Rewolucja 2026 w F1: przełom czy początek kłopotów?

Arvid Lindblad na torze Bahrain International Circuit podczas pierwszego dnia testów, 11 lutego 2026, F1 2026 Testy
© Getty Images/Red Bull Content Pool

Po pierwszym teście w Bahrajnie na jaw wyszły problemy z nową generacją bolidów. Wielokrotni mistrzowie świata skrytykowali samochody i sposób jazdy, który wymusza. Jednak nie tylko im nie podoba się, że będą musieli zarządzać energią, zamiast jechać na pełnym gazie. Czy pomysł okazał się lepszy niż wykonanie?

Nowe bolidy F1 w ogniu krytyki 

Po pierwszym teście w Bahrajnie kierowcy F1 wyrazili swoje opinie o nowej generacji bolidów. Można śmiało powiedzieć, że większość z nich nie jest pochlebna. Jeśli FOM i FIA liczyły na pozytywny odzew i zjednoczoną linię PR-ową, to na pewno nie otrzymała ich od najbardziej rozpoznawalnych twarzy sportu.

Trzej wielokrotni mistrzowie świata skrytykowali bolidy F1 2026. Lewis Hamilton zwrócił uwagę, że zasady ścigania się i terminologia będą tak skomplikowane, że publiczność może ich nie zrozumieć. Przyrównał również szybkość samochodu w zakrętach do bolidów GP2, serii przemianowanej w 2017 na F2. W podobnym tonie wyraził się Fernando Alonso, tyle że bardziej dosadnie. Hiszpan powiedział, że w zakręcie 12. na torze Sakhir kierowcy jadą tak wolno, że nawet szef kuchni byłby w stanie to zrobić.

Alonso zasugerował też, że najbardziej nagradzani zostaną ci kierowcy, którzy najlepiej zarządzają energią, insynuując, że nie chodzi stricte o umiejętności.

Zaprzeczył też powszechnie wyznawanej nadziei, że to zawodnicy będą odgrywać większą rolę i nowe regulacje techniczne okażą się korzystniejsze dla inteligentniejszych kierowców. Dwukrotny mistrz świata stwierdził, że to inżynierowie odegrają kluczową rolę, instruując, jak najlepiej wykorzystać energię elektryczną z baterii. Stwierdził nawet, że kierowcy przestają być potrzebni.

Formuła E na sterydach?

Najbardziej krytyczny okazał się jednak Max Verstappen, który drugiego dnia testów zrzucił odpowiednik PR-owego granatu na nową generację F1. Wykazując się znaną już szczerością i bezpośredniością, przyrównał bolidy do Formuły E na sterydach. Nazwał je zaprzeczeniem tego, czym królowa motorsportu powinna być i co reprezentować.

Holender powiedział, że jazda bolidem F1 2026 nie jest przyjemna ze względu na wymagania związane z zarządzaniem energią z baterii. Zgodnie z przepisami technicznymi, udział energii elektrycznej w jednostce napędowej osiągnął prawie 50%. W poprzedniej erze podział w hybrydzie wynosił 85-15, gdzie przeważała moc dostarczana z silnika spalinowego.

Max Verstappen na torze Sakhir w Bahrajnie podczas testów przedsezonowych F1 2026
© Getty Images/Red Bull Content Pool

Ze względu na przepisy, już podczas testów w Bahrajnie stało się jasne, że kierowcy będą musieli stosować technikę znacznie bardziej lift and coast, aby doładować baterie. Oznacza to, że maksymalna prędkość zostanie osiągnięta już w połowie prostej, ale potem zawodnicy muszą odpuścić pedał gazu.

Komentarze Maxa Verstappena sprowokowały Jeffa Doddsa, CEO Formuły E, do odzewu. Zaprosił Holendra na przejażdżkę i zasugerował nawet, że bardziej mu się spodoba niż w F1. Twierdzi, że mające zdebiutować pod koniec roku bolidy FE czwartej generacji są 30% szybsze niż obecne samochody Formuły 1.

Sergio Pérez również zasugerował, że ściganie w F1 może upodobnić się do FE. Do grona niezadowolonych kierowców dołączył też Charles Leclerc, choć był bardziej dyplomatyczny. Monakijczyk przyznał, że jazda bolidami 2026 zbytnio mu się nie podoba, ale „tak już jest” i przyjmie nowe wyzwanie, jakim jest adaptacja do nowych samochodów. Przyznał jednak, że wyprzedzanie może być znacznie trudniejsze niż wcześniej, wnioskując z dotychczasowych symulacji.

Problemy pojawiły się wcześniej 

Bez względu na to, czy zgadzacie się z opinią Maxa Verstappena, obawy związane z zarządzaniem energią pojawiły się już parę lat wcześniej. W Bahrajnie jedynie się potwierdziły.

Jeszcze w 2023 Christian Horner, CEO i szef zespołu Red Bull Racing, ostrzegał, że wyniku przepisów 2026 odnośnie podwozia mogą powstać „samochody Frankensteina”. Wszystko dlatego, że konstrukcje będą rekompensować niedobory energii spowodowane przez nowe jednostki napędowe.

Charles Leclerc z Monako za kierownicą bolidu Scuderia Ferrari SF-26 (nr 16) podczas drugiego dnia testów F1 na torze Bahrain International Circuit 12 lutego 2026 r. w Bahrajnie
© Pirelli

Jeszcze w zeszłym roku na posiedzeniach Komisji F1 rozmawiano o potencjalnym zmniejszeniu udziału energii elektrycznej w jednostce napędowej na niektórych torach. Obawiano się, że bolidom zabraknie mocy w miejscach jak Monza, gdzie jest mniej możliwości doładowania baterii niż np. na torze Sakhir. Dyskutowano wtedy o redukcji z 350 kW do 200 kW.

Co więcej, po Bahrajnie ponownie pojawiła się kwestia startów. Bateria elektryczna załącza się dopiero przy prędkości 50 km/h. Sęk w tym, że turbo potrzebuje około 10 sekund pracy na wysokich obrotach, aby zaczęło działać. Wszystko to przez brak MGU-H, czyli generatora odzyskiwania energii cieplnej, który zamieniał niewykorzystaną energię cieplną spalin w energię elektryczną i napędzał turbosprężarkę.

Jak się okazuje, na potencjalny problem startu bolidów zwrócił uwagę już 2025 Fred Vasseur. Szef zespołu Ferrari ostrzegał, że mogą zaistnieć kłopoty, ale go zignorowano. Teraz po teście w Bahrajnie ta kwestia stała się naglący. Istnieją obawy, że część samochodów może nie być gotowa na czas i pozostać na starcie. Co oczywiście grozi tym, że może powstać karambol, a sama F1 ryzykuje ośmieszeniem się.

Koncept lepszy niż wykonanie

Oczywiście nie każdy kierowca ma tak złe zdanie o nowej generacji bolidów, jak Verstappen czy Alonso. George Russell zaapelował, aby nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków i dać samochodom szansę. Zgodził się też z opinią Lando Norrisa, który sądzi, że zawodnicy są w uprzywilejowanej pozycji, otrzymując spore wynagrodzenie za swoją pracę.

Obaj Brytyjczycy stwierdzili, że jeśli Verstappen chce odejść z F1, o czym w ostatnich latach często wspomina, to nikt go nie będzie przed tym zatrzymywał. Z czego wynika ta różnica zdań?

Być może Russell i Norris chcą być bardziej pozytywni, zgodnie z nieoficjalnymi oczekiwaniami organizatorów. Być może nie czują się na tyle swobodnie, aby krytykować nowe przepisy, bo nie mają tak ugruntowanej pozycji i pasma sukcesów jak Verstappen i Hamilton, czując, że muszą jeszcze coś udowodnić? A może zwyczajnie mówią tak, bo mają silniki Mercedesa, które typowane są na najlepsze w stawce? Z pewnością trudniej jest krytykować rozwiązania i regulacje, na których można znacznie skorzystać i odnieść upragniony sukces.

Krytyki nie powinno się ignorować

Wybrani dziennikarze również kwestionowali wcześniej przepisy 2026, sugerując, że ponownie jak w 2014 zbytnio skupiają się na formule silnikowej. Zostały stworzone na bazie kompromisu, aby zachęcić więcej producentów do zaangażowania się sport lub pozostania w nim (Honda i Audi).

Tak czy inaczej, kierowcy mogą i powinni krytykować aspekty sportowe, jeśli uważają, że są niekorzystne. Owszem, otrzymują duże wynagrodzenie, ale to nie ma żadnego związku z kwestią ścigania się. Formuła 1 wyznaczać nowe kierunki rozwoju i rozwiązania. Zamiast tego podążyła za trendami branży motoryzacyjnej.

Bahrain Test Week 1, Wednesday, Getty Images
© Mercedes-Benz/Getty Images

Podobnie jak inni sportowcy, którzy krytykują warunki i zasady w ich dyscyplinach, tak samo powinno być w F1. Wysokość pensji nie oznacza automatycznej zgody ze wszystkimi aspektami wykonywanej pracy, przemilczania niewygodnych dla organizatorów mistrzostw spraw czy braku krytyki. FIA nie przewidziała nagród za milczenie i pozytywny PR.

Verstappen, Alonso i Hamilton mają łącznie 13 tytułów mistrzowskich. Wygrywali w różnych erach przepisów technicznych Formuły 1. Siedmiokrotny i dwukrotny mistrz świata to najbardziej doświadczeni kierowcy w historii sportu.

Osiągnięcia tej trójki mówią same za siebie, więc gdy wyrażają swoją krytykę, raczej trudno ich zwyczajnie zignorować. I nie powinno się tego robić, zachęcając do przejścia na emeryturę czy odejścia z F1.

Wiktoria Żupińska avatar
Wiktoria ŻupińskaOglądam i piszę o Formule 1 oraz MotoGP. Interesuje mnie polityka w sporcie i sport w polityce.

Powiązane tematy

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl