Jak to Dennis nie chciał Andrettiego w McLarenie

Jak to Dennis nie chciał Andrettiego w McLarenie Martin Lee

Kiedy podczas weekendu Grand Prix Włoch Formuły 1 w 1992 roku ogłoszono, że aktualny mistrz serii IndyCar Michael Andretti zostanie kierowcą McLarena, oczekiwania były ogromne.

Wszyscy chcieli zobaczyć powtórkę dokonań jego ojca Mario, który po sukcesach w IndyCar zaczął stawiać pierwsze kroki w Formule 1, a kilka lat później sięgnął po tytuł mistrzowski. Szef brytyjskiej ekipy Ron Dennis początkowo wypowiadał się bardzo entuzjastycznie o swoim nowym podopiecznym: „Myślę, że [Michael] może wygrywać wyścigi oraz może zostać mistrzem świata. Nie ważny jest kraj pochodzenia, a zademonstrowanie woli walki i zwycięstwa”.

Brytyjczyk wkrótce miał jednak zmienić swoje nastawienie, a to za sprawą sytuacji kontraktowej Ayrtona Senny – trzykrotny mistrz świata miał przejść do Williamsa pozostawiając McLarena bez swojej gwiazdy. Dennis przygotował się na taki scenariusz, ściągając z zespołu Lotusa Mikę Häkkinena. Kiedy zatem Senna zgodził się kontynuować starty dla McLarena, ten miał trzech kierowców i dwa samochody wyścigowe – nietrudno wyobrazić sobie w takiej sytuacji konflikt.

„To było największe nieporozumienie, do jakiego mogło dojść. Krótko mówiąc, znalazł się w najlepszym zespole o najgorszej porze” – skomentował sytuację Mario Andretti. „Ron Dennis zatrudnił go dlatego, że Ayrton Senna odchodził, jednocześnie ściągając za grosze Mikę Häkkinena. Kiedy Senna nie sfinalizował swojego przejścia do Williamsa i pozostał w McLarenie, mieli dwóch wysoko opłacanych kierowców oraz jednego dobrego, który prawie nic nie kosztował i nic nie robił. Od pierwszego wyścigu sezonu Michael stał się tym niechcianym – nie ma co do tego żadnych wątpliwości”.

Jak się miało okazać, sezon 1993 był prawdopodobnie najgorszym na dokonanie debiutu w F1 przez kogoś, kto ścigał się głównie poza Europą, a to ze względu na zmiany w przepisach ograniczające ilość okrążeń wykonanych podczas treningów do 23: „Michael do każdego wyścigu przystępował z minimalną ilością przejechanych okrążeń. Był przyzwyczajony do wygrywania w IndyCar i czuł, że musi od razu dowieść swojej wartości, przez co popełniał błędy – ja też takie robiłem. To było błędne koło”.

Pierwsze cztery wyścigi były całkowitym niepowodzeniem – Andretti bywał konkurencyjny, a na torze Imola walczył nawet o miejsce na podium, lecz nie dojeżdżał do mety. Kiedy w końcu ukończył wyścig, zajął piąte miejsce na torze w Barcelonie. Mógł być to punkt zwrotny w kampanii, lecz coraz bardziej napięta atmosfera sprawiła, że nawet pomimo podium wywalczonego podczas Grand Prix Włoch – rok po ogłoszeniu podpisania kontraktu – obie strony zdecydowały o zakończeniu współpracy na trzy wyścigi przed końcem sezonu.

„Ron Dennis go nie zwolnił, ale nie pozwolił przedłużyć kontraktu aż do listopada i chciał umieścić w samochodzie Häkkinena. Swoją drogą, we wszystkich późniejszych testach Michael był szybszy od Miki. Ostatecznie Senna odszedł w kolejnym sezonie i gdyby Michael wykazał się cierpliwością, otrzymałby nowy kontrakt. Czuł się jednak niechciany i postanowił wrócić do Ameryki”.

W środowisku F1 nie pozostawiono suchej nitki na Michaelu Andrettim, oskarżając go o brak zaangażowania, czy wymieniając niechęć do przeprowadzki ze Stanów Zjednoczonych jako główną przyczynę porażki. Andrettiemu oberwało się również po powrocie – do dziś można spotkać głosy mówiące o tym, że zamknął Amerykanom drzwi do Formuły 1 i naraził na szwank reputację IndyCar.

Mario nie zgadza się z takim osądem i jest zdecydowany by bronić swojego syna: „Nikt nie może mi wmówić, że Michael nie nadawał się do tego. Jedyną osobą, która go tam szanowała, był Senna – kiedy obaj testowali na torze Magny-Cours dzień po wyścigu, kręcili czasy w granicach jednej dziesiątej sekundy od siebie, które dawałoby im pierwszy rząd na starcie. We Włoszech przebił się z końca stawki na trzecią pozycję – nie odrzuca się kogoś takiego i nie mówi, że jest za słaby. Znając wszystkie tory, Michael mógł zostać mistrzem świata już w kolejnym sezonie”.

Sam zainteresowany dotychczas unikał wypowiadania się na ten temat. 25 lat później Michael Andretti znów jest mile widzianą twarzą w McLarenie, po tym jak szefem brytyjskiej marki został Zak Brown. Zmiana w stosunkach pomiędzy stronami pozwoliła Amerykaninowi otworzyć się i w końcu zdradzić, jak historia sprzed ćwierć wieku wyglądała z jego perspektywy.

„Ciężko było mi opuścić IndyCar, bo wiedziałem, że w kolejnym sezonie będziemy mieli niezawodny samochód i możemy wygrać każdy wyścig” – powiedział Michael Andretti. „Wierzyłem, że mogę ustanowić wiele rekordów i kiedy przyszedł czas na podpisanie kontraktu miałem wątpliwości, ale ojciec mnie namówił. Mówił, że byłbym szalony nie przechodząc do F1 i to był ostatni raz, kiedy go posłuchałem [śmiech]”.

„To było jednak dobre doświadczenie, współpracowałem z Senną i zostaliśmy przyjaciółmi – powiedział nawet, że byłem jednym z jego najlepszych zespołowych kolegów i podczas konferencji prasowej stanął w mojej obronie, wypominając jak źle byłem traktowany przez zespół. Fajnie było się z nim ścigać i wiedziałem, że byłem porównywany do jednego z najlepszych kierowców w historii”.

„Ludzie wypominający mi np. to, że nie przeprowadziłem się do Europy, nie mają najmniejszego pojęcia o realiach. Latając Concordem mogłem dotrzeć z domu do fabryki w przeciągu sześciu godzin – jazda z Monako może zająć dłużej. Śmieszą mnie takie spostrzeżenia, bo to jedynie wygodne uzasadnienie dla moich wyników. Nikt nie zna całej prawdy i przyczyn wszystkiego, co się działo. Nie mogę na nikogo wskazać palcem ze 100-procentową pewnością, ale wiem swoje”.

„Myślę, że to nie było nic osobistego, ale ze względu na to kim byłem i moją dotychczasową historię zostałem wykorzystany i prawie zrujnowało to moją karierę. To były ciężkie, ale wartościowe czasy – nauczyłem się wiele i wydoroślałem przez ten sezon. Nie żywię do nikogo urazy, może za jednym wyjątkiem [Dennisem], ale on jest już poza firmą. Nienawidziłem McLarena, ale nagle zmieniło się to przed kilkoma laty – teraz jest to zupełnie inny zespół, w którym ludzie mogą cieszyć się pracą, co za czasów Dennisa nie mogło mieć miejsca”.

„Przesiadka do samochodu F1 była fajna, bo sprawiał mnóstwo frajdy i można go było zmusić do wszystkiego. Niestety mój samochód często nie chciał się mnie słuchać – było z nim wiele problemów, czego nie chciano przyznać. Podczas weekendów wyścigowych mój samochód w tajemniczy sposób tracił dwie sekundy na okrążeniu – mogłem zakwalifikować się na ostatniej pozycji, by podczas testów następnego dnia kręcić czasy dające pole position, w granicach jednej dziesiątej sekundy do Senny”.

„Na szczęście mogę powiedzieć, że w swoim ostatnim wyścigu stanąłem na podium. To było fajne, ale mogłem być tamtego roku na podium wielokrotnie, gdyby nie tyle przeszkód na mojej drodze. Jak powiedziałem, to może nie było budujące doświadczenie dla mojej kariery, ale wiele się nauczyłem i stałem się bardziej dojrzałym człowiekiem”.

Po swoim powrocie do IndyCar, Andretti wygrał jeszcze piętnaście wyścigów i dwukrotnie finiszował na podium klasyfikacji generalnej, a obecnie jest właścicielem utytułowanego zespołu wyścigowego.

Źródło wypowiedzi: marshallpruett.com

Tomasz Kubiak

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Więcej w tej kategorii: « Zanim nastał czas zwycięstw

Redakcja

Informacje

Partnerzy ŚwiatWyścigów.pl

rally and race 4kolka