Drobna zmiana, ogromne korzyści. Lamborghini Temerario nabrało tempa

Czy krytyka Lamborghini Temerario GT3 była przedwczesna? Po katastrofalnym debiucie w Spielbergu, gdzie kierowcy marki utknęli w ogonie stawki, druga runda DTM na torze Zandvoort przyniosła znacznie lepsze rezultaty, a Luca Engstler ukończył oba wyścigi w pierwszej ósemce.
Wyraźna poprawa tempa nowego samochodu nie obyła się bez kontrowersji. Komisja techniczna DTM pozwoliła ona zespołom Lamborghini na wykorzystanie konfiguracji tylnego skrzydła, która nie była uwzględniona w standardowej homologacji FIA, co nie spodobało się pozostałym producentom. Dzięki dodatkowej homologacji maksymalny osiągalny kąt natarcia został zwiększony z siedmiu do dwunastu stopni.
„To suma wielu czynników, ale oczywiście skrzydło nam pomaga”
– wyjaśnia szef zespołu, Gottfried Grasser. „Docisk generowany przez tylne skrzydło wpływa głównie na sterowność, ponieważ pozwala pewniej wchodzić w zakręty i sprawia, że samochód jest łatwiejszy do opanowania. Ułatwia to również ustawianie auta”
.
Z zewnątrz różnica jest niemal niewidoczna, ponieważ zmodyfikowano jedynie mocowanie skrzydła, pozwalając na jego ustawienie pod większym kątem. Zmiana ma przede wszystkim pozytywny wpływ na zakręty o wysokich prędkościach, ponieważ poprawia stabilność aerodynamiczną auta. Co więcej, pomaga w balansie – Temerario GT3 generowało dotychczas zbyt mały docisk na tylnej osi, co powodowało niestabilność w szybkich sekcjach.
Zwiększenie docisku o kilka kilogramów wiąże się jednak z konsekwencjami: spadek prędkości maksymalnej. Aby to zrównoważyć, Temerario otrzymało w Zandvoort dodatkowe 0,1 bara ciśnienia doładowania w najwyższym zakresie obrotów, ponownie wykraczając poza homologację FIA. Na takie same zmiany zezwoliło także SRO w cyklu GT World Challenge Europe.
Czy auto sprawiało wrażenie nowej maszyny? „I tak, i nie. To byłoby przesadne stwierdzenie”
– stwierdza Grasser.











