Aprilia kontra Aprilia. Tak nie wygrywa się mistrzostwa świata

Jorge Martin i Marco Bezzecchi, zawodnicy fabrycznej Aprilii, świętują zwycięstwo i drugie miejsce na podium w Grand Prix Włoch na torze Mugello, MotoGP 2026
© Piaggio Group/Aprilia Racing

Po tragicznym dla Aprilii weekendzie w Czechach, Marc Márquez ponownie zatriumfował. Hiszpan wrócił do rywalizacji o mistrzostwo świata MotoGP, które może być jego rekordowym. Tymczasem Jorge Martín i Marco Bezzecchi popełniają błędy i marnują szanse w walce o tytuł. Czy będą w stanie w końcu wykorzystać potencjał motocykla?

Nigdy nie skreślaj Marca Márqueza 

Marc Márquez wygrał drugie Grand Prix z rzędu, triumfując w Czechach, podczas gdy lider klasyfikacji generalnej nie zdobył żadnych punktów. Tym razem nie była to wina szarżującego Jorge Martína, ale koszmarny błąd Marco Bezzecchiego. Z powodu własnego karygodnego zachowania po wywrotce w sobotnim sprincie został wykluczony z niedzielnego wyścigu. Oprócz intensywnej refleksji nad własnym zachowaniem jedyne, co Włoch mógł zrobić, to przyglądać się jak Márquez odrabia kolejne cenne punkty.

Lepszego weekendu nie miał Jorge Martín, który ukończył w niedzielę wyścig na 9. miejscu po wykonaniu kary za spowodowanie incydentu w GP Węgier. W cały weekend fabryczna Aprilia zdobyła jedynie 12 punktów, tymczasem sam Marc Márquez 32.

Statystyki nie działają na korzyść Bezzecchiego. Márquez w trakcie dwóch rund odrobił 62 punkty straty do lidera klasyfikacji generalnej. Powtórzmy: w trakcie dwóch rund. Oczywiście wymagało to pomocy (niekompetencji) ze strony Martína i Bezzecchiego. Prędzej czy później mistrz świata dogoniłby rywali z Aprilii, ale nie powinno się to tak szybko wydarzyć, gdyby obaj stanęli na wysokości zadania.

Dziewięciokrotny mistrz świata już po świetnym weekendzie na torze Balaton Park zadeklarował, że wraca do walki o mistrzostwo świata. W Czechach wydawał się jeszcze bardziej zdeterminowany i podekscytowany. Kto by nie był, widząc zawodników Aprilii potykających się już po raz kolejny o własne nogi?

Aprilia przegrywa sama ze sobą

Obecnie Márquez traci zaledwie 40 punktów do Bezzecchiego, a za nami dopiero 9 z 22 rund. Włoch ma więc pewnego rodzaju poduszkę bezpieczeństwa, ale sflaczałą, szczególnie przy głodnym zwycięstwa Katalończyku. Co więcej, musi poradzić sobie z Jorge Martínem. Teoretycznie szansę ma również Fabio Di Giannantonio, bo traci jedynie 23 punkty do lidera klasyfikacji, ale to raczej optymistyczny scenariusz.

Wydaje się niewiarygodne, że Bezzecchi nie zdobył jeszcze kompletu punktów w żadnej rundzie tego sezonu, biorąc pod uwagę jak świetny jest RS-GP26 oraz problemy z formą Marca Márqueza. Nawet Jorge Martín zdobył 37 pkt. podczas weekendu na torze Le Mans, gdzie zbliżył się na jeden punkt w klasyfikacji do Włocha. 

Jorge Martin, Aprilia Racing, Grand Prix Francji 2026 MotoGP, meta, flaga w szachownicę
© PSP/Łukasz Świderek

To okazało się jednak jak dotąd jedynym jasnym punktem w sezonie Martína. Ogółem Hiszpan znajduje się krok w tyle za swoim kolegą z zespołu, co sam zresztą przyznaje. Gdy Bezzecchi nie przewraca się niepotrzebnie w sprintach, jest zwyczajnie szybszy na jedno kółko w kwalifikacjach i ma mocniejsze tempo w wyścigach.

Mistrz świata MotoGP z 2024 przyznał, że nie zna jeszcze limitu motocykla i nie odnalazł jeszcze swojego niegdyś świetnego tempa na jedno kółko. Niewątpliwie jest to pokłosie licznych obrażeń i wypadków w zeszłym sezonie. Co więcej, po GP Czech Martín, który wykazał się słabym tempem nawet uwzględniając kary, podejrzewa, że Aprilia zgubiła gdzieś kierunek i ma gorsze osiągi. Występ Ai Ogury w Czechach, w tym spektakularne pole position, każe jednak podejrzewać, że problem jest raczej z Hiszpanem.

CEO Aprilii Racing już na początku sezonu zapowiadał, że Ducati prędzej czy później ich dogoni. Nie wiadomo kiedy Massimo Rivola spodziewał, że to nastąpi, ale są powody, by sądzić, że już. Desmosedici GP26 nigdy nie był złym motocyklem, jedynie nie dominujący jak wcześniej. Teraz mogą stawić czoła marce z Noale, co potwierdzają nie tylko wyniki Marca Márqueza, ale też Pecco Bagnai.

Pęknięcia w Aprilii

Aprilia zaliczyła trzy wpadki wizerunkowe z rzędu. W Barcelonie Jorge Martín zderzył się z Raulem Fernandezem i popchnął później menadżera zespołu, Paolo Bonorę. Na Węgrzech mistrz świata storpedował Bezzecchiego i trzech innych zawodników tuż po starcie. W Czechach Bezzecchi uderzył sędziego wirażowego, za co został wykluczony z wyścigu.

Co więcej, ostatnie rundy pokazały, że w Aprilii może nie być tak przyjaźnie i kolorowo, jak wcześniej się wydawało. Różnica w reakcji Rivoli na błędy Martína i Bezzecchiego nie mogłaby być wyraźniejsza, co podchwyciły hiszpańskie media. Na Węgrzech włoski menedżer był bardzo zdenerwowany, posuwając się do stwierdzenia, że nie przeszkadzałaby mu większa kara dla mistrza świata z 2024. Niezwykle rzadka sytuacja.

Z kolei w Czechach Rivola bronił Bezzecchiego, wnioskując o mniejszą karę. Ostatecznie zaakceptował wykluczenie Włocha i potępił jego agresywne zachowanie, ale w wywiadach w niedzielę próbował łagodzić sytuację. Tymczasem Martín powiedział dość wymownie, że ma nadzieję, że w podobnym przypadku zespół równie mocno trzymałby jego stronę.

Marco Bezzecchi w boksie Aprilii podczas Grand Prix Czech, MotoGP 2026
© Piaggio Group/Aprilia Racing

Aprilia po raz pierwszy w MotoGP ma szansę na wygranie mistrzostwa świata. Jest to ambicja producenta z Noale, którą wyznaczył Rivola jeszcze w zeszłym roku. Wiadomo, że Martín przechodzi do Yamahy. Choć oficjalnie zespół twierdzi, że nie ma znaczenia, który z jego zawodników wygra tytuł, niewątpliwie korzystniej byłoby, gdyby mistrzem został Bezzecchi, złoty chłopiec Aprilii.

Nie ma co się dziwić, Bezzecchi zintegrował się z zespołem, stanął na wysokości zadania jako zawodnik fabryczny, przejmując rolę lidera. Jest jednym z powodów, dla których Aprilia walczy teraz o mistrzostwo.

Tymczasem konflikt Martína z Aprilią o rozwiązanie kontraktu w zeszłym roku nadal ciągnie się w tle. Oficjalnie wszystko zostało rozwiązane polubownie i zapomniane, ale raz złamane zaufanie trudno odbudować, a wiemy, że Rivola ceni lojalność.

Tytuł najpierw trzeba wygrać

Przez chwilę wyglądało, że Martín poradzi sobie z łatwością z Bezzecchim, ale jak dotąd to Hiszpan musi sięgać głębiej, aby go dogonić. Częściej niż mniej i tak mu się nie udaje. Hiszpan zgubił gdzieś swoje tempo i nie ma jeszcze odpowiedzi, gdzie je znaleźć.

Zawodnik z Rimini stanął na wysokości zadania w 2025, ale w tym roku nie. Przynajmniej narazie. Nadal ma problem ze sprintami i nie złożył jeszcze całej rundy godnej tytułu mistrzowskiego, nawet biorąc pod uwagę jego zwyczajowy wolny start weekendu i stopniowy progres.

Marco Bezzecchi świętuje z Aprilią zwycięstwo w Grand Prix Włoch na Mugello, MotoGP 2026
© Piaggio Group/Aprilia Racing

Do tego dochodzą problemy Bezzecchiego z kończeniem sprintów – Włoch wywrócił się w 4 z 9 dotychczasowych. Niewiarygodne, ile potencjalnych punktów oddali i pozbawili się zawodnicy fabrycznej ekipy Aprilii. Zanim przegrywają z innymi, przegrywają ze sobą. A gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. I tym trzecim jest Marc Márquez, który ma otwartą drogę do zdobycia dziesiątego tytułu mistrzowskiego w karierze.

Rivola słusznie mówi, że nie można jeszcze panikować, szczególnie w sytuacjach kryzysu, podobnie jak przesądzać o wszystkim po jednym dobrym wyścigu. Podejście słuszne, bo zaledwie dwie rundy wcześniej Aprilia świętowała historyczny sukces na torze Mugello, a Bezzecchi wyglądał pewniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie włoski menedżer jest świadomy, jak niebezpieczny jest Márquez.

Zdrowy Marc Márquez nie popełnia błędów, po prostu dominuje cały weekend, nawet jeśli wywraca się w treningach. Hiszpan powiedział, że GP26 jest motocyklem godnym mistrzostwa. I zamierza to wykorzystać.

Wiktoria Żupińska avatar
Wiktoria ŻupińskaOglądam i piszę o Formule 1 oraz MotoGP. Interesuje mnie polityka w sporcie i sport w polityce.

Powiązane tematy

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl