Verstappen: To było bardzo niebezpieczne. W pewnym momencie człowiek ma już po prostu dość

Max Verstappen nie ukończył Grand Prix Wielkiej Brytanii po awarii samochodu w końcówce wyścigu. Kierowca Red Bulla nie ukrywał rozczarowania i stwierdził, że usterka tylnego skrzydła była nie tylko frustrująca, ale przede wszystkim niebezpieczna.
Holender odpadł z rywalizacji na pięć okrążeń przed metą, gdy w szybkim zakręcie Stowe stracił panowanie nad samochodem i zakończył jazdę w żwirze. Jak wyjaśnił po wyścigu, przyczyną był problem z tylnym skrzydłem, bardzo podobny do tego, który doprowadził do jego wypadku tydzień wcześniej podczas kwalifikacji do Grand Prix Austrii.
Here's what happened to Max 👇#F1 #BritishGP pic.twitter.com/X1BMh6spR9
— Formula 1 (@F1) July 5, 2026
„To było podobne do Austrii, choć sama usterka była inna. Efekt okazał się jednak taki sam. Podczas skręcania tylne skrzydło nie zamknęło się całkowicie, przez co straciłem dużą część docisku i po prostu wypadłem z toru”
– powiedział Verstappen.
Czterokrotny mistrz świata przyznał, że właśnie dlatego jego reakcja przez radio była tak emocjonalna. Podkreślił, że sytuacja mogła skończyć się znacznie gorzej.
„To bardzo niebezpieczne, bo można zrobić sobie krzywdę. Zdarzyło się to już drugi raz. W Austrii miałem szczęście i tutaj również. W pewnym momencie człowiek ma już po prostu dość”
– stwierdził.
Verstappen zdradził również, że jeszcze przed startem proponował zespołowi rozpoczęcie wyścigu z alei serwisowej. Chciał wymiany jednostki napędowej oraz większych zmian w ustawieniach samochodu, jednak Red Bull zdecydował się pozostawić bolid w konfiguracji przygotowanej po kwalifikacjach.
„Wolałbym startować z alei serwisowej. Powiedziałem zespołowi, że w wyścigu zobaczymy dokładnie to samo, co wcześniej. I właśnie tak się stało”
– wyjaśnił.
Mimo problemów Verstappen długo utrzymywał się w czołówce i przed awarią zmierzał po trzecie miejsce. Sam kierowca uważa jednak, że taki rezultat nie oddawałby rzeczywistego tempa Red Bulla.
„Mieliśmy szczęście, że inni mieli swoje problemy. Nawet gdybyśmy ukończyli wyścig na podium, nie byłby to wynik, na który naprawdę zasłużyliśmy. Na twardych oponach byliśmy bardzo wolni. Nie wiem, jak udało mi się tak długo utrzymywać za sobą George'a i Lewisa. Przez cały weekend brakowało odpowiedniego balansu, a do tego byliśmy wolniejsi na prostych od drugiego samochodu naszego zespołu. Wyścig wyglądał dokładnie tak, jak przewidywałem”
.
Holender nie ukrywał, że obecna sytuacja Red Bulla daje mu niewiele powodów do optymizmu. Wskazał, że zespół zmaga się z wieloma problemami jednocześnie – od osiągów jednostki napędowej, przez balans samochodu, aż po awarie tylnego skrzydła.
„Trzeba byłoby być bardzo spokojnym człowiekiem, żeby zachować teraz optymizm. Potrzebuję kilku dni, żeby odpocząć i zresetować głowę. W tej chwili zbyt wiele rzeczy idzie nie tak. I nie mówię nawet o samym tempie”
– przyznał.
Zapytany przez holenderskie media, czy przed Grand Prix Belgii zamierza odbyć poważną rozmowę z kierownictwem Red Bulla, odpowiedział krótko: „Szczerze mówiąc, przez jakiś czas nie chcę mieć z tym nic wspólnego”
.












