Przynajmniej dwie nowe marki mogą pojawić się już niedługo w światowej klasie GTE. Możliwe, że grupa ta rozrośnie się nawet o więcej, niż dwa razy tyle.

Na tle niezwykle licznej klasy GT3, czołowa specyfikacja pojazdów GT wygląda dość skromnie – szczególnie, gdy pod uwagę weźmie się najważniejszą z serii, Długodystansowe Mistrzostwa Świata. Horrendalnie wysokie koszty budowy takiego pojazdu zniechęcają do walki nawet największe koncerny – niektóre z nich głęboko zagnieżdżone zresztą już w równie drogich (a nierzadko nawet i droższych), innych rywalizacjach na poziomie globalnym. Ostatnio jednak, coś pod tym względem się zmieniło – przynajmniej jeden z producentów praktycznie potwierdził już swój powrót, a kolejny, z nieoficjalnych informacji poważnie ku temu zmierza.

Tym pierwszym jest oczywiście BMW, które choć nie ogłosiło oficjalnie decyzji o pojawieniu się w WEC, to stwierdziło, że chce powrócić do rywalizacji na poziomie globalnym. Wielu obserwatorów nie ma wątpliwości, że jedno z drugim można stosować zamiennie – tym bardziej, że marka chce znów zbudować samochód w pełni zgodny z regulaminem FIA/ACO, co jeszcze niedawno było dla Bawarczyków niepotrzebnym mnożeniem kosztów. Nie da się ukryć, że jednym z powodów tej decyzji mogą być tu również słabe wyniki w głównej dla BMW serii GT, amerykańskich mistrzostw IMSA SportsCar, gdzie nowy M6 GTLM zaliczył po ośmiu odsłonach tylko trzy podia i zero zwycięstw – ale wyraźny nacisk szefa BMW Motorsport na globalny charakter zapowiedzianego na sezon 2019 programu dowodzi, że rzecz dotyczy czegoś o wiele większego.

W przeciwieństwie do BMW, informacje dotyczące Lamborghini opierają się wciąż na źródłach nieoficjalnych – nawet, jeśli mowa tu o kilku takowych u największych portali tego sportu. Dowodami za tą tezą może być jednak fakt, jak włoski producent i jego niemiecki nadzorca (Audi) nacisnęli na rozwój sportowej odnogi Lamborghini w ostatnich latach – szczególnie w przypadku Huracána GT3, którego budowę przejęli wspólnie z warsztatem Dallara od dotychczasowego wyścigowego partnera marki, Reiter Engineering. Z drugiej strony, jest jednak tu i pewien kłopot – przy wejściu Lambo do GTE, doszłoby do sytuacji analogicznej, jak w przypadku klasy LMP1 – należąca do koncernu Volkswagena włoska marka stałaby się konkurentem innego producenta podlegającego gigantowi z Wolfsburga, Porsche…

Jeszcze inna kwestia dotyczy producenta, który regularnie buduje w pełni homologowany pojazd GTE – a mimo tego umieszcza go praktycznie tylko w kontynentalnej serii wyścigów. Mowa oczywiście o Corvette, która w przeciwieństwie do BMW, nie pojawiła się nawet w serii Intercontinental Le Mans Cup – za to z roku na rok uczestniczy w 24-godzinnym Le Mans, raz po raz odnosząc tam niemałe sukcesy. Z oficjalnych informacji wiadomo tylko, że w WEC marka może pojawić się w czołowej klasie GTE Pro dzięki ekipie Larbre, która już od pewnego czasu planuje wystawienie tam jednego pojazdu – ale sporo plotek wzbudziła niedawna sugestia, że następca obecnej C7 Stingray może mieć silnik umieszczony za, a nie przed kabiną kierowcy. Z punktu widzenia świata wyścigów oznaczałoby to, że marka mogłaby poświęcić nawet historyczny kształt maszyny w imię lepszych jej właściwości na torze – a to znów mogłoby sugerować, że producent zamierza walczyć o najcenniejsze laury…

Spekulacje i plotki nie odchodzą także od producenta, który całkiem niedawno udowodnił, że jest w stanie poświęcić mnóstwo środków na bardzo ryzykowny projekt. Porażka prototypu GT-R LM, u wielu przywróciła realną możliwość zaistnienia japońskiej marki właśnie w klasie GTE – tym bardziej, że mowa tu w końcu o byłym mistrzu serii FIA GT1, w której wyścigowy GT-R okazał się być nadzwyczaj konkurencyjny. Ponadto, nie tylko kibice marki nie chcą, ażeby Nissan był pamiętany z ostatnich wyścigów Le Mans niemal tak, jak niesławny prototyp CLR Mercedesa – o ile więc marka nie powróci do LMP1 z konkurencyjnym prototypem, mogłaby poprawić swoje noty właśnie przez wystawienie GT-R w wersji GTE.

To, że plotki, a nawet realne plany i zapowiedzi wcale nie oznaczają szybkiego pojawienia się marki w rywalizacji, dowodzi jednak przypadek McLarena. O optymistycznym charakterze wypowiedzi szefów i kilku mocnych argumentach za powrotem Brytyjczyków mówiono wiele już dwa lata temu – a mimo tego marka z Woking wciąż „zastanawia się” nad takową decyzją. Przez dwa lata, McLarenów nie zobaczyliśmy ani w Le Mans, ani nawet w USA jako (podobnie, jak BMW) wzmocniony pojazd specyfikacji GT3 – a i co do przyszłego sezonu, oficjalnych informacji żadnych nie słychać. Ostatni triumfator 24h Le Mans samochodem GT dowodzi, że tak samo, jak na spore powiększenie listy producentów, należy też oczekiwać obecności wciąż tych samych marek – aby któregoś dnia nie znaleźć się na celowniku sporego kubła zimnej wody…

To, czego możemy się więc spodziewać w przyszłym roku, jest tylko powrót fabrycznego Porsche 911 – powrót z nowym modelem, najprawdopodobniej wyposażonym w turbosprężarki. Rok 2018 ma przynieść nam nowego Aston Martina, którym opierając się na informacjach samego producenta miałby być zaprezentowany na tegorocznych targach w Genewie DB11 – czy natomiast do gry wejdzie również Lamborghini i czy rok później jego konkurentem w WEC stanie się BMW, musimy cierpliwie czekać…

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race