Robert Kubica specjalnie dla ŚwiatWyścigów.pl

Osoba Roberta Kubicy jest inspiracją dla wielu. Jedyny polski zwycięzca wyścigu Grand Prix ciężko pracował, aby dojść do Formuły 1, a następnie pokazał ogromną wolę walki i determinację, aby powrócić do sportu po wypadku, który zakończyłby karierę niemal każdego. Od kilku lat Polak znów jest stałym bywalcem padoku – obecnie jako kierowca testowy i rezerwowy Alfa Romeo F1 Team Orlen – a w wolne weekendy ściga się prototypami w WEC. O obecnym etapie swojej kariery oraz rozwoju sportu motorowego w naszym kraju, Robert Kubica rozmawiał z Roksaną Ćwik w padoku toru w Barcelonie.

Testowałeś nowy samochód w Barcelonie. Niestety, ze względu na problemy techniczne, tych okrążeń było mało. Jak bardzo wpłynęło to na realizację planu?
Nazywanie tego testami to… przegięcie. Tak naprawdę zaliczyliśmy parę okrążeń instalacyjnych, niestety były pewne problemy w bolidzie, które oczywiście nie pozwoliły mi na przetestowanie go. W pewnym momencie wydawało się, że problem w jakimś stopniu został rozwiązany, żeby można było przejechać przynajmniej ostatnie 20 minut treningu porannej sesji, ale niestety mieliśmy inny problem, który nie umożliwił mi przejechania żadnego okrążenia w rozsądnym tempie. Jak to wpłynęło? Na mnie jakby znacznie, ponieważ będąc kierowcą rezerwowym szans na siedzenie za kółkiem jest bardzo mało. Niektórzy kierowcy ich nie mają, także ja uważam siebie za szczęściarza z jednej strony, ale kiedy masz tylko pół dnia i te pół dnia spędzasz w garażu, to zamiast poznawać bolid i budować na tym swój know-how, swoją bazę danych, swoje wyczucie, po to, żeby później było łatwiej w razie jakbym miał jeździć w piątki, czy też nie daj Boże zastąpić kogoś, tak jak to miało miejsce w ubiegłym roku – żebym przynajmniej wiedział, co z czym się je. Na dziś wiem tyle, ile wiedziałem dokładnie przed tymi testami, czyli nic.

Czy wiadomo, kiedy będzie następny test lub treningi?
Testów nie będzie, ponieważ jedyną opcją testów jest Bahrajn, a w Bahrajnie nie będę jeździł. W Bahrajnie mnie w ogóle nie będzie, ponieważ będę w Sebring. Nawet gdybym miał, to oczywiście ja straciłem czas, Valtteri stracił czas przez problemy, także jest to normalne, że priorytet przysługuje kierowcom wyścigowym i na dziś tak naprawdę nie wiem, kiedy będę miał szansę zasiąść za kierownicą.

Wczoraj widzieliśmy, że sporo rozmawiałeś z Valtterim Bottasem. Czy kierowcy, jak Valtteri czy Guanyu Zhou, często z tobą rozmawiają i pytają o wskazówki?
Rozmawialiśmy, oczywiście Valtteriego znam z padoku, ale za bardzo nigdy z nim nie rozmawiałem. Kiedy pracujemy dla tego samego zespołu, każdy ma swoje odczucia, przemyślenia. Na dziś tych przemyśleń jest mało. Sam fakt, że pewne komentarze, których udzieliłem w 2020 roku, kiedy jeździłem pierwszy raz w tym zespole też tutaj w Barcelonie, było dokładnie takich samych. Z punktu widzenia zespołu, ktoś, kto przychodzi z innego zespołu ma neutralny punkt widzenia. Cechą ludzką jest przyzwyczajanie się. Nasz umysł, nasze ciało, przyzwyczajają się do dobrych i złych rzeczy. Niekoniecznie to jest akurat dobre, ponieważ kiedy jest coś, co można poprawić, to jeśli ta rzecz nie zostaje poprawiona po kilku miesiącach, naprawdę staje się normalnością i automatycznie idzie w zapomniane. Dlatego też parę komentarzy było dokładnie takich samych i – jakby nie było – uważam, że jest to dobre. Jeśli chodzi o mnie, tak naprawdę miałem bardzo mało do powiedzenia, na temat tegorocznego bolidu. W zasadzie te okrążenia instalacyjne pokazały, że pewne rzeczy miały wyglądać tak samo jak w ubiegłorocznym bolidzie, to wyglądały i są inne oraz niekoniecznie dobre. Z tego względu jego oraz moje komentarze były dokładnie takie same pod względem pewnych elementów. Jest to budujące, ponieważ wiesz, że i on, i ja możemy opierać się na swoich komentarzach i zawsze jest łatwiej mieć siłę przetargową z inżynierami, jeśli kierowcy mówią dokładnie to samo i mają takie same odczucia.

Jeździłeś samochodem poprzedniej generacji. Teraz jest nowy samochód, są nowe regulacje. Jaka jest największa różnica pomiędzy nimi?
Tak jak powiedziałem na początku, trudno nazwać moje okrążenia jazdą. Z tego względu trudno jest też określić zmiany i różnice. Na pewno są one spore. Tu nie chodzi o sam bolid, ale tak naprawdę o cały pakiet, opony… Regulamin jest zupełnie inny. Można to porównać trochę do pizzy włoskiej, ale robionej w polskiej restauracji. Niby jest zrobiona tak samo, ale smakuje i jest zrobiona zupełnie inaczej. Nawet w samych Włoszech – w różnych regionach różne potrawy są przygotowywane inaczej, dlatego bez spróbowania ciężko jest mi ocenić. Tak jak mówię, pewnych rzeczy nawet nie trzeba nawet próbować, żeby wyrobić własną opinie, ale jednak kierowca buduje swoją wiedzę na tym, co czuje, a ja tak naprawdę, żeby wyczuć dobrze bolid i żeby poczuć coś, to tak naprawdę tym bolidem trzeba pojeździć i to dobrym tempem. Niestety, nie było mi to dane.

Czy czujesz się bardziej doceniany tutaj niż miało to miejsce w Williamsie?
Powiedziałbym, że odwrotnie.

Czyli?
Odpowiedziałem na pytanie.

Jak to jest pracować z debiutantem? Czy Guanyu Zhou polega na doświadczeniu, które już posiadasz?
Nie. Tak naprawdę w środę odpowiadając na jedno pytanie, że jeśli chodzi o jego debiut, powiedziałem jedną ważną rzecz, o której bardzo często ludzie zapominają i tak naprawdę tylko kierowca wie dokładnie, o czym mówi. Ja, kiedy debiutowałem za kierownicą – było to sporo lat temu, ponieważ 17 albo 16 z kawałkiem – miałem duże szczęście, ponieważ wsiadłem do bolidu mistrzowskiego, czyli do Renault. Trzy tygodnie później zasiadłem już jako kierowca BMW Sauber do bolidu Saubera, który był dużo słabszy, dużo gorszy. Pierwsze pozytywne wrażenie jest łatwiej zrobić w dobrym bolidzie, wszystko staje się łatwiejsze. Dlatego też mam nadzieję, że nasz bolid będzie sprawował się dobrze, mimo że nie mamy łatwego startu – nie ma co ukrywać – co ułatwi znacznie jego debiut i jemu życie. Dla debiutanta jest szczególnie sporo rzeczy, które po prostu trzeba wiedzieć, szczególnie gdy bolid jest trudny w prowadzeniu lub ma bardzo wąskie okno pracy pod względem ustawień. Wówczas zadanie robi się znacznie trudniejsze i jest dużo więcej loterii. Dlatego też myślę, że największą pomocą dla Zhou będzie bolid, jeśli on będzie sympatyczny i łatwy w prowadzeniu. Jeśli będzie to trudna maszyna, to automatycznie nie będzie to łatwe zadanie. Jeśli chodzi o moją współpracę z nim, jestem człowiekiem i zawsze byłem kierowcą, który nie próbuje forsować swoich teorii lub za wszelką cenę pokazać, że mogę pomóc. Jeśli jednak ktoś przyjdzie i poprosi o pomoc, to z miłą chęcią mu pomogę. Tak zresztą było w Williamsie w 2018 roku. Wracając trochę do pytania i mojej roli w zespole – jest dużo łatwiej mi i mam dużo większe pole do popisu z debiutantem, ponieważ jest ktoś doświadczony, to tak naprawdę ma już swój wyrobiony schemat pracy i swoje teorie, a wówczas moja pomoc jest dużo mniej potrzebna. Według mnie, mogę więcej pomóc debiutantom, ponieważ jedna rzecz to umiejętność szybkiej jazdy, a druga to tak naprawdę wiedza. Motorsport i rola kierowcy nie zawęża się tylko do prowadzenia bolidu. Uważam, że jest to dużo bardziej skomplikowana rola, praca i funkcja. Na przykład ja wiem, że gdybym miał doświadczenie i teraz debiutował, to wielu błędów bym nie popełnił, a wiele sytuacji rozwiązałbym inaczej, ponieważ oparłbym się o moją wiedzę i doświadczenie. Oczywiście człowiek uczy się na błędach i jest dużo łatwiej – już po fakcie – oceniać i powiedzieć, że mogłem coś zrobić inaczej. Dlatego jeśli będzie potrzebna pomoc, to taka jest moja rola i jestem zawsze byłem dosyć otwarty, jeśli chodzi o te rzeczy.

Jak bardzo cenisz sobie wsparcie PKN Orlen? Niedawno byłeś w Warszawie, gdzie odebrałeś nagrodę razem z prezesem Danielem Obajtkiem w kategorii biznes i sport.
Tak. Współpraca z PKN Orlen zaczęła się dosyć późno, jeśli chodzi o mnie, ponieważ – można powiedzieć – w drugiej części mojej kariery. Chociaż może i nie kariery… Ktoś może nazwać to karierą, ja nazywam to przygodą ze sportem. [Ta współpraca] rozwinęła się pozytywnie. Myślę, że wsparcie PKN Orlen było bardzo ważne, jeśli chodzi o mój powrót do Formuły 1. Dzisiaj jest to zupełne inna sytuacja, ponieważ tak naprawdę PKN Orlen jest partnerem zespołu. Oczywiście ja jestem jakby dodatkiem do tego. Umówmy się jednak, że i PKN Orlen poradziłby sobie w Formule 1 beze mnie, a i ja bym najprawdopodobniej sobie też poradził, jeśli chodzi o znalezienie pozycji w padoku takiej, jaką mam. Myślę jednak, że połączenie sił jest zawsze pozytywne i to współpraca w dobrym kierunku. Tym bardziej, że dzięki PKN Orlen jest mi łatwiej kontynuować starty na wysokim poziomie w wyścigach długodystansowych. Jest to ważny partner, żeby można było zbudować solidny zespół i nie martwić się też o pewne elementy, które są ważne w motorsporcie.

