Tuż przed rozpoczęciem sezonu Mistrzostw Świata Formuły 1 i po pierwszych rundach Rajdowych Mistrzostw Świata rozmawiamy z jednym z czołowych polskich dziennikarzy - Mikołajem Sokołem.

Witaj Mikołaj. Jak nastroje przed startem sezonu Formuły 1?
Zima jak zwykle trochę się dłużyła i bardzo się cieszę, że wracamy do akcji. Oczywiście odpoczynek i czas na ładowanie baterii bardzo się przydają, ale nie da się wytrzymać długo bez Formuły 1.

Jakich zmian możemy się spodziewać w porównaniu z ubiegłym sezonem?
Jeśli chodzi o układ sił w stawce, to wielkich rewolucji raczej nie będzie. Interesujące są natomiast zmiany personalne i sprzętowe: Sebastian Vettel w nowych barwach, powrót Hondy i problemy „na dzień dobry”, przenosiny Lotusa do obozu Mercedesa. Fabryczna ekipa „Srebrnych Strzał” prawdopodobnie znów będzie poza zasięgiem, ale po pierwsze Lewis Hamilton i Nico Rosberg znowu dostarczą nam dużo rozrywki na torze i za kulisami, a po drugie grupa pościgowa powinna liczyć więcej zespołów i dzięki temu możemy liczyć na zaciętą rywalizację o pozycje na podium.

Mówi się, że samochód Ferrari jest szybszy dzięki przyjściu Sebastiana Vettela i jego współpracowników z teamu Red Bull Racing. Czy widzisz to podobnie?
Upłynęło za mało czasu od tych transferów, by miały one wpływ na aktualną szybkość samochodu Ferrari. Jeśli w tym sezonie tempo Scuderii rzeczywiście będzie bardzo dobre, to w pierwszym rzędzie trzeba będzie podziękować Jamesowi Allisonowi. Na wkład ludzi, którzy przeszli do Maranello na przestrzeni ostatnich miesięcy, trzeba będzie jeszcze poczekać.

Podczas ostatnich czterech dni zimowych testów widać było dominację Mercedesa. Czy sezon 2015 może wyglądać pod tym względem podobnie jak ubiegłoroczny?
Nie widzę powodu, dla którego mistrzowie świata mieliby stracić przewagę. Tym razem przepisy są bardzo stabilne w porównaniu z poprzednim sezonem, a jednocześnie tak restrykcyjne, że szansa na wymyślenie cudownego sposobu na zyskanie sekundy na okrążeniu jest obecnie bliska zeru. Nie na darmo Adrian Newey zmniejsza swoje zaangażowanie w F1: on wie, że jego „przewaga konkurencyjna” w postaci genialnych (choć nie zawsze realistycznych) pomysłów po prostu zanika.

Na szczęście możemy liczyć na wyrównaną walkę za plecami kierowców Mercedesa. Niezależnie od tego, czy Nico Rosberg będzie w stanie dorównać Lewisowi Hamiltonowi, to z tyłu powinny dziać się ciekawe rzeczy.

Jak dotąd McLaren ma duże problemy z silnikiem Hondy, czy samochód może być konkurencyjny w tym sezonie?
Chciałbym, żeby tak było – z jednego prostego powodu. Im więcej konkurencyjnych zespołów, tym lepiej dla widowiska. Obawiam się jednak, że przynajmniej w pierwszej części mistrzostw będzie im bardzo ciężko. McLaren słynie z doskonałego, skutecznego rozwoju w trakcie sezonu, ale tutaj problemy tkwią przede wszystkim po stronie jednostki napędowej. Honda dysponuje pokaźnym budżetem i jest nieprzeciętnie ambitną firmą, więc na pewno dołoży wszelkich starań, by jak najszybciej wybrnąć z kryzysu. To potrwa, ale sądzę, że jeszcze w tym sezonie zaskoczą pozytywnym wynikiem.

W ostatnich dniach do stawki dołączył zespół Manor. Czy to dobrze dla Formuły 1?
Tak. Wiem, że dla niektórych kibiców małe zespoły z końca stawki nie mają żadnego znaczenia, ale warto pamiętać o tym, że niektóre wielkie ekipy zaczynały bardzo skromnie, a doskonali kierowcy mieli szansę debiutu w Formule 1 właśnie w barwach małych, biednych teamów. Świetnym przykładem z niedawnej historii jest Daniel Ricciardo, który stawiał pierwsze kroki w F1 za kierownicą samochodu HRT. Większa liczba zespołów to większa różnorodność i więcej miejsc pracy – nie tylko dla kierowców, ale też dla zdolnych inżynierów, projektantów czy mechaników, którzy mogą wykorzystać pracę w małej ekipie jako odskocznię do czołówki.

Jeśli chodzi o ten konkretny przypadek, to przez minione pięć lat za ekipą Virgin/Marussia/Manor stali wielcy pasjonaci wyścigów pod wodzą Johna Bootha i szkoda byłoby zmarnować ich ciężką pracę i wysiłek. Sądzę, że wiele osób na jego miejscu poddałoby się o wiele wcześniej – a kierowanej przez niego ekipie udało się w poprzednim sezonie zawstydzić m.in. Saubera i zdobyć pamiętne punkty w Monako.

Za kulisami bardzo chwali się postępy Maxa Verstappena. Sądzisz, że to może być przyszła wielka gwiazda F1?
Na tym etapie jest jeszcze za wcześnie na takie osądy. Na pewno jest szybkim i dojrzałym jak na swój wiek kierowcą, ale najważniejsza próba jest dopiero przed nim. Nie mam tu na myśli samego początku kariery w Formule 1, ale też – a może przede wszystkim – otoczkę związaną ze startami w jednej z najpopularniejszych dyscyplin sportowych świata. To wciąż bardzo młody chłopak, który w „normalnym” życiu chodziłby do szkoły i myślał o imprezowaniu, a musi zmierzyć się z popularnością, uwagą światowych mediów i niebagatelnymi dochodami. Wielu młodych debiutantów miało problem z twardym stąpaniem po ziemi i odpowiednie nastawienie psychiczne będzie bardzo ważne, jeśli Max chce myśleć o sukcesach w F1. Jednak najważniejszymi rzeczami i tak będą szybkość oraz wyścigowa mądrość, bo bez tego nawet najmocniejsza psychika nie pomoże.

Wypadek Julesa Bianchiego na Suzuce odbił się szerokim echem w świecie motorsportu. Myślisz, że FIA może coś zrobić, żeby takie sytuacje nie powtarzały się w przyszłości?
Każdy poważniejszy w skutkach wypadek zawsze „wnosi” nowe czynniki do bezustannej walki o jak najwyższy poziom bezpieczeństwa. To bardzo ważna kwestia. Co prawda sport samochodowy od zarania dziejów nieodłącznie kojarzy się z ryzykiem, ale nikt nie chce, żeby emocjom związanym z rywalizacją na torze towarzyszyły obawy o zdrowie czy życie zawodników.

Oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego. Wypadek Bianchiego był splotem nieszczęśliwych okoliczności i w takiej sytuacji ważne jest, żeby nie przesadzić z reakcją i nie działać pochopnie. Podstawą jest jak najdokładniejsze zbadanie przyczyn i przebiegu każdego incydentu, a następnie podjęcie właściwych kroków przez osoby dysponujące odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. To jedyny rozsądny sposób postępowania, w przeciwieństwie do typowych dla czasów mediów społecznościowych „polowań na czarownice” i snuciu teorii spiskowych przez ludzi, którzy poza ekranem swojego monitora niewiele w życiu widzieli.

Patrząc na przedsezonowe testy, kto może być zaskoczeniem w tegorocznej kampanii?
Zaskoczeń może być całkiem sporo. Pierwszym z brzegu będzie McLaren, jeśli uda im się zdobyć punkty w którymś z czterech pierwszych wyścigów sezonu. Odkładając żarty na bok, trzeba poszukać wśród zespołów, które wprowadziły dobrze rokujące na przyszłość zmiany. Oczywistym kandydatem jest Lotus, który zmienił jednostki napędowe na najlepsze w stawce i w ciemno można obstawiać, że zakończy sezon z lepszym bilansem niż w 2014 roku. Fani Ferrari też mogą liczyć na przebudzenie: podczas zimowych testów wyraźnie można było wyczuć, że atmosfera w zespole jest odświeżona i panuje tam optymizm. Czy uzasadniony – dowiemy się już niebawem.

Jak oceniasz zmiany w regulaminie związane z limitem silników, wycofaniem koców grzewczych czy wycofaniem systemu podwójnego punktowania w ostatnim wyścigu sezonu?
Koce grzewcze są nadal dozwolone i moim zdaniem ich wycofanie byłoby złą decyzją ze względów bezpieczeństwa. Pomysł z podwójnym punktowaniem ostatniego wyścigu był od początku chory i bardzo dobrze, że zrezygnowano z tego sztucznego wymysłu, który wprowadzał tylko niepotrzebny zamęt i w większym stopniu uzależniał kwestię mistrzowskiego tytułu od losowego wydarzenia w finałowej rundzie sezonu. Poza tym co to za pomysł, żeby zwycięstwo w Abu Zabi było warte tyle, co dwie wygrane w Monako, na Spa, Suzuce czy Monzy?

Za nami już trzy rundy Rajdowych Mistrzostw Świata. Jak oceniłbyś początek zmagań?
Obiecująco, ale pozostaje pewien niedosyt. Szkoda, że nikt nie jest w stanie przeciwstawić się dominacji Sébastiena Ogiera i Juliena Ingrassi. W tej chwili ich najgroźniejszymi przeciwnikami są oni sami: wygrywają niezależnie od kolejności startowej, na którą obrońca tytułu tak lubi narzekać, nie imają się ich defekty i żadne przygody. Oczywiście takie są cechy prawdziwych mistrzów i do nich nie można mieć absolutnie żadnych pretensji – jedynie żałować, że konkurencja nie potrafi postawić im twardszych warunków.

Z drugiej strony pozytywne jest to, że – jak w Formule 1 w sezonie 2014 – rywalizacja o pozycje za plecami mistrzów bywa zacięta i pełna zwrotów akcji. Na listę zwycięzców odcinków specjalnych wpisuje się wiele załóg i na poziom dramaturgii nie możemy narzekać.

Od tego sezonu zawodnicy nie otrzymują informacji o międzyczasach rywali. Czy to może być duży problem dla załóg?
W pewnym stopniu zmienia to filozofię jazdy, ale doświadczony zawodnik i tak powinien być w stanie zarządzać tempem na odcinku specjalnym – zwłaszcza na takim, który przejeżdża już po raz n-ty. Osobiście popieram ten przepis, bo zawsze wprowadza to trochę więcej elementów niepewności i bardziej sprzyja niespodziankom. Im trudniej dla zawodników (oczywiście z utrzymaniem bezpieczeństwa na pierwszym miejscu), tym lepiej dla widzów – i tym wyższy poziom zmagań.

Początek sezonu zdominowała załoga Sébastien Ogier/Julien Ingrassia. Czy podobnie może być w pozostałych rundach?
Cóż, taki los mistrzów świata ;-) Musimy liczyć się z tym, że w każdej rundzie to właśnie Francuzi będą rozdawać karty. Bez wątpienia jest to najlepsza, najbardziej kompletna załoga w aktualnej stawce – i jeździ bezsprzecznie najlepszym samochodem, obsługiwanym przez dysponujący największymi możliwościami i budżetem zespół. Właściwie w każdym rajdzie na trzech pierwszych miejscach powinni meldować się kierowcy Volkswagenów. Z drugiej strony rajdy są mocno nieprzewidywalnym sportem i nawet największym mistrzom zdarzają się potknięcia – Sébastien Loeb średnio raz na sezon zaliczał dość duże „dzwony”. Oczywiście liczę na to, że do walki z nimi włączą się inne załogi: szybcy są Thierry Neuville, Kris Meeke czy zespołowi partnerzy z VW, ale tutaj potrzebna będzie absolutnie bezbłędna jazda, a w przypadku Hyundaia i Citroëna także prace nad poprawkami w samochodach.

Przed nami seria rajdów szutrowych. Czy Twoim zdaniem możemy się spodziewać zmian w układzie sił?
Kiedyś w rajdach była większa specjalizacja. Byli kierowcy, którzy zwyciężali na asfaltach, a na szutrach kompletnie sobie nie radzili (Gilles Panizzi, wczesny Seb Loeb, z obecnej generacji Dani Sordo), a inni – jak Finowie czy Richard Burns – brylowali na luźnej nawierzchni, a na asfalcie raczej nie włączali się do walki o czołowe lokaty Teraz asfaltowi specjaliści w ogóle nie mają już czego szukać w WRC, bo ze względów bezpieczeństwa liczba rund na twardej nawierzchni znacznie zmalała. Zawodnicy są bardziej uniwersalni, oczywiście każdy kierowca – i także samochód – różnie się spisuje w różnych warunkach, ale w skali całego sezonu faworyci są cały czas ci sami.

Mówi się, że opony Pirelli dają przewagę na początku sezonu. Czy Michelin powinien być zaniepokojony taką sytuacją?
Ludzie z Michelina szeroko otwierają oczy ze zdumienia (i przerażenia!) po kilku pierwszych rajdach. Pirelli pokazało, że na każdej nawierzchni samochody wyposażone w ich ogumienie są w stanie wygrywać odcinki specjalne. Na włoskich oponach kierowcy w prywatnie przygotowywanych samochodach uzyskują konkurencyjne czasy – nie tylko Robert Kubica, ale także Jurij Protasow czy Martin Prokop robią z Pirelli doskonały użytek i Michelin musi szybko zareagować...

Kto może być objawieniem sezonu 2015?
Ponieważ na walkę pomiędzy kierowcami Volkswagena raczej nie ma co liczyć, to osobiście mam nadzieję na dobre występy Thierry’ego Neuville’a i Krisa Meeke’a. Obaj są bardzo szybcy, ale mają podobny problem: nie zawsze potrafią to tempo utrzymać bez przygód. Ich sytuacja nie jest też łatwa od strony sprzętowej, bo muszą naprawdę się spinać, żeby próbować dotrzymać kroku Volkswagenom. Na przykład Hyundai jeszcze nie wprowadził systemu zmiany biegów łopatką, a Citroën poprawił co prawda silnik, ale wciąż nie jest to poziom VW. Dla dobra widowiska mam nadzieję, że przynajmniej ci zawodnicy będą w stanie namieszać w czołówce.

Polska załoga Robert Kubica/Maciej Szczepaniak bardzo udanie rozpoczęła rywalizację, mimo braku zdobyczy punktowej. Czy widoczny postęp Roberta może mieć miejsce przez cały sezon?
Szybkość jest na miejscu, co do tego nie ma wątpliwości. W pierwszych trzech rundach Robert jako jedyny obok Ogiera i Meeke’a wygrywał przynajmniej jeden odcinek w każdym rajdzie – w krańcowo różnych warunkach. Potrafi jechać niesamowitym tempem już właściwie na każdej nawierzchni i jestem pewny, że prędzej czy później nadejdzie rajd, w którym wszystko zagra jak należy i będziemy przeżywali niesamowite emocje związane z walką Roberta i Maćka o naprawdę wysokie lokaty. Zawsze powtarzam, że łatwiej jest szybkiemu kierowcy wyeliminować błędy niż nauczyć wolnego jeździć szybko – a w przypadku Roberta błędy biorą się przede wszystkim z braku doświadczenia, którego z każdym startem jest coraz więcej.

Czego możemy sobie życzyć w tym sezonie Formuły 1 i WRC?
Emocji do ostatniego okrążenia i odcinka specjalnego oraz zdrowej i zaciętej rywalizacji na torach i rajdowych trasach. Obyśmy mieli co wspominać po wielu latach!

Dziękuję Ci za rozmowę. To była wielka przyjemność.
Dziękuję, wszystkim kibicom życzę udanego sezonu.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race