Szanse na zwycięstwo Toyoty zmalały? Nastroje w zespole nie są najlepsze

Kwalifikacje do 24-godzinnego wyścigu Le Mans nie poszły japońskiemu konstruktorowi najlepiej. Po awansie z czwartkowej czasówki, kolejnego dnia załogi zajęły dwa ostatnie miejsca w pierwszej sesji Hyperpole.
Ich strata była znacząca, a prędkość zmierzona na prostej najniższa z całej stawki. Kluczowe były jednak limity toru. Sędziowie łącznie skasowali Toyocie aż trzy pomiary, w tym te decydujące.
Po dwóch pierwszych rundach Długodystansowych Mistrzostw Świata ubiegłoroczni wicemistrzowie klasyfikacji producentów zajmują drugie i czwarte miejsce, ustępując jedynie BMW M Team WRT.
Ich rywale zdominowali kwalifikacje, zabezpieczając pole position i czwartą lokatę. Choć pozycja na starcie nie ma większego znaczenia podczas 24-godzinnego wyścigu, w ekipie wyczuwalna jest napięta atmosfera.
„Jechałem po lepszy czas okrążenia, ale niestety złamałem limity toru w siódmym zakręcie” – powiedział Kamui Kobayashi, szef zespołu prowadzący w kwalifikacjach samochód z numerem 7.
„Nie było to dla mnie oczywiste z poziomu kokpitu, ale okrążenie zostało skasowane. Wyścig jest trudniejszy, gdy startujesz z 14. i 15. pola. Potrzebujemy trochę szczęścia, ale zmagania są długie. Czeka nas ciężka praca, aby dobrze się przygotować i pojechać czysty wyścig”.
„To była trudna sesja Hyperpole” – mówił Ryō Hirakawa, kierowca siostrzanej załogi numer 8. „Myślę, że moje pierwsze pomiarowe okrążenie było przyzwoite, ale na drugim zostałem przytrzymany przez inny samochód”.
„Jestem naprawdę rozczarowany, bo dałem z siebie wszystko i nie udało mi się uzyskać czasu, na który liczyłem. Teraz musimy zostawić to za sobą, zresetować się i skupić na poprawie pozycji w wyścigu”.
Nyck de Vries zaznaczył, że osiągi samochodu wciąż nie spełniają oczekiwań zespołu. Dla Toyoty to ostatni moment na przygotowanie do walki o pierwsze zwycięstwo od 2022 roku.


