Czy odczuwasz, że wasze wspólne działania w jakiś sposób przekładają się na rozwój motorsportu w Polsce?
Myślę, że trzeba by było to trochę rozdzielić. Po pierwsze PKN Orlen wspiera mocno młodzież, nie tylko w motorsporcie. Myślę, że sporo się zmieniło pod tym względem, porównując to nawet nie do moich czasów, kiedy ja zaczynałem, ale 10 lat temu. Sytuacja na pewno zmieniła się na dużo lepszą. Sam fakt, że jest coraz więcej młodych kartingowców, którzy naprawdę bardzo dobrze sobie radzą na najwyższym poziomie w kartingu. Niestety, karting w naszym kraju nadal jest niedoceniany. Niedoceniany, ponieważ ludzie tak naprawdę nie wiedzą, co to jest. Nawet jakbym bardzo chciał, to nie przyczynię się do tego, żeby karting stał się nagle rozpoznawalną kategorią czy też sportem w Polsce. Ilość i jakość kierowców, którzy są w Polsce, a także młodzi kartingowcy pozwalają optymistycznie patrzeć, żeby ten karting się rozwinął. Dlaczego skupiam się tylko na kartingu? Ponieważ od tego trzeba zacząć, od tego się buduje drogę w motorsporcie. Duże brawa dla PKN Orlen i to nie tylko w kwestii kartingu. Ja mówię tylko o kartingu, ponieważ jest to sport najbliższy mojemu sercu. Wiem, że pan prezes Obajtek mocno też wierzy w sport. Może ta wizja musi się przekształcać też na część biznesową. Dlatego na początku powiedziałem, że trzeba to rozdzielić, ponieważ ja mówię o rozwijaniu się pod względem pasji. Moim dużym plusem, lub też nawet minusem, jest to, że dla mnie ten sport jest przede wszystkim pasją i hobby. Jestem szczęściarzem, że moje hobby, moja miłość do tego sportu przekształciła się też na moją pracę, ponieważ nie ma nic lepszego niż to, aby twoje hobby stało się twoją pracą. Tak naprawdę wszystko mnie napędza przez pasję. Nigdy głośno tego nie powiem, ale tak naprawdę jak popatrzę wstecz, to myślę, że przez to, że udało mi się rozwinąć jako kierowca w czasach, gdy karting był bardzo egzotyczny w Polsce, w czasach, gdy nikt nie wiedział o Formule 3, a Formuła 1 była nazywana Formułą Pierwszą, uważam, że sporo się zmieniło. Tych młodych ludzi może nie napędziłem, ale pokazałem, że ktoś z kraju, który nie ma historii motorsportu – oczywiście rajdy zawsze były na dosyć wysokim poziomie w Polsce – jednak tor, wyścigi, umówmy się były na bardzo podstawowym, a wręcz hobbystycznym poziomie. Nie, żeby ktoś się obraził, ale po prostu tak trzeba nazwać rzeczy. Sytuacja co prawda sporo się zmieniła, ale będzie jeszcze potrzebnych wiele lat. Mam nadzieję, że któryś z tych młodych kartingowców rozwinie się jak najlepiej i uda im się. Uważam, że za bardzo skupiamy się na Formule 1. Życzę wszystkim, żeby stali się profesjonalnymi kierowcami. To też pomoże automatycznie Polsce i rozwojowi motorsportu w Polsce.

Współpracujesz z Tymkiem Kucharczykiem. Czy jest szansa, że zobaczymy go podczas weekendów Formuły 1?
Tak, chociaż powiedziałbym, że bardziej współpracowałem. Teraz nasza współpraca poszła w innym kierunku. Tu jest właśnie problem naszego pompowania balonika. Następców Kubicy przez ostatnie 15 lat było wiele. Kierowców, którzy mają 13 lat i są następcami nawet już nie Kubicy a Hamiltona też mamy w Polsce mnóstwo. Ja bym się skupił bardziej na faktach. Fakt jest taki, że Tymek jest bardzo dobrym kierowcą, jeśli chodzi o to, co pokazał w kartingu. Według mnie, jest dużo lepszym kierowcą niż pokazały to wyniki – i to jest fakt. Teraz stoi on przed takim delikatnym momentem w przygodzie, ponieważ przeskok między kartingiem a formułami jest zawsze delikatny. Było dużo utalentowanych kierowców, którzy w kartingu sobie nie radzili, albo też odwrotnie – kierowców średnich w kartingu, którzy bardzo dobrze rozwinęli się, ponieważ formuły są zupełnie inne. Karting jest taką dobrą szkołą, takim przedszkolem, ale jednak ten przeskok jest delikatny. Jednak testy, które Tymek odbył – i wygrał shot-out w ubiegłym roku [sprawiły, że] będzie startował w hiszpańskiej Formule 4 – pozwalają patrzeć optymistycznie, jeśli chodzi o jego rozwój jako kierowca w formułach i życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że będzie się rozwijał i będzie mógł pokazać swój talent osobom, którzy być może tego talentu jeszcze nie widzieli. Jeśli chodzi o Formułę 2, Formułę 3, oczywiście może startować – Formuła 3 kosztuje sporo. Myślę, że każdy może wystartować w F2, F3. Sam fakt jest taki, że według mnie te starty mają sens tylko wtedy, kiedy ten ktoś może walczyć o czołowe lokaty. Na dziś myślę, że Tymek i nie tylko Tymek powinni się skoncentrować na tym, co jest, ponieważ teraz właśnie buduje się drogę i można sobie otworzyć drzwi do wyższych kategorii w przyszłości. Ja zawsze jestem bardzo ostrożny, jeśli chodzi o pompowanie baloników, ponieważ balonik zawsze można dopompować, ale jak pęknie, to już go nie można naprawić.

