Mimo że nie spadł zapowiadany deszcz, Grand Prix Monako okazało się wyjątkowo emocjonujące, dzięki temu, że Mercedes założył Lewisowi Hamiltonowi niewłaściwe opony. Pojedynek Lewisa z Maxem Verstappenem, trzymał w napięciu do końca. Polskich kibiców ucieszył też dobry, choć nieco rozczarowujący pod względem wyniku, występ Roberta Kubicy.

Heroiczna walka, czy nudna procesja?

Lewis Hamilton określił wyścig w Monako jako najtrudniejszy w swojej karierze. Wygrał po heroicznej walce i udowodnił swój geniusz utrzymując na torze samochód, którego opony były kompletnie zużyte, po tym jak Mercedes założył mu pośrednią zamiast twardej mieszanki. To jedna wersja wydarzeń. Druga mówi, że jego zwycięstwo nigdy nie było zagrożone, bo Monako jest przestarzałym torem, na którym nie da się wyprzedzić nawet zawodnika jadącego zepsutym samochodem, co udowodnił w zeszłym roku Daniel Ricciardo.

Gdzie leży prawda? Czy tak jak zwykle po środku? Wyczyn Lewisa porównywany jest do słynnego pojedynku Ayrtona Senny z Nigelem Mansellem w sezonie 1992. Te porównania są z pewnością nieco przesadzone. Niewątpliwie jednak prowadzenie wyścigu w Monako przez wiele okrążeń, na coraz gorszych oponach z Maxem Verstappenem czyhającym na każdy błąd, to niezwykle trudne zadanie i trudno się dziwić jak bardzo Lewis jest dumny z siebie. Podczas wyścigu jego komunikaty przez radio były na granicy paniki, kiedy stan opon gwałtownie się pogarszał i Lewis widział jak zwycięstwo wymyka mu się z rąk. Zespołowi, który popełnił trudny do wytłumaczenia błąd pozostało dopingowanie go i wiara w jego umiejętności. Po wyścigu Lewis podkreślał, że zespół mocno utrudnił mu zadanie, prezentując swoje zwycięstwo jako prawie nadludzki wyczyn i dedykując je Niki Laudzie.

Verstappen robił wszystko, by wyprzedzić Hamiltona, gdyż zwycięstwo miało dla niego wyjątkowo duże znaczenie. Wisiała nad nim kara pięciu sekund za przewinienie w boksie. By wygrać, musiał wyprzedzić Hamiltona i wyrobić sobie odpowiednią przewagę. Z kolei bliskość jadących za nim Sebastiana Vettela i Valtteriego Bottasa sprawiała, że w razie niepowodzenia, spadał w klasyfikacji na czwarte miejsce. Verstappen zaatakował na dwa okrążenia przed końcem, ale Lewis odparł ten atak i na bardzo zniszczonych oponach przejechał linię mety na pierwszym miejscu.

Za teorią, że końcówka wydawała się bardziej emocjonująca niż w rzeczywistości była, przemawia fakt, że Verstappen również narzekał na zużycie opon, a także miał źle dobrane ustawienia silnika. Związany z tym brak prędkości na prostej sprawił, że Max nie miał żadnej okazji do wyprzedzania. Jego atak na dwa okrążenia przed końcem był bardzo desperacki. Nie miał realnych szans powodzenia i mógł skończyć się kraksą. Mimo jego lamentów przez radio, Lewis, podobnie jak Ricciardo rok temu, kontrolował sytuację. Z pewnością utrzymanie samochodu na torze nie było łatwe, ale realnie jego pozycja nie była zagrożona i wygrałby, nawet jakby zwolnił jeszcze bardziej.

Cios dla Bottasa

Bottas miał w Monako tegoroczne tempo, ale zeszłorocznego pecha. Zaczęło się w kwalifikacjach, kiedy nie udało mu się poprawić swojego pierwszego czasu w Q3 i w efekcie Lewis zdobył swoje rekordowe 59 pole position z Mercedesem, wyprzedzając go o zaledwie 0.086 sekundy. W wyścigu Lewis blokował go nie pozwalając oddalić się od trzeciego Verstappena i Sebastiana Vettela.

Mercedes skierował obu kierowców do boksu jednocześnie podczas fazy samochodu bezpieczeństwa. Bottas był tuż przed Verstappenem wjeżdżając do serwisu. Następnie został przez niego uderzony, kiedy mechanicy Red Bulla wypuścili Holendra za wcześnie. Przebita podczas tego incydentu opona sprawiła, że spadł na czwarte miejsce, ale przynajmniej Mercedes za drugim razem założył mu właściwą mieszankę. Po każe dla Verstappena ostatecznie przesunął się z powrotem przed niego, ale najwięcej skorzystał na tym zamieszaniu Vettel, który szczęśliwie znalazł się na drugim miejscu i przerwał serię kolejnych podwójnych zwycięstw Mercedesa. Bottas przegrał dwa wyścigi z rzędu z Hamiltonem i uzyskał najgorszy wynik w sezonie. Przy takiej dominacji Mercedesa, taki wynik to dotkliwa porażka w kontekście walki o mistrzostwo.

Niezasłużony wynik Ferrari

Wynik Vettela na papierze wygląda dobrze, ale był możliwy tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Ferrari nie zasłużyło na ten wynik, przez cały weekend prezentując się fatalnie. Byli wolniejsi od Red Bulla, Sebastian Vettel rozbił się w treningach i ocierał o bandy, a prawdziwa katastrofa nastąpiła w Q1, kiedy zespół zniszczył Charlesowi Leclercowi weekend, przez błąd taktyczny eliminując go przedwcześnie z kwalifikacji. Do odpadnięcia Leclerca doszło na skutek tego, że team, mimo wątpliwości samego Leclerca kazał mu pozostać w boksie nie przewidując, że kierowcy, przy charakterystycznej dla Monako ewolucji toru, uzyskają w kolejnym przejeździe znacznie lepsze czasy. Nie wysłanie Leclerca nawet na okrążenie wyjazdowe, by móc w razie czego zareagować było pokazem niekompetencji, którego trudno spodziewać się po czołowym teamie, zwłaszcza, że Ferrari popełniało już ten błąd w przeszłości.

Nie mający nic do stracenia Leclerc dostarczył krótkotrwałej rozrywki kibicom na początku wyścigu, ale jego szarża skończyła się szybko, kiedy po nieudanej próbie wyprzedzania Nico Hulkenberga przebił oponę, a potem, wracając do boksu z energią godną Gillesa Villeneuve’a, doszczętnie zniszczył podłogę w swoim Ferrari, powodując, bardzo istotną dla losów wyścigu, fazę samochodu bezpieczeństwa. Potem nie pozostało mu nic innego jak wycofać się, po kolejnym pechowym domowym wyścigu.

Sainz wykorzystuje błędy Renault i Haasa

Gdy na jedenastym okrążeniu na tor wyjeżdżał samochód bezpieczeństwa, jadący na piątym miejscu Daniel Ricciardo miał już pół minuty straty do pierwszej czwórki kierowców. Australijczyk nie mając szans na walkę z czołówką oszczędzał opony. Wtedy wszyscy spodziewali się nadchodzącego deszczu i starali się doczekać do momentu zmiany na opony deszczowe. Za Ricciardo podążali, siłą rzeczy równie powoli, kolejno Kevin Magnussen, Pierre Gasly i Carlos Sainz. Hiszpan wykonał wcześniej na pierwszym okrążeniu kluczowy dla swojego wyścigu manewr, kiedy udało mu się wyprzedzić najpierw Alexandra Albona na podjeździe przed Massenet, a potem odważnym oportunistycznym manewrem Daniła Kwiata po zewnętrznej tego zakrętu. Po wyścigu Sainz określił ten manewr jako prawdopodobnie najlepszy w jego dotychczasowej karierze.

W Monako co roku okazuje się, że wczesny zjazd jest błędem, ale stratedzy zespołów Renault i Haas nie mogli się powstrzymać, żeby nie ulec pokusie podczas fazy samochodu bezpieczeństwa. Skierowali Ricciardo i Magnussena do boksu, co skutecznie zniszczyło ich wyścig. Znaleźli się za bardzo wolnymi w ten weekend samochodami Lance’a Strolla i Kimiego Raikkonena i byli bezradni tracąc coraz więcej do czołówki.

Ricciardo przynajmniej zdołał uratować dwa punkty dla zespołu Renault. Po tym jak Stroll i Raikkonen w końcu zjechali do boksu, gwałtownie przyspieszył i dzięki temu znalazł się przed jadącym dotąd na dziesiątym miejscu Lando Norrisem, kiedy ten zjechał na swoją zmianę opon. Pod koniec wyścigu tempo Ricciardo nadal było niezłe, co pokazywało jaki potencjał miało w ten weekend Renault. Australijczyk dzięki temu był wstanie zbliżyć się do dziewiątego Grosjeana, na którego nałożono karne pięć sekund za przekroczenie linii przy wyjeździe z boksu. W ten sposób Ricciardo uratował dwa punkty dla Renault, ale dla francuskiego teamu jest to marne pocieszenie, tak samo jak jeden punkt Grosjeana to spore rozczarowanie dla Haasa.

Oba teamy miały w ten weekend szybkie samochody, ale kombinacja pecha i błędów pozbawiła je dobrego wyniku. Skorzystały z tego McLaren i Toro Rosso zdobywając odpowiednio 8 i 10 punktów. Szóste miejsce Sainza umocniło McLarena na czwartym miejscu wśród konstruktorów. Mają już 13 punktów przewagi nad Racing Point, który to zespół niespodziewanie stracił formę po wprowadzeniu nowej specyfikacji samochodu.

W Monako kierowcy Racing Point, podobnie jak zawodnicy Alfa Romeo, zamiast walczyć o punkty, walczyli z Williamsami na końcu stawki. I to bez sukcesu. George’owi Russelowi udało się wyprzedzić Strolla i Raikkonena, a Robertowi Kubicy Antonio Giovinazziego. Nieco lepiej wypadł Sergio Perez, ale z tego wyścigu zapamięta głównie przerażającą sytuację, gdy wyjeżdżając z boksu podczas fazy samochodu bezpieczeństwa, był bliski rozjechania dwóch zabłąkanych marshali.

Williams w końcu powalczył

George Russell zebrał laury za świetne piętnaste miejsce, ale Robert Kubica też może być z siebie zadowolony po wyścigu, w którym po raz pierwszy udało mu się nawiązać walkę z kierowcami w szybszych samochodach. Dobrze wykorzystał błąd Antonio Giovinazziego na starcie i przedostał się przed Włocha oraz George’a Russella. Wkrótce zyskał kolejne pozycje, po kraksie Leclerca i Hulkenberga i awansował na 16 miejsce. Wyścig potem przybrał dla niego jednak niekorzystny obrót, gdy na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Zespół wezwał wtedy do boksu Russella, a Kubicę zostawił na torze. Polak odebrał to jako faworyzowanie Brytyjczyka. W przypadku Williamsa wczesny stop miał sens, bowiem, z oczywistych względów, nie ryzykowali przyblokowania przez wolniejszych zawodników.

Jadącego na przedostatnim miejscu Russella skierowano do alei serwisowej w ostatniej chwili i udało mu się zjechać okrążenie wcześniej niż inni zawodnicy. Robert mógł zjechać z innymi na następnym okrążeniu. Zespół prawdopodobnie liczył na to, że dzięki pozostaniu na torze Kubica przesunie się wyżej, co dałoby mu przewagę, gdyby spadł deszcz. W ich sytuacji warto było zaryzykować, ale w rezultacie ta decyzja nie przyniosła spodziewanych rezultatów, bowiem, mimo że zyskał pozycję kosztem Pereza, Ricciardo i Magnussen wyjechali z boksu tuż przed nim, a deszcz nie spadł. W ten sposób szanse Polaka na dobry wynik przepadły.

Po restarcie jego stare opony zachowywały się fatalnie i tempo Kubicy znacznie spadło. Sfrustrowany Giovinazzi próbował wyprzedzić go w Rascasse, co skończyło się kolizją. Obaj zawodnicy spadli wtedy na koniec stawki. Kubica utrzymał Giovinazziego za sobą, ale miał przed sobą jeszcze pit stop, co pozbawiało go szans na walkę z innymi kierowcami. Po zmianie opon tempo było znowu bardzo dobre, ale, aby jak najbardziej opóźnić moment dublowania przez grupę szybszych zawodników, Kubica cisnął, przez co szybko zużył opony. Kiedy szybsi zawodnicy w końcu go dogonili, by ich przepuścić, musiał zjeżdżać na brudną stronę toru. Odtąd coraz trudniej było utrzymywać zabrudzone i zużyte opony w optymalnym oknie temperatur. To spowodowało, że jego tempo mocno spadło w końcówce wyścigu w porównaniu ze znacznie lepiej zarządzającym oponami Russellem.

W efekcie to Anglik zgarnął 15 miejsce, które mogło należeć do Kubicy. Bardzo możliwe, że ten wynik zadecyduje o tym, który z kierowców Williamsa będzie na koniec roku wyżej w klasyfikacji, więc frustracja Kubicy jest zrozumiała, jednak trzeba powiedzieć, że był to jak dotąd jego najlepszy wyścig w tym sezonie i pierwszy, który daje prawdziwe powody do optymizmu.

Jego tempo w porównaniu z Russellem przez cały weekend było lepsze niż kiedykolwiek wcześniej, a jego emocje przez radio, kiedy miał pretensje do zespołu o niewłaściwą strategię, pokazały prawdziwą wolę walki. Wyścig na wymagającym torze w Monako ostatecznie udowodnił, że ograniczenia fizyczne Roberta nie przeszkadzają mu w byciu konkurencyjnym. Przegrał z Russellem nie przez słabsze tempo, ale przez pecha i taktyczne decyzje Williamsa.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race