Palou przegrywa w sądzie z McLarenem. Gwiazda IndyCar musi zapłacić miliony

Wielomiesięczna batalia prawna pomiędzy Álexem Palou a McLaren Racing zakończyła się wyrokiem londyńskiego High Court. Czterokrotny mistrz IndyCar został zobowiązany do zapłaty ponad 12 milionów dolarów tytułem odszkodowania za naruszenie kontraktu z brytyjskim zespołem. To znacznie mniej niż pierwotnie domagał się McLaren, ale wciąż jedna z najwyższych kwot w historii sporów kontraktowych w amerykańskich wyścigach.
Wyrok zapadł w piątek po pięciotygodniowym procesie, który odbył się w ubiegłym roku. McLaren początkowo żądał blisko 30 milionów dolarów, a następnie obniżył roszczenia do 20,7 miliona, wskazując na straty wynikające z utraconych umów sponsorskich, wynagrodzeń kierowców oraz premii uzależnionych od wyników sportowych.
Sąd nie przyznał jednak racji McLarenowi w zakresie strat związanych z Formułą 1. Wszystkie zasądzone odszkodowania dotyczą wyłącznie działalności zespołu IndyCar i konsekwencji decyzji Palou o niewywiązaniu się z umowy na sezon 2024.
„Sąd w całości oddalił roszczenia McLarena dotyczące Formuły 1, które sięgały niemal 15 milionów dolarów”
– podkreślił Palou w oświadczeniu. „Ten wyrok pokazuje, że zarzuty wobec mnie były skrajnie przesadzone. Rozczarowuje mnie, że poświęcono tyle czasu i pieniędzy na walkę z roszczeniami, z których część – zdaniem sądu – nie miała żadnej wartości, tylko dlatego, że zdecydowałem się nie jeździć dla McLarena, gdy stało się jasne, że nie dostanę szansy w F1”
.
Hiszpan zaznaczył jednocześnie, że jest rozczarowany samym faktem przyznania jakichkolwiek odszkodowań: „McLaren nie poniósł realnych strat, biorąc pod uwagę korzyści, jakie osiągnął dzięki kierowcy, który mnie zastąpił. Analizuję dalsze kroki z moimi doradcami”
.
Największa część zasądzonej kwoty dotyczy utraconych wpływów sponsorskich. Palou ma zapłacić 5,3 miliona dolarów w związku z umową zespołu z NTT Data, kolejne 2,5 miliona dolarów z tytułu innych kontraktów sponsorskich w IndyCar oraz 2 miliony dolarów utraconych przychodów zależnych od wyników sportowych.
Pełne wsparcie dla swojego kierowcy zadeklarował właściciel Chip Ganassi Racing. „Alex ma nasze całkowite poparcie, teraz i zawsze. Znamy charakter naszego kierowcy i siłę naszego zespołu – to się nie zmienia”
– powiedział Ganassi. „Szanujemy proces prawny, ale skupiamy się na tym, co najważniejsze: na ściganiu, wygrywaniu i walce o kolejne tytuły”
.
Spór z McLarenem nie przeszkodził Palou w odnoszeniu sukcesów na torze. Od momentu wybuchu afery kontraktowej w połowie 2022 roku Hiszpan zdobył trzy kolejne mistrzostwa IndyCar oraz triumfował w Indianapolis 500. W pięciu ostatnich sezonach aż cztery razy sięgał po tytuł mistrzowski.
Geneza konfliktu sięga 2022 roku, gdy Palou podpisał kontrakt z McLarenem na starty w IndyCar, mimo że Chip Ganassi Racing posiadało opcję na jego usługi. Sprawę rozwiązano wówczas mediacją, a Palou mógł dołączyć do McLarena dopiero w 2024 roku, pełniąc wcześniej rolę kierowcy rezerwowego i testowego w Formule 1. Gdy jednak McLaren zakontraktował Oscara Piastriego do F1, a Palou dominował w IndyCar, Hiszpan uznał, że droga do królowej motorsportu została zamknięta i wycofał się z umowy.
McLaren argumentował, że nagła zmiana decyzji zmusiła zespół do chaotycznych poszukiwań zastępstwa i użycia aż czterech różnych kierowców w sezonie, co miało bezpośredni wpływ na obniżenie wypłat od kluczowych partnerów, w tym NTT Data i General Motors. Sąd uznał część tych argumentów, ale jednocześnie wyraźnie ograniczył skalę odpowiedzialności Palou.
Choć wyrok nie jest tak dotkliwy, jak pierwotnie zapowiadał McLaren, sprawa pozostaje jednym z najbardziej głośnych i kosztownych sporów kontraktowych ostatnich lat w światowym motorsporcie.












