Przepompowany balonik, błędy i rozmach ponad umiar – recenzja pierwszego sezonu Forzy Horizon 6

W miniony czwartek zakończył się pierwszy sezon w Forzie Horizon 6, pełen bugów, glitchów, błędów i aktualizacji. Choć tylko część problemów została rozwiązana, poznaliśmy wszystkie pory roku i możemy rzetelnie zrecenzować jedną z najgłośniejszych premier gier.
Pierwsze pytanie jakie należy postawić, to czy Forza Horizon 6 w ogóle jest grą wyścigową. Twórcy położyli tak duży nacisk na (przepiękny) krajobraz Japonii i jego eksplorację, że zapomnieli o wyścigach.
Dla mnie największym rozczarowaniem wraz z postępem w grze był brak nowych zawodów. Na największej mapie w historii serii wyznaczono zaledwie 85 wyścigów – o 19 mniej niż w poprzedniej części.
Większość mapy jest po prostu niewykorzystana. Co z tego, że pod Tokio znajduje się ogromny port kontenerowy (porównywalny z całą mapą Dirt Showdown), skoro odbywają się na nim tylko jedne zawody.
Gra podzielona jest na dwie równe części: Festiwal Horizon i Discover Japan. FH6 jest więc hybrydą pomiędzy zręcznościową grą wyścigową, a gatunkiem otwartego świata. Czy jest to zmiana na lepsze pozostaje kwestią subiektywną.
Niestety, część wyścigowa otrzymała największy regres od pierwszej części. Nowa mechanika jazdy drivatarów została już wycofana, lecz symulacja kolizji nadal premiuje toksycznych kierowców. Styl jazdy botów był tak zły, że w zaledwie miesiąc Bowie Knife 99 stał się żywą legendą.
W zasadzie wszystkie nowości pozostawiają wiele do życzenia. Tryb walki z czasem był świetnym pomysłem, ale brak kolizji w trybie konwoju oraz cotygodniowe resetowanie pomiarów całkowicie go zabiło. Ten sam los spotkał parkingi. Zloty samochodowe byłyby genialne, ale twórcy stwierdzili, że zaparkowanie samochodu wystarczy.
Wszystkim bugom można by poświęcić oddzielny artykuł. Wśród najważniejszych należy wymienić jedynie jazdę pionowo po niewidocznych ścianach, tysiące kilometrów na godzinę w strefach pomiarowych, cheaterów online, glitchowanie punktów umiejętności, pieniędzy, spadanie pod mapę, wzbijanie się kilometry w górę czy samochody żyjące własnym życiem. Mówimy o tysiącach błędów, w tym setkach krytycznych.
Ich liczba jest głównym powodem, dla którego wstrzymaliśmy się z recenzją aż do końca pierwszego sezonu. Trudno o drugą grę, która wywoływałaby tak mieszane uczucia – raz podziwiamy zachód złońca nad Fuji, a chwilę później gra staje się niegrywalna.
Bugów nie ma tylko tam, gdzie nie wprowadzono zmian. Kolejna odsłona Forzy Horizon nie dostała fabuły (choć krok do przodu stanowi kampania), historie nadal są nudne na śmierć, tuning wizualny aut praktycznie nie istnieje, itd.
Niestety, pewne rzeczy zostały także usunięte. Na dzień dzisiejszy nie zasiądziemy za kierownicą Bugatti, Hooniganów, Alpine, Hot Wheelsów… łącznie aż 344 samochodów z FH5. Nie zagramy także w gry na placu zabaw, czy nie pojedziemy na wycieczkę Horizon.
O gustach się nie dyskutuje, więc nie będziemy zgłębiali tematu stacji radiowych. Mówiąc krótko, najlepszym wyborem jest wyłączyć radio.
Podsumowanie
W poprzednim artykule pisaliśmy o pierwszych wrażeniach z gry, stawiając tezę, czy Forza Horizon 6 może być nową królową gier wyścigowych i to chyba jest największa bolączka. Gra od początku zachwyca, prezentuje wszystko co najlepsze, a z czasem coraz bardziej rozczarowuje i męczy monotonnością.
To jeszcze nie jest ostatnie słowo. Gracze, którzy kupili pełną wersję gry nadal nie wiedzą, za jakie DLC zapłacili, a twórcy już obiecują kolejne aktualizacje i nowości. Forza Horizon 6 ma ogromny potencjał, ale póki co jest daleka od perfekcji.
Według SteamDB liczba graczy od premiery zmalała trzykrotnie. Patrząc na całościowy przekrój, mniej niż 10% wszystkich graczy ukończyło bieżące sezonowe wyzwanie czasowe.

