Ferrari znalazło następcę Lewisa Hamiltona? Wykluwa się jeden faworyt

Oliver Bearman jest aktualnie na pole position w walce o fotel w Ferrari, gdy z królowej motorsportu odejdzie Lewis Hamilton. Za Brytyjczykiem z Haasa niezwykle udany początek sezonu, a podtrzymanie tej formy sprawi, że marzenia może przekuć w realny cel.
Za Lewisem Hamiltonem kilka bardzo trudnych sezonów. W przyziemnej erze bolidów siedmiokrotny mistrz świata nie zdołał zdobyć ani jednego tytułu, a ostatni sezon ery, a zarazem pierwszy w czerwonym kombinezonie, zakończył bez miejsca na podium. Od finału kampanii w 2021 roku Brytyjczyk wygrał zaledwie dwa wyścigi – wszystkie w 2024 roku.
Nowa era samochodów w F1 wyraźnie pokazała, że Lewis Hamilton odżył. W Melbourne otarł się o podium, kończąc zawody na 4. miejscu, ale w Chinach dopiął swego i zdobył pierwsze „pudło” z ekipą Ferrari. W mediach pojawiają się jednak w dalszym ciągu spekulacje, że obecny sezon może być ostatnim w F1 dla Hamiltona.
W lutym Brytyjczyk skończył 41 lat i jest jednym z kierowców, którzy mają umowę do końca 2026 roku. Rynek transferowy przed obecną kampanią był stosunkowo spokojny. W Red Bullu i Racing Bulls doszło do roszad, a do stawki dołączyli Arvid Lindblad oraz ponownie Valtteri Bottas i Sergio Pérez. Z królową motorsportu pożegnał się za to Yuki Tsunoda.
Ekipy czuły, że potrzebowały stabilności, stąd tak mała liczba zmian. Inaczej może być jednak już po pierwszych rundach sezonu 2026, kiedy zarówno zespoły, jak i kierowcy mogą zacząć szukać roszad.
Nawet gdyby Lewis Hamilton zdecydował się na pozostanie w zespole Ferrari i kontynuowanie kariery, Ollie Bearman pozostaje faworytem do przejęcia jego fotela. To, co go wyróżnia, to przede wszystkim fakt, że miał okazję ścigać się w barwach Ferrari i to w wyjątkowych okolicznościach. Podczas Grand Prix Arabii Saudyjskiej 2024 Carlos Sainz Jr zmagał się z zapaleniem wyrostka robaczkowego i nie mógł wziąć udziału w rywalizacji.
Ścigający się wówczas w Formule 2 i będący członkiem akademii kierowców Ferrari Oliver Bearman wsiadł za kierownicę bolidu F1. W debiucie zajął rewelacyjne siódme miejsce, czym wzbudził niemały poklask w padoku. Na tym jednak nie koniec. Gdy Kevin Magnussen jako pierwszy kierowca w historii F1 musiał pauzować za uzbieranie 12 punktów karnych, w jego fotel wskoczył Bearman i znów zapunktował. W wyraźnie gorszym samochodzie dojechał na 10. miejscu.
W Brazylii, gdzie Magnussen zachorował, znów zastąpił go Bearman, jednak Brytyjczyk dojechał wtedy na 12. miejscu. Warto jednak podkreślić, jak zupełnie inne były to zmagania. Wszakże doświadczyliśmy pogoni Maxa Verstappena z 17. na 1. miejsce. Wielu doświadczonych zawodników nie mogło poradzić sobie z panującymi warunkami, podczas gdy Bearman dojechał do mety.
Jego forma musiała poskutkować fotelem w Formule 1 i tak też się stało. W 2025 roku został kierowcą Haasa i pokonał znacznie bardziej doświadczonego kolegę z zespołu – Estebana Ocona. W Meksyku ukończył zmagania na 4. miejscu, walcząc nawet w pewnym momencie z Maxem Verstappenem.
Brytyjski kierowca imponuje jeszcze bardziej na początku obecnej kampanii. Esteban Ocon nie zdołał zdobyć ani jednego punktu, podczas gdy Bearman nie dojechał do mety na gorszej lokacie niż ósma. W klasyfikacji generalnej znajduje się obecnie na 5. miejscu, choć tu trzeba ostudzić emocje, gdyż za nim są kierowcy McLarena (Piastri ma 0 punktów) mierzący się z kłopotami oraz Max Verstappen, który musiał wycofać się z Grand Prix Chin. Wspomniany Holender nie mógł przez większość wyścigu poradzić sobie z brytyjskim kierowcą Haasa.
Za nami dopiero dwie rundy sezonu 2026 w Formule 1, ale przy takiej formie Oliver Bearman zdecydowanie może aspirować do przejęcia w przyszłości fotela Lewisa Hamiltona.