Najgorzej, kiedy wszyscy pompują go i nagle jest wielkie rozczarowanie…
To jest normalne, ponieważ każdy ma swoje priorytety. Pompowanie baloników niekoniecznie jest dobre dla samego kierowcy, a o tym bardzo często zapominamy. Nie mówię tutaj o mediach, ponieważ media robią swoją robotę i wiadomo, że potrzebne są historie…

Ja jestem takim człowiekiem, który stara się nie pompować, ale wiem, jacy są ludzie.
Bardzo często też nawet bliskie środowisko dla tego zawodnika niepotrzebnie pompuje ten balonik. Mam swoje lata, wiem, do czego to dąży i czemu to służy. Ale tak jak mówię: niestety, bardzo często samemu młodemu kierowcy robimy krzywdę. Z jednej strony oczywiście jest to potrzebne, ponieważ jest łatwiej zdobyć pewne budżety i skupić uwagę. Z drugiej strony trzeba podejść do tego realistycznie, ale jest to trudne do wyważenia. Tym bardziej to [tyczy się] osób związanych z danym kierowcą, ponieważ to oni zawsze widzą nowych przyszłych mistrzów świata. Tak naprawdę, jak pokazał Lewis [Hamilton], zwycięzca na każdy sezon jest jeden, Max to pokazał w ubiegłym roku. Naprawdę, droga jest długa, zawiła, a może też być dziurawa, ponieważ są lepsze i gorsze dni. Powiedziałem ilość i jakość – trochę to brzydko brzmi, jeśli chodzi o naszych młodych polskich kierowców – pokazuje, że Polska chyba nigdy nie miała lepszego okresu, jeśli chodzi o młodych kierowców. No, może poza 1998-99 rokiem, ale byłem sam. Teraz jest paru kierowców, którzy naprawdę mogą walczyć o to, żeby wygrywać wyścigi w kartingu i to, żeby po prostu się rozwijać, a to jest najważniejsze.

Musimy niestety kończyć, więc zawęzimy kilka pytań w jedno. Co przyciągnęło ciebie do wyścigów prototypowych? Jakie są cele na nadchodzący sezon?
Wyścigi długodystansowe są zupełnie inną kategorią motorsportu. Nie byłem zainteresowany nimi, kiedy jeździłem w Formule 1 – miałem wówczas co innego w głowie. Doszedłem jednak do pewnego momentu, w którym szukałem nowych wyzwań. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że Le Mans obudziło we mnie pewne emocje, których nie czułem tak naprawdę przez kilkanaście lat. Było to bardzo pozytywne i fajne przeżycie, już nie mówiąc o samym wyścigu, ale co czułem jadąc na wyścig oraz w trakcie całego tygodnia. Miałem powiedzieć weekendu, ale tak naprawdę to trwa trochę więcej. Jakie cele na ten rok? Ubiegły rok pokazał, że jeśli wykonamy swoje zadanie i będziemy przygotowani, to jesteśmy w stanie walczyć. Myślę, że szczególnie skład kierowców mamy mocny. Wiemy dokładnie, czego potrzeba, żeby wygrywać. Oczywiście zmienił się zespół. Jest on niedoświadczony, jeśli chodzi o wyścigi długodystansowe; jest bardzo dobrym zespołem, jeśli chodzi o wyścigi serii juniorskich – Formułę 2, 3, 4. Myślę, że Prema jest zespołem, który wygrywa najwięcej przez ostatnie lata w tych seriach. Wyścigi długodystansowe rządzą się jednak trochę innymi prawami. Myślę, że pierwsze wyścigi będą dobrym testem. Na pewno jest jeszcze sporo pracy i sporo zmian, które są potrzebne, jeśli chodzi o charakterystykę wyścigów długodystansowych. Mamy dobre składniki, żeby być w stanie walczyć o czołowe lokaty, a to, czy będziemy w stanie walczyć, tkwi właśnie w pewnych niuansach i pewnych elementach, które będziemy w stanie zobaczyć dopiero w trakcie wyścigu.

Ostatnie pytanie. Które zwycięstwo smakuje lepiej – to w Formule 1 czy w wyścigach długodystansowych?
Na pewno w Formule 1.

Dziękuję bardzo!

Chcesz czytać więcej ekskluzywnych wywiadów 1-na-1? Postaw nam kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze