Kolejny projekt w koszu - dlaczego Alpine nie jest w stanie zbudować stabilnego zespołu?

Alpine zdecydowanie nie ma ostatnio najlepszego okresu. Odejście Fernando Alonso, dementi Oscara Piastriego w sprawie kontraktu na sezon 2023 i gorączkowe poszukiwanie nowego kierowcy do swojej ekipy to zdecydowanie nie są wydarzenia, przez które jakikolwiek zespół chce przechodzić podczas przerwy wakacyjnej. Koniec współpracy z Hiszpanem to jednak bardzo przykry obraz końca kolejnego, przynajmniej na papierze, ambitnego projektu francuskiej ekipy. Nie jest to pierwszy raz, gdy ich szumne postanowienia są weryfikowane przez rzeczywistość. Dlaczego jednak tak właściwie Alpine w swoim obecnym kształcie nie jest w stanie grać o wyższe cele i dlaczego nowe długoterminowe plany nie mają prawa się udać?

Ambitny plan pięcioletni pozostał w sferze marzeń

Całą historię zacząć należy oczywiście od ekipy Renault, która ponownie pojawiła się w Formule 1 wraz ze startem sezonu 2016. Rozpoczynając nowy projekt, przedstawiono również ambitny pięcioletni plan. W dużym skrócie zakładał on walkę o mistrzostwo świata w 2020 roku. Początek wyglądał nieźle - w sezonie 2018 Francuzi zajęli czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów, stając się najlepszą ekipą środka stawki. Kolejnego kroku jednak nie postawiono. Ba, zamiast tego rozpoczął się proces cofania się w rozwoju. Renault w roku 2019 oraz w roku 2020 zajęło piąte miejsce w konstruktorce, lecz pod kątem osiągów spadało w głąb środka stawki.

Pierwsze podium zespołu zostało zdobyte podczas Grand Prix Eifelu w 2020 roku. W pięcioletnim planie jednak ten podpunkt miał zostać odhaczony… dwa lata wcześniej. Coś ewidentnie poszło więc nie tak - tym bardziej że koncern Renault dosypywał do projektu kolejne góry pieniędzy. Był to moment przed wprowadzeniem limitów budżetowych, a więc francuski koncern nie musiał żałować kasy na fabryczny zespół. Problem jednak w tym, że progresu wcale nie było widać i wtedy właśnie pojawiły się pierwsze żarty dotyczące palenia pieniędzmi w piecu przez szefostwo Renault. Nie da się ukryć - tak właśnie to wyglądało. Środki na rozwój były, specjaliści i odpowiednia infrastruktura również, lecz rozwój poszedł w złym kierunku, a zanim powrócono na właściwe tory, konkurencja zdążyła dogonić i przegonić bolid Renault. Wszystkie niepowodzenia doprowadziły do momentu, gdy trzeba było wykonać restart całego projektu i liczyć na to, że tym razem pójdzie trochę lepiej. Nie oznaczało to jednak, iż wcześniejsze pomyłki pozwoliły na wyciągnięcie wniosków.

Chaos w strukturach i za kulisami - oto obraz Alpine

Daniel Ricciardo miał być twarzą projektu Renault. Został on podebrany Red Bullowi, co było rozpatrywane w ramach swoistej zemsty za porzucenie silników francuskiego producenta. Honey Badger jednak nie był usatysfakcjonowany rozwojem samochodu i już po zakończeniu sezonu 2020 uciekł do McLarena ku wściekłości między innymi samego dyrektora generalnego Grupy Renault, Luci de Meo. Osoba, która miała być symbolem wspinaczki zespołu na szczyt, opuściła statek w najgorszym możliwym momencie. Konieczne było szukanie nowego lidera i wydawało się, że padło na wybór wprost idealny. 

Fernando Alonso to dla Renault postać wręcz legendarna. To właśnie w barwach tego zespołu zdołał zdobyć swoje jedyne tytuły mistrzowskie w 2005 oraz 2006 roku. Powrót na stare śmieci, po wyciągnięciu Hiszpana z emerytury w Formule 1, był niezwykle głośnym i sentymentalnym wydarzeniem. Na dodatek, jako że od tej pory ekipa startowała pod nazwą Alpine, miał to być nowy start i budowanie nowego planu - El Planu - który miał zaprowadzić ekipę z Enstone na sam szczyt. Ależ się to wszystko źle zestarzało…

Pierwszym sporym problemem z pewnością był system zarządzania w Alpine. W praktycznie każdym zespole mamy jasny podział na szefa zespołu oraz głowy poszczególnych departamentów. W Alpine zaś hierarchia była bardzo dziwnie zbudowana. W 2021 roku prezesem ekipy był Laurent Rossi, szefem zespołu Marcin Budkowski, a dodatkowo mieliśmy dyrektora w postaci Davide Brivio. W teorii Alpine było zarządzane przez ostatnią dwójkę, lecz szefem wszystkich szefów” był wspomniany Rossi. W tym roku Budkowskiego zastąpił Otmar Szafnauer i nadal nie znaliśmy dokładnego podziału obowiązków. Mówiło się, że Brivio zajął się kontaktami z kierowcami, zaś Szafnauer objął dowodzenie nad rozwojem bolidu. 

Bałagan organizacyjny było niestety widać w poczynaniach zespołu. Co prawda obecnie Alpine walczy jak równy z równym z McLarenem o tytuł Best of The Rest”, lecz nie zmienia to faktu, iż ambicje są o wiele większe - tak samo jak i pieniądze, które mają przybliżyć Francuzów do tego celu. Na dodatek coraz częściej mówiło się o napięciach wewnątrz zespołu. Alonso miał być niezadowolony z tego, jak jest traktowany względem Estebana Ocona, nie mówiąc już o tym, iż bolid na ten sezon nie spełniał oczekiwań. Szambo ostatecznie wybiło kilka dni temu.

„Rynek się poruszał”, a Alpine to przeoczyło?

24 kwietnia jeden z najlepiej poinformowanych hiszpańskich dziennikarzy w padoku, Albert Fabrega, podczas swojego live’a powiedział kilka ciekawych słów. Z klasyczną dla hiszpańskich mediów tajemniczością przyznał, że dzieją się rzeczy, o których nie może powiedzieć, ale że rynek się porusza. Bardzo mocnym stwierdzeniem był jednak fakt, iż odejście jednego z kierowców będzie czymś spodziewanym, jednakże nazwisko, które ma go zastąpić, jest bardzo zaskakujące.

Mamy początek sierpnia i wydaje się, że tą zmianą zdecydowanie było opuszczenie Astona Martina przez Sebastiana Vettela, które nie było większym zaskoczeniem, oraz zastąpienie go przez Alonso, co wywołało szok w świecie motorsportu. Można to bowiem odbierać jako swoisty akt desperacji Magica - tak Alonso jest nazywany w Hiszpanii - który chciał za wszelką cenę uwolnić się od Alpine, nawet kosztem przejścia do gorszej ekipy. Jeżeli rzeczywiście Fabredze chodziło właśnie o ten transfer, wydawać by się mogło, że Francuzi powinni być na to w stu procentach przygotowani, prawda? Okazało się, że jest zupełnie inaczej.

Szafnauer jeszcze w niedzielę po wyścigu o Grand Prix Węgier przyznawał, że do zamknięcia umowy z Hiszpanem na następne lata brakuje tylko kilku małych szczegółów. Już w poniedziałek jednak te wszystkie zapewnienia zostały brutalnie zweryfikowane. Alpine dowiedziało się o transferze… z mediów społecznościowych. Można się domyślić, że w stajni zapanował popłoch. Być może Fernando chciał wywołać właśnie taki efekt, bowiem wydarzenia, które zadziały się we wtorkowy wieczór, skomentował na swoim Instagramie bardzo wymownie - kilkusekundowym filmikiem, na którym z uśmiechem pokazuje kciuka w górę. Alonso zrobił to, co wychodziło mu najlepiej przez całą karierę - spalił kolejny most. Nie wygląda jednak na to, by specjalnie się tym przejmował, szczególnie że to między innymi przez niego Alpine jest obecnie pośmiewiskiem. Nie da się wykluczyć, iż dwukrotny mistrz świata właśnie to miał na celu. 

Piastri vs Alpine - o co toczy się gra?

