Obecnie Formuła 1 to wielka karuzela, która  ma miejsce nie tylko na torze, ale również poza nim. W poniższym wywiadzie z byłym redaktorem naczelnym F1 Racing, Grzegorzem Możdżyńskim zostaną poruszone cztery kwestie, które w tym roku – według mnie – są najczęściej komentowane oraz wspominane przez widzów i kibiców na całym świecie.

Spór Lewis Hamilton – Nico Rosberg jest obecnie jednym z najgorętszych tematów w F1. Wielu uważa, że problem tkwi w byłym kierowcy McLarena inni winią Mercedesa, który dał Rosbergowi poczucie bycia „wyżej”. Jak Pan ocenia to całe zamieszanie w szeregach „Srebrnych Strzał”?

Grzegorz Możdżyński: Nie widzę tu żadnego sporu między Lewisem a Nico, tylko po prostu intensywną rywalizację, tym ostrzejszą, że obaj jeżdżą teraz samochodami tak znacznie lepszymi od konkurencji. Wynikająca z tego przewaga ich zespołu daje obu kierowcom realną szansę na zdobycie mistrzowskiego tytułu. Bardzo realną, co tylko potęguje napięcie między kierowcami. Nie zauważam żadnego faworyzowania któregokolwiek z kierowców przez kierownictwo zespołu, poza oczywistą sympatią Nikiego Laudy do Lewisa Hamiltona, którego Austriak wysoko ceni za ogromny talent i nieprzeciętne umiejętności. Należy przy tym pochwalić nie tylko kierownictwo ekipy, ale i sam koncern Mercedes za konsekwentne podtrzymywanie tej czysto wyścigowej filozofii, która pozwala obu kierowcom zespołu ścigać się ze sobą bez narzucania im ograniczeń, poza jednym warunkiem: aby panowie nie eliminowali się nawzajem z wyścigu. I tak powinno pozostać.

Luca di Montezemolo po 23 latach odszedł ze stanowiska Ferrari. Szef Santandera zmarł na atak serca a nowy szef Scuderii bez ogródek wymienia słabe strony ekipy. Nie ma Pan wrażenia, że ta cała, historyczna konstrukcja pod nazwą „Scuderia Ferrari” zaczyna się walić a wyżej wymienione wydarzenia, jeszcze bardziej ją osłabią?

Grzegorz Możdżyński: Scuderia Ferrari zaczęła słabnąć pod kierownictwem Stefano Domenicaliego, który stery zespołu przejął po odejściu legendarnego dziś Jeana Todta. Niestety, Stefano Domenicali, o czym pisałem już zresztą kilka lat temu, nie ma atrybutów sprawnego, autokratycznego i do bólu skutecznego menedżera, jakim właśnie był Jean Todt. I tak, w ciągu kilku lat zespół Ferrari rozsypał się strukturalnie i mentalnie. To, co obserwujemy na torze jest bezpośrednią konsekwencją zmian w strukturze zespołu, składzie personelu i sposobie pracy całej ekipy. Jak widać, Stefano Domenicali – nota bene wybrany przecież przez Lucę di Montezemolo – nie tylko nie podtrzymał zwycięskiej mentalności poprzedniej ekipy, ale i pozwolił na popełnienie kluczowych błędów przy projektowaniu nowych samochodów rok po roku. Ten brak kompetencji dobitnie ujawnił się w tym sezonie, przy okazji wejścia w życie przepisów tak gruntownie zmieniających konstrukcję samochodów, a zwłaszcza układów napędowych. Ferrari nie doceniło znaczenia silnika w nowej konstrukcji i po raz kolejny dało kierowcom niekonkurencyjny samochód. Aż dziw, że w ogóle zdobywają nim jakieś punkty… Czy te zmiany, jak choćby odejście Montezemolo, wpłyną na Ferrari? Na pewno nie na sam zespół, a przynajmniej nie w krótkiej perspektywie. Scuderią zarządza teraz sprawny menedżer, który szybko zdobył sobie szacunek i uznanie w środowisku, wprowadzając stopniowe i rzeczowe zmiany. Czas pokaże, czy uda mu się przywrócić czerwone samochody do stanu pozwalającego na rywalizację w ścisłej czołówce. Większy wpływ będzie miała zmiana prezesa na samą markę i firmę Ferrari, która w obliczu giełdowego debiutu firmy-matki (FIAT Chrysler) może zostać „umasowiona” bardziej, niż życzyłby sobie tego Luca di Montezemolo.

Polityka i sport to dwa tematy, które niby się ze sobą nie łączą, ale tak naprawdę są bardzo ze sobą związane. Obok tematu Mercedesa i ich kierowców, dużo mówi się także o torze w Soczi i o tym, czy wyścig powinien mieć w ogóle miejsce. Jest Pan za odwołaniem wyścigu czy za jego pozostawieniem?

Grzegorz Możdżyński: Zgadzam się z tym, że nie powinno się mieszać sportu z polityką, ale agresja militarna jednego państwa na drugie to już nie „polityka”, lecz po prostu wojna, a przynajmniej konflikt zbrojny. Nazywajmy więc rzeczy po imieniu. Uważam zatem, że w sytuacji, gdy państwo organizujące wydarzenie sportowe o tak globalnym zasięgu jak wyścig Formuły 1, czy Olimpiada lub inne mistrzostwa świata, aktywnie angażuje się w agresję militarną wobec innego kraju, uczestnicy tego wydarzenia sportowego powinni jednak wyrazić sprzeciw wobec organizowania takiego widowiska przez to państwo i – co za tym idzie – doprowadzić do odwołania imprezy, lub indywidualnie z niego się wycofać. Udział w takiej imprezie oznacza bowiem co najmniej bierne przyzwolenie na taką agresję militarną i może być postrzegany jako legitymizowanie tzw. „polityki” kraju organizatora, łącznie z wywoływaniem i prowadzeniem lokalnych konfliktów zbrojnych. Choć wyścig w Soczi zapowiada się bardzo interesująco ze sportowego punktu widzenia, to wydźwięk moralny wszystkich idących za tym skojarzeń będzie jednak negatywny.

Wczoraj Max Chilton zamieścił na swoim Twitterze zdjęcie oraz opis, który przyznam szczerze trochę przeraża. Strata około 2 kg w kilkadziesiąt minut i do tego wygląd anorektyka. Nie ma Pan wrażenia, że restrykcyjne przepisy spowodują „epidemię anorektyków” wśród kierowców F1? Niestety, Vergne już ma za sobą pobyt w szpitalu... 

Grzegorz Możdżyński: To prawda. W tym roku układy napędowe samochodów są większe i cięższe, co oznacza, że zespoły mają mniejsze możliwości rozkładania masy balastu w samochodzie. Mimo zwiększenia limitu wagi samochodu z kierowcą oznacza to, że bardziej „atrakcyjni” dla zespołów są teraz lżejsi kierowcy… Niestety, niektórzy z nich – walcząc o utrzymanie swego miejsca w kokpicie – dość agresywnie chudną, by pomóc zespołowi w konfiguracji rozkładu masy samochodu. To nie jest dobry trend i generalnie potwierdza tylko opinię wielu z nas – nadmierna i zbyt częsta regulacja dyscyplin sportowych (i nie tylko) prowadzi do wynaturzeń (postaw lub choćby wyników sportowych) a często i nadużyć (poprzez „twórcze” omijanie lub interpretację wybranych przepisów).

Wydaje się, że zbyt wiele przepisów we współczesnej F1 zawdzięcza swe istnienie inżynierom, co nienaturalnie przesunęło ich ciężar na stronę technologii i jej kontrolowania. Przydałoby się więcej „luzu” i swobody bardziej otwartej rywalizacji, tak technologicznej, jak i sportowej.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Wyniki

Partnerzy

rally and race