Mercedes odniósł właśnie drugie podwójne zwycięstwo z rzędu, ale to nie z tego powodu Grand Prix Bahrajnu 2019 na długo pozostanie w pamięci kibiców. Cały weekend był wielkim popisem Charlesa Leclerca. Młody kierowca Ferrari tym wyścigiem pokazał, że jest gotowy, by walczyć o tytuł już w tym sezonie.  

Ferrari po dotkliwej porażce w Melbourne przyjeżdżało do Bahrajnu pod dużą presją, jednak bardzo szybko stało się jasne, że mogą odetchnąć z ulgą. Na treningach wyglądali jeszcze lepiej niż podczas testów w Barcelonie. Mercedes nie wyglądał na zagrożenie, a Red Bull prezentował się wręcz fatalnie.

Problemy Red Bulla potwierdziły się w kwalifikacjach, kiedy Pierre Gasly z trudem wszedł do Q2. Niespodzianką Q1 było odpadnięcie, po problemach z samochodem, Nico Hulkenberga w Renault. Na tym tle świetnie wypadł McLaren, którego kierowcy Lando Norris i Carlos Sainz zajęli odpowiednio 4 i 7 miejsce w Q1. Pierwszy z nich wyprzedził nawet Valtteriego Bottasa w Mercedesie. Słaba forma srebrnych strzał sprawiała, że kierowcy Ferrari wyglądali na murowanych faworytów. Leclerc wygrał Q1 zdecydowanie. Sebastian Vettel musiał odpowiedzieć w Q2.

Wtedy właśnie sprawy przybrały dla niego niespodziewanie zły obrót, kiedy, przyblokowany przez wolniejszych zawodników, musiał  wyjeżdżać w Q2 dwa razy, by wykręcić bezpieczny czas. Został przez to tylko z jednym kompletem nowych opon na Q3. To nie były dla Seba udane kwalifikacje. Już w Q1 jego jazda wzbudziła kontrowersje, gdy wyprzedził Romaina Grosjeana, zmuszając go do zwolnienia przed ostatnim zakrętem, co prawie doprowadziło do groźnej kolizji z Norrisem. Ostatecznie to kierowca Haasa otrzymał karę przesunięcia o trzy miejsca na starcie.

W Q2 Red Bulle walczyły z zespołami środka stawki i o ile Max Verstappen pewnie awansował, to Gasly, który przez cały weekend nie potrafił znaleźć odpowiadających mu ustawień, już nie. W pierwszej dziesiątce znaleźli się kierowcy McLarena (dwóch McLarenów w Q3 nie widzieliśmy od dawna) i Haasa, oraz niespodziewanie Kimi Raikkonen, który minimalnie wyprzedził Daniela Ricciardo, po tym jak wcześniej z trudem awansował do Q2.

W Q3 świetnie zaprezentował się Kevin Magnussen, którego już pierwszy przejazd był tak bezbłędny, że Duńczyk nie był w stanie go poprawić i był o krok od pokonania Verstappena. To nie on jednak był bohaterem kwalifikacji.

Konfrontacja, na którą wszyscy czekali, między dwoma kierowcami Ferrari, wypadła bardzo jednostronnie. Leclerc już w pierwszym przejeździe wyrównał zeszłoroczny rekord toru Vettela. Niemiec nie był w stanie pobić tego czasu, a Charles w drugim przejeździe jeszcze się poprawił, ostatecznie wygrywając z Vettelem o 0.3 sekundy. To było przekonujące zwycięstwo. Leclerc stał się tym samym najmłodszym w historii zdobywcą pole position dla Ferrari.

Przed wyścigiem wszyscy zwracali uwagę na wyjątkowo porywisty wiatr, który miał skomplikować życie kierowcom podczas wyścigu. W centrum zainteresowania był też oczywiście Leclerc.

Monakijczyk jednak wystartował słabo i dał się wyprzedzić Vettelowi. Próbował nawiązać z nim walkę w pierwszym zakręcie, ale musiał odpuścić, co skazało go na walkę z Valtteri Bottasem, którą również przegrał. Wydawało się wtedy, że jeszcze nie jest gotowy na zwycięstwa, ale bardzo szybko miał pokazać, że jest inaczej.

Za plecami czołówki Carlos Sainz zaliczył świetny start i walczył z Verstappenem o piąte miejsce, niestety jednak nie trwało to długo. Wyprzedzanie Maxa po zewnętrznej to zawsze ryzykowny pomysł, zwłaszcza jeśli nie zostawi się mu dość miejsca. W wyniku nieuchronnej w takich przypadkach kolizji Verstappen pojechał dalej, natomiast Sainz musiał dojechać do boksu z przebita oponą, co wyeliminowało go z walki o punkty.

Bottas na starcie pokazał znowu zadziorność, ale z na drugim okrążeniu zaczął przypominać siebie z zeszłego roku. Leclerc pokazał mu się w lusterkach na końcu prostej, Fin dał się przez to wytrącić z równowagi na tyle, że hamował minimalnie za późno. Ten błąd spowodował, że Leclerc nie miał żadnych problemów z wyprzedzeniem go,  a dodatkowo na następnej prostej Bottasa dopadł Hamilton. Valtteri robił co w jego mocy, ale Lewis wyprzedził go w identyczny sposób jak w sezonie 2014 Nico Rosberga, na szóstym zakręcie.

Vettel miał teraz Leclerca tuż za sobą. Monakijczyk nie załamał się słabym startem i szybko znalazł swoje tempo, na które Seb ponownie nie miał żadnej odpowiedzi. Dwa Ferrari walczyły koło w koło, tak jak dwa Mercedesy pięć lat wcześniej. Charles wyprzedził Vettela, ten skontrował na następnej prostej, ale przyblokowany przez Leclerca na moment odpuścił i przez to za wcześnie zamknął DRS. Od tego momentu nie miał już szansy. Charles był po prostu szybszy i zaczął budować przewagę.

Trzy strefy DRS miały wpływ nie tylko na walkę w czołówce, pomagając Leclercowi odzyskać pozycje, miały też duży wpływ na walkę w środku stawki, gdzie nie brakowało manewrów wyprzedzania. W pierwszej fazie wyścigu najwięcej zyskiwali zawodnicy Renault, oraz Norris, który stracił dużo pozycji na pierwszym okrążeniu i teraz nadrabiał straty. Największe problemy miał Magnussen, którego tempo wyścigowe okazało się niespodziewanie słabe. Zespół zareagował obraniem strategii na jeden stop, ale to tylko pogorszyło sytuację.

Uszkodzona opona Gasly’ego zapoczątkowała reakcję łańcuchową kolejnych pit stopów już na 10 okrążeniu. Pięć okrążeń później do boksu zjechał Hamilton, na którego ruch zareagował najpierw Leclerc, co w efekcie przesądziło o utracie pozycji przez Vettela. Hamilton na miękkich oponach zaczął jednak szybko tracić tempo i Sebastian zbliżał się do niego coraz bardziej. Dzięki DRS nie miał problemów z odzyskaniem pozycji. Lewis nie powiedział jednak jeszcze ostatniego słowa.

Po drugiej zmianie opon Hamilton odżył i teraz on zaczął naciskać Vettela. Najpierw próbował bardzo odważnie od zewnętrznej zakrętu 4, bez powodzenia, potem powtórzył ten manewr okrążenie później i tym razem mu się udało. Dla Vettela oznaczało to kompletną katastrofę, bo w ferworze walki, obrócił się. Znowu. Zniszczył opony, a jadąc do noksu także przednie skrzydło. Spadł za Verstappena, kierowców Renault i Norrisa. Szybko awansował na piąte miejsce, ale Max był poza zasięgiem. To beznadziejny wynik w weekend, kiedy Ferrari było zdecydowanie najszybsze. I deja vu z zeszłego sezonu.

12 okrążeń przed końcem wyścigu nastąpiło najistotniejsze wydarzenie tego pełnego emocji wyścigu. Kiedy wszyscy przygotowywali się do świętowania pierwszego zwycięstwa Leclerca, Charles niespodziewanie zwolnił i przez radio zaczął wysyłać niepokojące komunikaty do zespołu. Tracił moc. Zespół robił co mógł, by mu doradzić, jak poradzić sobie z problemem i dojechać do końca, ale na spadek tempa nie dało się nic poradzić. Nie działał jeden z cylindrów. Przez ostanie dziesięć okrążeń ci, którzy życzyli Leclercowi zwycięstwa, czyli niemal wszyscy kibice, musieli oglądać, jak Mercedesy zbliżają się, a potem wyprzedzają Charlesa, który nie miał szans nawet się bronić. Lewis minął go bez problemu, wykonując przepraszający gest. Wszyscy wiedzieli, kto w ten weekend wykonał najlepszą pracę.

W środku stawki nadal działo się sporo. Nienajlepsza strategia i kolizja z kolegą z zespołu, która pozbawiła go kawałka przedniego skrzydła sprawiły, że pod koniec wyścigu Daniel Ricciardo znalazł się po presją. Norris i Raikkonen dogonili go i wyprzedzili. To jednak nie było jeszcze najgorsze. To niewiarygodne, ale w na trzy okrążenia przed końcem oba samochody Renault stanęły niemal równocześnie w okolicach pierwszego zakrętu. Gdy Ricciardo wychodził z samochodu w tle widać było zepsute auto Hulkenberga. Niemiec jechał świetny wyścig. Mimo startu z dalekiej pozycji jechał pewnie po szóste miejsce. Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Ten nieprawdopodobny pech francuskiego teamu sprawił, że na punktowane pozycje awansowali Alexander Albon i Sergio Perez. Ten pierwszy zdobył w ten sposób swoje pierwsze punkty w F1 w swoim drugim wyścigu.

Nie on jeden. Szóste miejsce po Hulkenbergu odziedziczył Norris, który po wyścigu twierdził, że ciągle jeździ dosyć ostrożnie i zachowawczo. Mimo to zdołał być najlepszym kierowcą środka stawki na mecie, a jego manewr wyprzedzania Gasly’ego po zewnętrznej zakrętu 4 był jednym z manewrów wyścigu.

Siódmy był jak zawsze solidny Raikkonen. Fin mimo kłopotów podczas treningu, kiedy nie mógł zrobić symulacji wyścigu, na torze prezentował się bardzo solidnie, pokazując tez sporo agresji, między innymi po drugiej zmianie opon wyprzedzając na jednym okrążeniu obu kierowców Toro Rosso bez użycia DRS. Kimi dzięki swojej regularności na razie zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji kierowców, a Alfa Romeo jest czwarta w klasyfikacji konstruktorów. Tylko on punktował dla Alfy, ale konkurencja też punktuje tylko jednym zawodnikiem. Ricciardo, Grosjean i Sainz nie dojechali do mety w obu wyścigach. Szczególnie dwaj pierwsi z tej grupy dobrze wiedzą co znaczy pechowa seria.

Samochód bezpieczeństwa w końcówce uratował podium dla Leclerca, którego nie zdołał dogonić Verstappen. Max pokazał klasę podczas najgorszego weekendu Red Bulla od dawna. Gdyby nie samochód bezpieczeństwa stałby na podium. Po wyścigu stwierdził, że zespół na podium nie zasłużył. Wyścig w Bahrajnie potwierdził ostatecznie, że o walce o mistrzostwo Red Bull musi na razie zapomnieć. Fakt, że kiedy Red Bull ma zły dzień, naciskają go zespoły środka stawki to dobra wiadomość dla spragnionych akcji kibiców, ale zła dla Gasly’ego, który jak dotąd na tle Verstappena wypada fatalnie.

Pech Leclerca oznaczał szczęście dla Bottasa, który dzięki drugiemu miejscu nadal jest liderem klasyfikacji, co oznacza to, że teoretycznie nadal mamy czterech pretendentów do tytułu. Ferrari ma najszybszy samochód, ale Mercedes pokazuje, że umie wygrywać wyścigi. Jak na razie sezon zapowiada się bardzo ciekawie

Bottas powiedział, że nie jest przyzwyczajony do tego, że to inni maja pecha, musi jednak się poprawić. W Melbourne zarówno Ferrari jak i Hamilton mieli problemy. Kiedy mieli znów dobry dzień Bottas znowu był tam, gdzie rok temu. Jak na razie kierowcami, którzy robią najlepsze wrażenie są Hamilton i Leclerc.

Lewis w odróżnieniu od poprzednich sezonów, gdy mu nie idzie, nie traci skupienia. Po wyścigu został w Bahrajnie na testy, zdeterminowany by pracować nad samochodem, co w przeszłości nie byłoby oczywiste. Jak widać perspektywa, że w tym roku o mistrzostwo może być trudno, nie demotywuje go, wręcz przeciwnie. Hamilton wypowiada się z ogromnym szacunkiem o Leclercu, zdając sobie sprawę z jak wielkim talentem ma do czynienia. Po wyścigu wielokrotnie podkreślał, że to Charles zasłużył na wygraną i Mercedes musi ciężko pracować, by utrzymać prowadzenie nad zawodnikami Ferrari.

O klasie Leclerca świadczy nie tylko doskonała jazda, ale też spokój z jakim przyjął tę bolesną porażkę. Na torze pozostał skupiony, do końca walcząc o jak najlepszy wynik, po wyjściu z samochodu nie wyglądał na załamanego, dziękował zespołowi za świetny samochód. Ten niespodziewanie dobry nastrój bierze się z pewności siebie. Charles wie jakie są jego możliwości i wie, czego dokonał w Bahrajnie. Pokazał, że potrafi być lepszy od Vettela. Najpierw pokonał go w kwalifikacjach, potem w wyścigu dogonił go, wyprzedził i następnie mu odjechał. Ostatecznie ukończył wyścig przed swoim kolegą z zespołu, mimo że przez kilkanaście okrążeń jechał zepsutym samochodem. W końcówce wyścigu nikomu nie udało się poprawić jego najszybszego czasu okrążenia. W ten weekend Leclerc pokazał dominację godną największych mistrzów. Ogłosił się jako pretendent do tytułu.

Możliwe, że Leclerca należy uznać już teraz za faworyta numer jeden, bo Vettel wypadł na jego tle wyjątkowo fatalnie. Ten weekend przebiegł dla niego według znanego z zeszłego roku scenariusza. Wszystko zaczęło się od błędu zespołu w kwalifikacjach, ale to błędy Niemca przesądziły o ostatecznej porażce. W weekend, w który Leclerc objawił się jako nowa gwiazda Ferrari, Vettel przypomniał wszystkim, dlaczego zawodził w zeszłym roku.

Na koniec jeszcze słowo o Willamsie i Robercie Kubicy. Zarówno team jak i polski kierowca zaliczyli w Bahrajnie istotny krok do przodu, ale przed nimi jeszcze długa droga. Kubica w pierwszej części wyścigu walczył z Georgem Russellem, potem niestety został z tyłu, ale był znacznie bliżej swojego kolegi z zespołu niż w Australii. To dobry znak, zwłaszcza jeśli jego samochód rzeczywiście, jak twierdzi Kubica, zachowuje się na torze z niezrozumiałych powodów gorzej niż ten Russella.

Dla Williamsa kluczowe jest jak najszybsze zrozumienie samochodu, żeby wiedzieć jakie ustawienia są najlepsze i zobaczyć faktyczną stratę do reszty stawki. Obecnie zespołowi trudno jest nawet określić faktyczny potencjał i zidentyfikować kluczowe problemy. Testy w Bahrajnie i weekend w Szanghaju muszą dostarczyć potrzebnych danych, których analiza mogłaby spowodować, że w następnych wyścigach kierowcy skupią się w końcu na ściganiu, zamiast testowania i szukania po omacku przyczyn problemów.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race