O sytuacji wokół Oscara Piastriego chyba nie muszę już przypominać - huczy o niej cały świat Formuły 1, opisywaliśmy ją również na łamach naszego portalu. Cała historia jest jednak bardzo skomplikowana i niestety pełna niedomówień. Skąd w ogóle wzięła się taka reakcja Piastriego? Wielce prawdopodobne, iż mistrz Formuły 2 z 2021 roku jest już po słowie z inną ekipą. Przypomnijmy, iż od marca Oscar jest między innymi… jednym z kierowców rezerwowych McLarena. W połączeniu z plotkami, iż Piastri może być już dogadany z Woking w kwestii miejsca na przyszły sezon, może być to główny powód tak stanowczej reakcji Australijczyka.

Dlaczego jednak Piastri zdecydował się na opuszczenie Alpine i szukanie swojej szansy gdzie indziej? Trzeba na chwilę postawić się na jego miejscu. To kierowca, który rok po roku zwyciężył w seriach FRECA, Formule 3 oraz Formule 2. W trzy lata przeszedł bez problemów przez trzy najważniejsze juniorskie przystanki na trasie do Formuły 1. W tym roku miejsca w bolidzie F1 nie dostał, a co gorsza wszystko wskazywało na to, że droga do ekipy Alpine na 2023 rok nadal pozostanie zamknięta. Brak możliwości jazdy w Królowej Sportów Motorowych przez dwa lata to dla takiego talentu męczarnia i marnowanie swojej kariery. Nic więc dziwnego, że Oscar zaczął szukać nowej drogi dokładnie tak, jak zrobił to Zhou Guanyu opuszczając Akademię Alpine i dołączając do Alfy Romeo.

Alpine nie robiło Piastriemu problemów, ponieważ mieli Estebana Ocona oraz Fernando Alonso. Problem w tym, że Alonso już nie mają, w wyniku czego uruchomili bardzo brudną grę zarówno względem swojego juniora, jak i jego menedżera, Marka Webbera - tego nazwiska nie muszę chyba przedstawiać. Oficjalne” ogłoszenie Alpine pojawiło się około 2:00 czasu australijskiego bez jakiejkolwiek wypowiedzi Oscara ani odpowiedzi w jego mediach społecznościowych. Nie da się wytłumaczyć tej decyzji w inny sposób niż chęć zaskoczenia zainteresowanych taką informacją pod osłoną nocy.

Godzinę później Piastri odpalił bombę medialną, którą zatrząsł reputacją Alpine w posadach. Odpowiedział on krótko: „Nie posiadam umowy z Alpine, nie będę tam jeździł w 2023 roku”. Francuzi upierają się, że pod kątem prawnym mają pełne prawo do skorzystania z jego usług, lecz będę szczery - wyobrażacie sobie sytuację, w której Piastri miałby teraz startować w ekipie z Enstone? Ja sobie tego nie wyobrażam, nie po takiej informacyjnej lawinie. Alonso skomentował to wszystko dokładnie tak, jak opisałem to wyżej - uśmiech, kciuk górę. Jak gdyby wszystko poszło zgodnie z jego misternym planem…

Pięcioletni plan na zostanie potęgą - część trzecia. Dlaczego to znów nie wypali?

O tym, że Piastri jest już raczej przez Alpine stracony, wie już chyba sam Szafnauer. Amerykanin w dzisiejszym wywiadzie mówił otwarcie, że nie widzi przeciwwskazań do powrotu do jego zespołu… Daniela Ricciardo. Dodatkowo poruszony został temat nowego planu na najbliższe 100 wyścigów. Tak, kolejny długofalowy plan, który zapewne znowu spali na panewce. 

Obecnie Alpine to pod kątem organizacyjnym jeden wielki chaos, a wydarzenia z ostatnich kilku dni bardzo mocno to uwypukliły. Dalsza współpraca z Alonso przez ostatnie 10 wyścigów sezonu będzie z pewnością ciekawą telenowelą do oglądania z boku, lecz nie chciałbym teraz znajdować się w skórze szeregowych pracowników ekipy - atmosfera w garażu może być naprawdę gęsta. W Alpine potrzebna jest jednak całkowita zmiana sposobu zarządzania i kierowania rozwojem całej ekipy, jak jakiś czas temu miało to miejsce w McLarenie po odejściu Rona Dennisa. Bez dogłębnej samonaprawy kolejne plany, w których celem głównym jest mistrzostwo, będą przyjmowane już nie z uznaniem, a raczej z politowaniem i z pobłażliwym uśmiechem na ustach. Warto podkreślić, że z ust osób zarządzających najpierw Renault, a teraz Alpine, słyszymy o tym od siedmiu (!) sezonów.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze