Adam Małysz: Rzeczywistość szybko zweryfikowała moją umiejętność jazdy

Adam Małysz, Red Bull Drift Masters Grand Finale, PGE Narodowy, Warszawa
© Joerg Mitter / Red Bull Content Pool

Na PGE Narodowym w Warszawie, podczas Red Bull Drift Masters Grand Finale, Roksana Ćwik porozmawiała z Adamem Małyszem. Legendarny skoczek, a obecnie kierowca rajdowy, opowiedział o trudnych początkach w motorsporcie, różnicach między skocznią a rajdami, najtrudniejszych chwilach na Dakarze oraz o tym, jak dziś patrzy na rozwój skoków narciarskich.

Jak to jest być skoczkiem narciarskim, utytułowanym mistrzem, legendą, który skacze po ponad 200 metrów i nagle przesiada się do samochodu? Jaka jest różnica pomiędzy byciem skoczkiem a kierowcą?
„Jest potworna różnica, dlatego że to jest zupełnie inny sport. Gdy sportowiec przechodzi do innej dyscypliny, nie zaczyna od zera, bo jest przygotowany mentalnie – wie, że od razu nie będzie wygrywał, tylko musi ciężko pracować, ale często zderza się też z barierą – wydaje mu się, że będzie łatwiej. Tak jest w każdym sporcie, jeśli ktoś zmienia dyscyplinę. Dlatego sportowcom, którzy już rywalizowali zawodowo, łatwiej wejść w nową dziedzinę”.

Co Pana najbardziej zaskoczyło, kiedy przesiadł się Pan do sportów motorowych?
„Przede wszystkim to, że człowiek myśli: «mam prawo jazdy od 15-16 lat, umiem jeździć». A rzeczywistość szybko to zweryfikowała. Pierwsze testy na poligonie w Drawsku – na dwóch kilometrach osiem razy byłem blisko dachowania. Wyszedłem, trzęsły mi się ręce i pomyślałem: «czy to na pewno dla mnie?». Ale tak jak w skokach – krok po kroku. Jeden zakręt się udał, drugi też, i to nakręcało, żeby jechać coraz lepiej, zawsze był to taki kop do przodu, by jechać szybciej i bardziej technicznej”.

Czy trudno było przestawić się z dyscypliny, gdzie jest Pan sam, do sportu, gdzie obok cały czas mówi pilot?
„To nie tylko na początku, ale cały czas jest to wyzwanie. Na początku oddajesz się pilotowi w 100%, bo to jego działka i on jakby za to odpowiada. Później, im więcej jeździsz, tym częściej masz swoje zdanie. Z Rafałem [Martonem, pilotem] mieliśmy – teraz nie pamiętam czy na pierwszym, czy drugim Dakarze – kiedyś na Dakarze ciche dni – pokłóciliśmy się, każdy chciał inaczej jechać, ale najważniejsze, że potem się pogodziliśmy (śmiech). Współpraca kierowcy i pilota jest kluczowa, bo obaj chcą przejechać odcinek jak najlepiej i wygrywać”.

Najśmieszniejsza i najtrudniejsza sytuacja w karierze motorsportowca?
„Było ich kilka. Raz na Dakarze z Xavierem Panseri wylądowaliśmy na drzewie – drzewo wbiło się między nas. Nie wyglądało to dobrze, ale jak wyszliśmy z auta, to sami się śmialiśmy, że można z góry spaść na drzewo i nabić się na nie… Kibice nam pomogli aby to auto położyć z powrotem na koła. Innym razem w Afryce, jadąc na pełnym gazie na wydmę, wylecieliśmy w powietrze i spadliśmy na innego kierowcę i to nie było łatwe, bo w powietrzu nie da się już skręcić. On już nie pojechał, a my będąc na boku wybiliśmy szybę nogami, założyliśmy gogle narciarskie i to był jeden z moich najlepszych odcinków. Rafał śmiał się, że jak czuję wiatr w twarz, to jadę lepiej (śmiech)”.

Co mentalnie bardziej Pana napędzało – Dakar czy skoki na mamuciej skoczni?
„Nie da się porównać. Dakar to pustkowia, kibiców jest niewielu. Odcinki specjalnie na wydmach, na szutrach, gdzie jak już są kibice, to jest ich bardzo mało i przez cały czas jedziesz, a ci kibice pojawią się, ale to pojedyncze osoby. Chyba, że jest to dojazdówka i wjeżdżasz do jakiegoś miasta, to są ich setki, a w skokach zawsze rywalizujesz przed tysiącami. Stres przed oddaniem skoku jest zdecydowanie większy”.

Czy przygotowując się do pierwszego Dakaru, miał Pan wsparcie także mentalne, nie tylko fizyczne?
„Oczywiście, że tak, choć nie był to psycholog, a rozmowy i treningi z zawodnikami, którzy już startowali w rajdach i Dakarze. Chłonąłem wiedzę, jak się zachowywać, czego unikać. Pamiętam rozmowę z Jeanem-Louis Schlesserem – spytałem, z jaką prędkością najlepiej jechać po wydmach. Odpowiedział: »Jak pojedziesz za szybko, to już jest za późno«. Na co ja »no dziękuję« i to była cała uwaga (śmiech). Do dziś to zapamiętałem – wydmy uczą bardzo dużej pokory, bo możesz być super kierowcą w rajdach płaskich, terenowych, a na wydmach trzeba jechać z bardzo dużym wyczuciem i tam wygrywają ci, którzy mają bardzo duże doświadczenie”.

Czy zdarzały się momenty, że myślał Pan: «to nie dla mnie, może wrócę do skoków»?
„Były kryzysowe monety i to na pewno i to nie raz. Na samym początku to bardzo często, ale nigdy nie było czegoś takiego, że wracam. Ja też kończyłem karierę w skokach narciarskich przygotowany do tego, że kończę i nie będę już skakać i nigdy nie brałem pod uwagę, że będę wracać. Ale w snach często tak mam, że wróciłem i skaczę dalej [śmiech]”.

Patrząc na dzisiejsze skoki, nie ma Pan wrażenia, że kibice zniechęcili się przez zmiany?
„Trochę tak. Ubolewam nad tym i nie zgadzam się z tym systemem i z tym, w którą stronę idzie FIS i jak te zmiany następują. One nie pomagają, a wręcz przeszkadzają, a bardzo często też odbierają tych kibiców faktycznie. Oczywiście, my jako Polacy zawsze byliśmy przyzwyczajeni do pewnego czasu do sukcesów i to też ma wpływ na to, że to zainteresowanie spadło ze względu na to, że tych sukcesów tak ostatnio nie było, ale mimo wszystko skoki – teraz – bardzo mocno się skomplikowały. Nie są proste. Skok w punkt Red Bulla, który robiliśmy na wiosnę, pokazywał, że coś jest im prostsze, to ludzie to rozumieją i chcą to oglądać. Mieliśmy dobre opinie po tym wszystkim, w zasadzie nie było chyba żadnego hejtu na ten temat. To pokazuje, w którą stronę powinnyśmy iść z tą dyscypliną – czyli w coś, co jest proste i zrozumiałe”.

Największe marzenie w motorsporcie, które da się zrealizować?
„W wyścigach nie startowałem, ani w rajdach, więc trudno mówić. Dla mnie asfalt jest trochę obcy. Ja wywodzę się z luźnej nawierzchni. Dla mnie każdy asfalt jest dużym wyzwaniem. Jeździłem tylko dwa razy – raz w WRC2 na evencie u Maćka Janowskiego we Wrocławiu i teraz. Popełniam błędy, startuję z mistrzami, ale jeśli uda mi się dobrze pokonać okrążenia, to już będzie dla mnie powód do dumy”.

Dziękuję ślicznie za rozmowę, to była przyjemność.
„To ja dziękuję”.

Roksana Ćwik avatar
Roksana ĆwikAkredytowany dziennikarz Formuły 1 i Formuły E. Rzecznik prasowy pierwszoligowej Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl