Ostatni asfalt sezonu pod dyktando Toyoty

Rajd Japonii 2026 okazał się pokazem siły Toyoty, która na własnym terenie nie pozostawiła rywalom żadnych złudzeń. Japoński producent nie tylko zajął cztery pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej, ale także umocnił się na prowadzeniu w mistrzostwach świata producentów. Największym zwycięzcą weekendu był jednak Elfyn Evans, który odniósł drugie zwycięstwo w sezonie i znacząco zwiększył swoje szanse na zdobycie tytułu mistrza świata.
Tegoroczna edycja była wyjątkowa z kilku powodów. Po raz pierwszy w historii rajd rozegrano w maju, a nie jesienią. Był to również ostatni asfaltowy występ obecnej generacji samochodów Rally1 przed całkowitym przejściem sezonu 2026 na nawierzchnie szutrowe.
Już od czwartkowego shakedownu tempo narzuciła Toyota. Najszybszy był Sébastien Ogier przed Elfynem Evansem i Samim Pajarim, co zwiastowało dominację gospodarzy na wymagających asfaltowych trasach prefektur Aichi i Gifu.
Pierwszy odcinek specjalny wygrał Oliver Solberg, który błyskawicznie pokazał, że będzie liczył się w walce o zwycięstwo. Kluczowy dla losów rajdu okazał się jednak pierwszy przejazd legendarnego Isegami’s Tunnel. Evans pojechał tam znakomicie, wypracowując znaczącą przewagę nad rywalami i obejmując prowadzenie, którego nie oddał już do mety.
Warunki na trasie były bardzo wymagające. Wilgotne fragmenty asfaltu pozostawione po nocnych opadach sprawiały problemy kierowcom, a szczególnie boleśnie przekonał się o tym Takamoto Katsuta. Ulubieniec japońskich kibiców już na pierwszym oesie uderzył w skarpę i przebił oponę, tracąc cenne sekundy. Problemy miał także Adrien Fourmaux, który obrócił się na nawrocie w Isegami’s Tunnel.
Po pierwszym etapie Toyota zajmowała cztery czołowe pozycje. Evans prowadził przed Solbergiem, Ogierem i Pajarim, podczas gdy Hyundai nie potrafił znaleźć odpowiednich ustawień swoich i20 N Rally1.
Sobotni etap przyniósł największe emocje całego rajdu. Solberg od rana rzucił się do ataku i systematycznie odrabiał straty do Evansa. Po zwycięstwach na oesach Obara i Mt. Kasagi zmniejszył różnicę do zaledwie 10,6 s. Wszystko wskazywało na to, że walka o triumf będzie trwała do samego końca.
Próba odrobienia strat zakończyła się jednak dramatycznie. Na drugim przejeździe odcinka Mt. Kasagi Solberg popełnił błąd, uderzając swoją Toyotą GR Yaris Rally1 w drzewo. Szwed musiał wycofać się z rywalizacji, a jego marzenia o pierwszym zwycięstwie w sezonie prysły.
Wypadek Solberga otworzył drogę Evansowi do spokojniejszej końcówki rajdu. Na drugie miejsce awansował Ogier, a Pajari umocnił się na trzeciej pozycji dzięki serii bardzo szybkich przejazdów. Z kolei Katsuta odzyskał pewność siebie po nieudanym początku i awansował na czwarte miejsce.
Niedziela przebiegała już pod kontrolą lidera mistrzostw świata. Ogier próbował jeszcze zmniejszać straty, ale Evans nie popełnił błędów i bezpiecznie dowiózł zwycięstwo do mety. Walijczyk wygrał rajd z przewagą 12,8 s nad Francuzem, odnosząc trzeci triumf w historii swoich startów w Japonii.
Na najniższym stopniu podium stanął Sami Pajari, dla którego było to już piąte podium w siedmiu ostatnich startach. Tuż za nim finiszował Katsuta, który mimo świetnego tempa podczas finałowego etapu nie zdołał odrobić strat z piątku.
Najlepszym kierowcą Hyundaia był piąty Adrien Fourmaux. Thierry Neuville przez cały weekend zmagał się z problemami z balansem samochodu i zakończył rywalizację dopiero na szóstej pozycji. Hayden Paddon był siódmy, Jon Armstrong ósmy, a czołową dziesiątkę uzupełnili Nikołaj Griazin i Josh McErlean.
Griazin mógł jednak wracać do domu w znakomitym humorze. Kierowca Lancii wygrał kategorię WRC2 po niezwykle zaciętym pojedynku z Alejandro Cachónem.
Choć Solberg nie ukończył rajdu, zdołał uratować część weekendu. Dzięki restartowi w niedzielę wygrał klasyfikację Super Sunday oraz Power Stage, zdobywając komplet dodatkowych punktów.
Po siedmiu rundach sezonu Evans ma już 151 punktów i powiększył przewagę nad drugim Katsutą do 20 punktów. Toyota z kolei zgromadziła 370 punktów w klasyfikacji producentów i zdecydowanie umocniła się na pozycji lidera.
Rajd Japonii zakończył asfaltową część sezonu 2026. Teraz mistrzostwa świata przenoszą się na szutry, a kolejnym przystankiem będzie legendarny Rajd Akropolu. Jeśli jednak japońska runda miała wskazać głównego faworyta do mistrzowskiego tytułu, to po tym weekendzie trudno wskazać kogokolwiek innego niż Elfyn Evans.







