzebujemy po prostu czasu, aby wejść na wyższy poziom. Jestem przekonany, że to się stanie, ale nie wiem kiedy. Póki co powstrzymują nas przed tym jedynie detale”.

Bardzo podobne nastawienie miał Grosjean: „Testy przebiegły bardzo dobrze. Rozumieliśmy wszystko co działo się z naszym samochodem i wszyscy wykonywali odpowiednio swoje zadania. Znaleźliśmy kilka rzeczy, które wymagają poprawy, jednakże patrząc na pracę i zaangażowanie ludzi, ulepszenie ich nie powinno zająć nam dużo czasu. Potrafiliśmy poradzić sobie z nawet najbardziej szczegółowymi kwestiami, dlatego na 99% możemy spodziewać się poprawy. Dodatkowo przy silniku pomaga nam Ferrari, ekipa która ma na swoim koncie ogromne doświadczenie, dlatego nie martwimy się o nasze jednostki napędowe. Pracują nad nimi świetni ludzi. Samo to, że byliśmy w stanie pracować w normalnym systemie, bez żadnych problemów, było dla mnie dużym zaskoczeniem. Nabijaliśmy okrążenia i nie mieliśmy żadnych wycieków ani awarii, z wyjątkiem tej przedniego skrzydła, która miała miejsce pierwszego dnia”.

Z wypowiedzi obu kierowców możemy wywnioskować, że są pozytywnie zaskoczeni dyspozycją swojego samochodu, jednakże stoją twardo na ziemi, nie zapominając, że do poprawy jest jeszcze kilka aspektów, dlatego nie ma mowy o żadnym odpuszczaniu. Mimo wczesnego etapu sezonu zawodnicy już widzą progres, jaki został wykonany przy samochodzie, a ostatnie wypowiedzi Guthera Steinera, mówiące o tym, że Haas ma celu regularne zdobywanie punktów pozwalają nam sądzić, że amerykańska ekipa faktycznie będzie na ustach wszystkich jeszcze przez długi czas.

„Za każdym razem kiedy wsiadam do samochodu czuję, że jest on lepszy. Cały zespół nieustannie ciężko nad nim pracuje, a dodatkowo stajemy się coraz bardziej efektywni, ponieważ jesteśmy coraz lepiej przygotowani. W naszej ekipie są wspaniali ludzie, dlatego taki obrót spraw i nieustanna poprawa nie powinna być dla nikogo zdziwieniem” – powiedział Gutierrez.

„Kiedy podejmę już jakąś decyzję to już się jej trzymam i nie jej nie żałuję” – mówił natomiast Grosjean. „Tak właśnie jest w przypadku zmian barw na ekipę Haasa. Póki co jest to dla mnie niesamowite doświadczenie i jazda tym samochodem w debiutanckim sezonie jest czymś, czego nigdy nie zapomnę. Bardzo szybko zgrałem się z całą ekipą. Mimo wszystko są oni bardzo doświadczeni, przez co współpraca układa się bardzo dobrze. Oczywiście jest kilka rzeczy, które możemy poprawić, jednak generalnie gdy patrzysz na nasz garaż to wszyscy wiedzą co mają robić, dlatego jest to dość imponujące. Myślę, że cały projekt nadal jest bardzo interesujący i wszystko rozwija się po naszej myśli. To, co osiągnęliśmy już w trakcie testów jest godne podziwu, dlatego jestem bardzo zadowolony”.

Mimo tego, że ekipa Haasa nie ma się póki co martwić o budżet z uwagi na fakt, że źródłem finansowania zespołu jest firma o tej samej nazwie, której fundusze są praktycznie nieograniczone, to Bernie Ecclestone w ostatnim czasie powiedział, że jeżeli Amerykanie myślą o odnoszeniu sukcesów w Formule 1, to muszą liczyć się z wydatkiem na poziomie 1 miliarda dolarów na przestrzeni kolejnych pięciu lat. Obecnie na samochodach Gutierreza i Grosjeana nie ma loga żadnego sponsora, jednak dla właściciela ekipy nie jest to zmartwieniem.

Podczas testów w Barcelonie dał nam do zrozumienia, że póki co jego nowy projekt biznesowy nie jest jeszcze w fazie, w której byłoby atrakcyjnym przedsięwzięciem dla potencjalnych sponsorów, jednak w miarę upływu czasu i postępującego rozwoju sytuacja powinna się poprawić: „Otrzymywaliśmy wiele zapytań, jednakże przedstawione liczby nie były takie, jakie chcielibyśmy usłyszeć. Jeżeli przyjdzie do nas właściwy sponsor, to go wysłuchamy. Mimo to nie jesteśmy na tym punkcie zdesperowani. Pod względem finansowym jesteśmy przygotowani, nasz budżet jest odpowiedni do tego, co chcemy osiągnąć”.

„Problem polega na tym, że nie mamy jeszcze gotowego produktu. Nigdy wcześniej nie ścigaliśmy się w Formule 1, dlatego nie mamy praktycznie nic do zaoferowania. Ludzie boją się takich przedsięwzięć, ponieważ w chwili, kiedy po raz pierwszy wyjedziesz na tor możesz po prostu ośmieszyć ich markę. Gdy wyjedziesz na tor i wypadniesz źle, prawdopodobnie nie będą chcieli cię sponsorować. Jestem jednak optymistą i wierzę, że w trakcie sezonu będziemy wyglądać na profesjonalistów i będziemy w stanie rywalizować na równi z pozostałymi zespołami. Powinniśmy sprawić aby sponsorzy myśleli o nas w kategoriach "OK, mają produkt, widzimy go i wiemy, że się rozwija", przez co będą chętnie pochodzić do sponsorowania nas i czuć się z tym bardziej komfortowo. Patrząc na to, kto promuje się obecnie na torach - egzotyczne samochody, energy drinki - wszystko co ma masowy przekaz i może być dla nas interesujące i myślę, że możemy wykonać świetną robotę jeśli chodzi o marketing jakiegoś produktu. W szczególności myślę tutaj o amerykańskich produktach, ponieważ Formułę 1 śledzi naprawdę ogromna widownia”.

Jak sam Gene przyznał, pierwsze oferty już się pojawiły, a wyścig w Bahrajnie potwierdził, że Haas zaczyna budować kreować swoją markę. Początki zawsze są ciężkie, ale amerykański zespół podłożył już solidne fundamenty pod walkę o podia w niedalekiej przyszłości. Póki co w historii Formuły 1 (nie licząc sezonów 1950-1960, kiedy do klasyfikacji mistrzostw świata zaliczany był również wyścig Indianapolis 500) zwycięstwa odnosiły jedynie dwie drużyny i w obu przypadkach był to pojedynczy tryumf. Najpierw sztuka ta udała się Danowi Gurneyowi, który w samochodzie własnej konstrukcji, noszącym nazwę Eagle T1G, jako pierwszy przekroczył linię mety w Grand Prix Belgii 1967, a dziewięć lat później wyczyn ten powtórzył John Watson, zwyciężając za sterami samochódu Penkse w Grand Prix Austrii 1976. Jeżeli ekipa Haasa utrzyma obecne tempo rozwoju i wykorzysta wkraczające do Formuły 1 od przyszłego sezonu nowe przepisy, które mogą zmniejszyć przewagę rywali, to zapisanie się na kartach historii F1 w podobny sposób powinno być kwestią czasu.

„Weszliśmy w ten świat obiema nogami bez dokładnego zrozumienia go, ale nie jestem pewien jak inaczej można byłoby go zrozumieć, jak nie skacząc na głęboką wodę, tak jak to właśnie zrobiliśmy. Jeśli ludzie oczekują od nas, że od razu wyjedziemy na tor i będziemy rywalizować z "grubymi rybami", to nie jest to zbyt realistyczne myślenie. To, na co liczymy, to tylko to, że nie będziemy się borykali z problemami technicznymi i będziemy w stanie dojeżdżać do mety. Myślę, że to wszystko jest nieco większym wyzwaniem niż myśleliśmy, ale myślę też, że w miarę upływu czasu będziemy się uczyć i uczyć, przez co dokładnie wszystko poznamy. Myślę, że zajęcie ósmego lub dziewiątego miejsca jest wykonalne. Potem zaczniemy zwiększać naszą wydajność krok po kroku. W kolejnych latach zamierzamy wygrywać wyścigi. Jesteśmy gotowi wykazać się dużą cierpliwością” - te słowa, które usłyszeliśmy od Gene Haasa w Hiszpanii mogą być świetnym podsumowaniem dotychczasowej przygody jego zespołu w Formule 1. Amerykanie zdążyli już nieźle zaskoczyć cały paddock, dlatego teraz musimy być przygotowani na kolejne, przełomowe wydarzenia. Chyba przyszedł  na naukę "Gwieździstego Sztandaru"...

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race