Carlos Sainz: Rajdy były moją szkołą życia

Carlos Sainz Sr, PGE Narodowy, Red Bull Drift Masters
© Joerg Mitter / Red Bull Content Pool

Na PGE Narodowym w Warszawie, podczas finałowej rundy Red Bull Drift Masters, Roksana Ćwik z serwisu ŚwiatWyścigów.pl miała okazję porozmawiać z Carlosem Sainzem. Dwukrotny rajdowy mistrz świata i czterokrotny zwycięzca Rajdu Dakar opowiedział o swojej karierze, wyjątkowych chwilach na trasach oraz o tym, jak widzi rozwój motorsportu.

Patrząc wstecz na swoje tytuły rajdowe, który z nich najbardziej Pana zdefiniował jako kierowcę i dlaczego?
„Wie Pani, oczywiście dwa tytuły mistrza świata były wyjątkowe. To był pierwszy raz, kiedy hiszpański kierowca został mistrzem świata i pokonać wtedy Lancie było czymś szczególnym. Również stać się konkurencyjnym na wszystkich nawierzchniach – pierwszy raz wygrać rajd w Finlandii, Rajd Wielkiej Brytanii – to wszystko miało ogromne znaczenie. Dla mnie to było wyjątkowe. A potem, kiedy zmieniłem specjalizację, przechodząc z WRC do Dakaru, pierwszy start był próbą, żeby zobaczyć, czy mi się spodoba. I oczywiście pierwszy tytuł mistrza świata, pierwszy Dakar zawsze są szczególne, ale także ostatni Dakar z Audi, z takim samochodem, żeby wygrać – to było naprawdę wspaniałe”.

Przed Dakarem rywalizował Pan z wieloma legendami – Colinem McRae, Tommim Mäkinenem. Kto najmocniej Pana popychał do przodu?
„Oni wszyscy byli znakomici. Nie tylko Colin, nie tylko Tommi, także Juha, Didier, Sébastien Loeb, Richard Burns, Marcus Grönholm – tylu kierowców było naprawdę bardzo szybkich i dobrych”.

A Jari-Matti Latvala?
„Jari-Matti pojawił się trochę później ode mnie, ale było też wielu innych kierowców. Ścigałem się jeszcze pod koniec kariery Markku Aléna, Björna Waldegårda, Hannu Mikkoli. Więc rywalizowałem z młodszymi i starszymi. Mam ogromny szacunek do wszystkich – nawet dziś dla każdego kierowcy rajdowego. Wiem, co stoi za tym sportem, znam ryzyko i wysiłek. Każdy okres jest inny, ale DNA rajdów się nie zmieniło”.

Właśnie chciałam zapytać – jeśli porówna Pan początek swojej kariery z dzisiejszymi rajdami, czy widzi Pan zmianę w DNA tego sportu?
„Nie, nie sądzę, żeby się zmieniło. Oczywiście rajdy są trochę inne, ale sam przeżyłem przejście od długich rajdów do krótszych, z powtarzaniem odcinków. Wprowadzono ograniczenia w liczbie przejazdów na zapoznaniu i tego typu rzeczy. Więc ja już sam przeszedłem tę transformację”.

A nie tęskni Pan za dawnymi samochodami i ich dźwiękiem?
„Wie Pani, prowadziłem właściwie każdy rodzaj auta – grupę B, grupę A, WRC. Każdy samochód miał swój czas i trzeba go umieszczać w odpowiednim okresie. Najważniejsze jednak, że DNA WRC się nie zmieniło. Umiejętności potrzebne do zostania mistrzem świata nadal są bardzo wysokie”.

Jaki był najtrudniejszy rajd, który Pan wygrał i dlaczego?
„Dla mnie szczególne było to, że zostałem pierwszym nie-Skandynawem, który wygrał Rajd Tysiąca Jezior. Albo wygrać Rajd Wielkiej Brytanii jako pierwszy kierowca z krajów latynoskich – to wyjątkowe. Zwycięstwa w Kenii, na Korsyce, w Monte Carlo – wszystkie tak różne. Myślę, że przyczyniłem się do zmiany sposobu myślenia, bo gdy wszedłem do WRC, uważano, że trzeba być specjalistą od danej nawierzchni. A ja mówiłem: nie, jeśli jesteś dobrym kierowcą, musisz umieć wygrać wszędzie”.

Chciałabym teraz porozmawiać o Dakarze, który wygrał Pan cztery razy w różnych samochodach. Jaki był sekret utrzymania się na szczycie tak długo?
„Myślę, że to moja pasja i fakt, że wciąż to kocham. Nadal się tym cieszę. Pracuję bardzo ciężko, zwracam uwagę na szczegóły, naciskam na zespół, aby wygrywać. No i chyba nie prowadzę aż tak źle (śmiech)”.

