Nikita Johnson obiera za cel IndyCar w sezonie 2027

Nikita Johnson wchodzący na podium
© Makenna Wozniak | The Crow’s Nest

18-letni kierowca z St. Petersburga w przyszłym roku chce wystartować w pełnym sezonie serii IndyCar. Nikita Johnson zapowiedział jednak, że nie rezygnuje całkowicie ze startów w wyścigach IMSA. Aktualny wicelider serii Indy NXT może pojechać w rundach długodystansowych, w tym m.in. w inauguracyjnym, 24-godzinnym wyścigu na torze Daytona.

Johnson dołączył do zespołu Team RLL McLaren w ostatniej chwili, by zaliczyć pełny sezon w mistrzostwach IMSA. Kierowca ze Stanów Zjednoczonych dzieli McLarena 720S GT3 Evo z innym Amerykaninem, Maxem Estersonem.

Duet Esterson-Johnson zajmuje 9. miejsce w klasie GTD Pro, a ich najlepszy dotychczasowy wynik to 6. lokata wywalczona na torze Mosport w Kanadzie. Zdecydowanie lepiej Johnson radzi sobie w serii Indy NXT, gdzie ma tylko punkt straty do liderującego Enzo Fittipaldiego oraz 17 punktów przewagi nad trzecim w tabeli Tymkiem Kucharczykiem.

„Przyzwyczaiłem się do częstego podróżowania, kiedy dwa lata temu brałem udział w podwójnej kampanii w brytyjskiej F3 i USF Pro 2000. Byłem wtedy poza domem przez osiem tygodni, krążąc tam i z powrotem” – powiedział Johnson w wywiadzie dla portalu Sportscar365.

„Samo podróżowanie nie było wielkim wyzwaniem, ale przesiadanie się do innego samochodu w każdy weekend jest nieco trudne – to ciągłe przejścia z bolidów jednomiejscowych do samochodów GT. Myślę jednak, że poszło mi całkiem nieźle. Nie mogę zbytnio narzekać. Detroit było sporym wyzwaniem, bo w ten sam weekend ścigałem się w obu seriach. Każda sesja oznaczała inny samochód, więc bardzo trudno było dostosować auto do siebie i rozwijać się jako kierowca podczas tamtej rundy.”

Dla Estersona, jak i dla Johnsona, przesiadka do auta GT3 była „zdecydowanie trudna”, ale ten duet pokazał niejednokrotnie przebłyski.

„Jesteśmy dwójką debiutantów wchodzących do serii rywalizującej z wieloma weteranami. To ludzie, którzy są na szczycie świata wyścigów aut sportowych i radzą sobie tam niezwykle dobrze” – przyznał Johnson.

Co ciekawe, kierowca z USA przyznał, że miał tylko startować w otwierającym sezon wyścigu 24-godzinnym na torze Daytona w celu nawiązania kontaktów z ekipą Rahal Letterman Lanigan.

Biorąc pod uwagę fakt, że ekipa RLL sprzedała jedną ze swoich trzech licencji zespołowi Dreyer & Reinbold Racing, a Graham Rahal i Louis Foster mają kontrakty do końca 2027 roku, Johnson stwierdził, że jego szanse na angaż w IndyCar w zespole Bobby'ego Rahala spadły. Młody zawodnik wciąż szuka jednak innych możliwości.

Zapytany o swoje aspiracje związane z IndyCar, Johnson odpowiedział: „W tej chwili IndyCar to główny cel, podobnie jak próba zostania profesjonalnym, opłacanym kierowcą bolidów jednomiejscowych tak szybko, jak to możliwe. Będę starał się to osiągnąć na 2027 rok. Oczywiście z chęcią wystartuję w każdym wyścigu IMSA, w którym tylko będę mógł pojechać. Myślę, że Daytona byłaby dla mnie najłatwiejsza do zrealizowania. Jednak spróbuję dostać się do każdego wyścigu IMSA, w którym będę mógł wystartować równolegle z IndyCar.”

Powiązane tematy

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl