Hamilton bez owijania w bawełnę: Silnik powinien ciągnąć do końca prostej, jak w czasach V8 i V10

Lewis Hamilton po Grand Prix Kanady odniósł się do obecnych regulacji technicznych i zmniejszenia poziomu odzyskiwania energii. Kierowca Ferrari stwierdził, że poprawki wprowadzone przez FIA są dobrym krokiem naprzód, jednak nie jest to poziom zamierzchłych czasów silników V8 i V10.
Obecne regulacje techniczne budzą sporo kontrowersji pod kątem jednostki napędowej, a w szczególności zarządzania energią elektryczną i rozkładem mocy 50/50 po stronie silnika spalinowego i akumulatorów.
W ostatnim czasie Międzynarodowa Federacja Samochodowa postanowiła wprowadzić pewne zmiany po stronie odzyskiwania i używania energii elektrycznej, co pod realnie przełożyło się na większe zadowolenie kierowców z jazdy bolidami. Nie mniej po weekendzie w Montrealu Lewis Hamilton w dalszym ciągu uważa, że korzystanie i operowanie energią niepochodzącą ze spalania paliwa jest „dziwnym uczuciem”
. Brytyjczyk był jednak zadowolony z faktu, że do samego końca mógł Grand Prix Kanady naciskać i walczyć o drugą pozycję z Maxem Verstappenem.
Hamilton marzy o powrocie silników V8 lub V10
Kiedy Lewis Hamilton wchodził do F1 w sezonie 2007, w bolidach montowane były jednostki wolnossące V8 bez dodatkowych „wspomagaczy” w postaci KERS, MGU-K, czy MGU-H. To właśnie ten okres zdaniem siedmiokrotnego mistrza świata najlepiej definiował rywalizację na szczycie, inaczej, niż ma to miejsce teraz przy silnikach hybrydowych V6 z rozłożeniem po połowie rozkładu mocy: „To zdecydowanie nie jest coś naturalnego, to pewne. Myślę, że nadal jest to dziwne uczucie”
– powiedział Brytyjczyk. „Zmniejszasz moc, otwierasz przepustnicę, a potem moc zanika gdzieś w połowie prostej, a obroty zaczynają spadać. To nie jest to, co powinno być w sporcie motorowym. Silnik powinien dawać z siebie wszystko aż do końca prostej i po prostu ciągnąć i ciągnąć. Tak robiono w czasach V8 i V10. Po prostu ciągnąć i ciągnąć”
.
Powrót do starej szkoły przygotowania
Hamilton przed GP Kanady kolejny raz nie odbył sesji przygotowawczej w symulatorze, podobnie jak uczynił to przed GP Chin. W obydwu przypadkach kierowca Ferrari był zdolny stanąć na podium i w kolejnych weekendach wyścigowych zamierza kontynuować ten trend, aby w pełni zaufać swoim instynktom w przygotowaniu auta: „Jeśli spojrzeć na dwa najlepsze wyścigi, w których brałem udział, to nie korzystałem z symulatora. Szczerze mówiąc, tak właśnie było. We wszystkich poprzednich mistrzostwach, z wyjątkiem chyba 2008 roku, nie korzystałem z symulatora. To nie jest konieczne. To narzędzie, które może być potężne, ale ja jestem staromodny. Prawdopodobnie radzę sobie lepiej bez niego”
.

