A jeśli porówna Pan swoją pasję z życiem Carlosa w Formule 1 – czy widzi Pan podobieństwa?
„Myślę, że Formuła 1 to bardzo wyjątkowy świat. Dziś jej sukces jest ogromny, ale kierowcy płacą za to pewną cenę – przez ekspozycję w mediach i mediach społecznościowych. Trudno im cokolwiek zrobić bez kamer za plecami. F1 to najwyższy poziom tej sytuacji – trudno żyć, nie będąc obserwowanym. A ja jestem szczęśliwy, że mogłem robić to, co kocham – WRC, Dakar i przygodę z tym związaną. To inna atmosfera niż w F1”.

Ma Pan przydomek El Matador. Lubi go Pan? Co on dla Pana znaczy?
„Ta historia sięga mojego dołączenia do Toyoty pod koniec lat 80. Oni niewiele wiedzieli o Hiszpanii, a ja wtedy byłem dość szalony, mocno naciskałem. I uznali, że muszę być prawdziwym „matadorem”. Powiedzieli to raczej z podziwem niż w złym znaczeniu”.

Mówi się, że Dakaru nie da się wygrać – Dakar pozwala ci wygrać. Czy się Pan z tym zgadza?
„Prawdopodobnie tak, ale żeby znaleźć się w tej pozycji, trzeba zrobić wszystko perfekcyjnie. Nie można popełniać błędów. Oczywiście po wielu dniach trochę szczęścia też się przydaje, ale za tym stoi mnóstwo ciężkiej pracy”.

Jak przygotowuje się Pan do Dakaru? Ile to trwa?
„To historia bez końca. Jest część techniczna – samochód – i część fizyczna. Im jesteś starszy, tym więcej pracy wymaga przygotowanie. Trzeba nadrabiać wiek cięższą pracą. Jeżdżę na rowerze, spędzam wiele godzin na siłowni. Staram się przygotować najlepiej jak mogę”.

Chciałam jeszcze zapytać o Pana i FIA, oraz kandydowanie. To trochę smutna historia…
„Mogę tylko powiedzieć, że otrzymałem ogromne wsparcie ze świata motorsportu – od różnych kierowców, spontanicznie. Ale kiedy zacząłem bardziej się w to zagłębiać, zrozumiałem, że potrzeba dużo czasu, żeby przygotować wybory, kampanię. Prezydent jest już cztery lata i głosy płyną z federacji, klubów samochodowych. Trzeba mieć czas, aby dobrze o to walczyć. I dlatego obecny prezydent zostaje i startuje ponownie”.

Co Pan sądzi o nowej Formule 1? Tęskni Pan za silnikami V8, V10?
„Zobaczymy. Dobre jest to, że teraz F1 jest bardzo wyrównana – w kwalifikacjach wszyscy mieszczą się w sekundzie. Mam nadzieję, że przyszły rok nie przyniesie nudy. W tym roku McLaren dominuje, ale różnice są bardzo małe, więc jest ciekawie. Chciałbym, żeby F1 zachowała swoje DNA, a nie skupiała się zbytnio na hybrydach czy elektryce”.

Jako mistrz kierownicy – co Pan sądzi o ostatniej sytuacji z McLarenem, Lando Norrisem i Oscarem Piastrim?
„Złe pit stopy mogą się zdarzyć każdemu. Zazwyczaj w sezonie się to wyrównuje. Trzeba być w środku zespołu, żeby wiedzieć, dlaczego podejmuje się takie decyzje. Szanuję wszystkie decyzje zespołów i nie będę ich krytykował”.

Co Pan sądzi o Polsce, bo nie jest Pan tu pierwszy raz, i czy nadal kibicuje Pan Realowi Madryt?
„Oczywiście, że wciąż kibicuję Realowi. A Polska? Bardzo mi się podoba. To ciepły kraj, dużo cieplejszy niż się spodziewałem. Ludzie są jakby latynoscy, bardzo serdeczni. Lubię ludzi i kraj, zawsze tu chętnie wracam”.

Bardzo miło to słyszeć.
„Ale to prawda. Normalnie oczekujesz, że Polska to kraj północy, a tu tyle pasji! Słyszałem, że bilety są wyprzedane – niesamowite. Ludzie zwykle przychodzą na piłkę czy siatkówkę, a tu takie zainteresowanie. Macie świetnych kierowców rajdowych i torowych, bardzo utalentowanych”.

Ostatnie pytanie – co Pan sądzi o Robercie Kubicy?
„To fantastyczny kierowca. Co mogę powiedzieć o kimś, kto był jednym z najlepszych w F1, a potem z pasją startował w rajdach? Niestety miał wypadek, ale pokazał, jak bardzo jest dobry, wygrywając Le Mans, wracając do ścigania mimo ograniczeń. To świetny przykład i cudownie mieć takich sportowców”.

Dziękuję bardzo za rozmowę. To była dla mnie przyjemność.
„Dziękuję”.

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl