Nowa królowa gier wyścigowych? Pierwsze wrażenia z gry Forza Horizon 6

Takiej gry wyścigowej jeszcze nie było. Flagowy tytuł od Microsoftu wpisuje się w najwyższy segment gier AAA, imponując skalą, rozmachem i nieszablonowością. Oto, czego spodziewać się po nadchodzącej premierze Forza Horizon 6, która ukaże się już 19 maja.
Rozgrywkę tradycyjnie rozpoczynamy od prologu, którego etapy rozrzucone są po całej mapie. Jej rozmiar i różnorodność są wręcz nieporównywalne z żadną inną grą wyścigową. Niekończące się bezdroża Fuel, monotonne równiny i pustynie Forzy Horizon 5, Dakar Desert Rally czy The Crew to zupełnie inna półka.
Od małych tokijskich uliczek, przez wijące się górskie serpentyny, kręte drogi szutrowe i asfaltowe w przełęczach oraz dolinach, po trzypasmową 30-kilometrową autostradę otaczającą mapę, FH6 zapewnia unikatowe doświadczenia nawet dla weteranów.
Na wstępie należy zaznaczyć, że Forza Horizon 6 (jak i poprzednie wersje) to gra z gatunku arcade, tworzona z myślą o rozgrywce na padzie, choć oczywiście wspierająca klawiaturę i kierownicę. Daleko jej jednak do symulacji czy realizmu. Jest to tytuł dedykowany dla wszystkich graczy, niezależnie od poziomu umiejętności.
Po odwróceniu wzroku od malowniczych krajobrazów uwagę skupia na sobie sterowanie. Chociaż mechanika nie zmieniła się względem poprzednich części, prowadzenie samochodu zostało minimalnie poprawione, a przynajmniej w teorii.
Przy niskich i średnich prędkościach sterowanie jest płynniejsze, bardziej responsywne, łatwiejsze, dzięki czemu jazda sprawia większą przyjemność niż kiedykolwiek wcześniej. Z drugiej strony przy prędkości ponad 400 km/h jazda na zatłoczonej autostradzie jest wręcz niemożliwa przez szarpane skręcanie.
Największa zmiana objęła napęd na tył, który jest zdecydowanie prostszy do opanowania. Większa przyczepność zarówno podczas startów, jak i pokonywania zakrętów może sprawić, że AWD będzie wyborem, a nie przymusem. Zarazem inaczej się także driftuje, pod pewnymi względami łatwiej, pod innymi trudniej. Mówiąc o sterowaniu, nie można nie wspomnieć, że obrót kierownicy wynosi nie 180 a 540 stopni.
Ogromna zmiana objęła także drivatarów. Boty atakują i bronią się agresywniej niż kiedykolwiek, co czyni zmagania trudniejszymi. Poziom niezwyciężony jest więc jeszcze bardziej niezwyciężony. Pod tym względem FH6 i starszą FH4 dzieli wręcz przepaść. Samochody w ruchu ulicznym także zachowują się bardziej ludzko i nie ułatwiają graczom swobodnej eksploracji poprzez zatrzymywanie się i ustępowanie pierwszeństwa.
Jak miłą niespodzianką było zobaczyć zmiany, o które nikt nie prosił, a każdy potrzebował. Gra online podzielona jest na aż 8 trybów, w tym jeden zupełnie nowy – wyścigi 1 na 1. Wyścigi równoległe są teraz częścią trybu swobodnego. Aby wziąć udział samemu lub z innymi graczami, wystarczy zająć miejsce i czekać, aż światła zgasną, a gra liczy czas.
Analogicznie działa nowy tryb walka z czasem. Na mapie rozlokowane są tory, na których okrążenia pomiarowe liczą się po przecięciu linii startu/mety. W trybach online brakuje gier na placu zabaw. Miejmy nadzieję, że pojawią się wraz z playlistą festiwalową. Ogromny port ma potencjał, by zostać najlepszą lokalizacją w historii.
Postęp w grze odblokowujemy etapami. Za osiąganie kamieni milowych otrzymujemy opaski (za punkty Horizon Festival) oraz pieczątki (za punkty Discover Japan), które stopniowo dodają do naszej gry kolejne elementy. Nowością jest progresywna kampania. Zawody mają określone klasy i nie możemy w drugim wyścigu wybrać auta np. X 999.
Mówiąc o klasach, w końcu dodane zostały auta kategorii R, dotychczas istniejącej tylko w teorii. Progi klas od D do S2 zostały obniżone o 100 punktów, a R umiejscowiona przed X.
Dużo zmieniło się także w salonie. Białe kruki, takie jak: Peel P50, Cadillac XTS Limousine, Toyota Sprinter Trueno GT Apex czy DeLorean DMC-12 są dostępne do kupienia za grosze. Na mapie oprócz zapomnianych wozów ukryte są także samochody-skarby.
Wszystkich nowości jest tak wiele, że nie sposób ich wymienić w jednym artykule, nie mówiąc o poznaniu na początku gry. By nie zostać przytłoczonym, wszystkimi dostępnymi trybami, twórcy dodali opcję „co dalej”. Warto tylko dodać, że nawet jeśli tylko lubicie rozwozić jedzenie, znajdziecie coś dla siebie.
Jak na grę przed światową premierą, nie można mówić, aby była zbugowana, szczególnie na tle FH5. Zdarzają się jednak błędy, niemieszczący się tekst, dziwne obicia od barierek czy latający gracze w trybie multiplayer (zapewne przez lagi, nie cheaty).
Największym mankamentem są zniszczalne drzewa. Nawet najmniejszym samochodem można ścinać las, jakby był z papieru. Z jednej strony drzewa przy drodze zawsze były irytujące, ale teraz można wziąć dowolny hipersamochód, zrobić mu rajdowy tuning i nie patrzeć przed siebie, tnąc z gazem w podłogę. Eliminator zamiast promować najlepszych graczy, najlepiej znających mapę, sprowadza się do tego, komu samochód szybciej pozwoli wjechać prosto pod górę.
Od autora
Artykuł nie jest reklamą ani nie zawiera lokowania produktu. Nie ma też na celu zachęcania ani zniechęcania kogokolwiek do zakupu, a jedynie obiektywnie przedstawić kilkanaście pierwszych godzin gry (do odblokowania drugiej pieczątki i opaski). Pełna recenzja ukaże się w najbliższym czasie. Gra urzekła mnie i rzuciła na kolana, ale po odblokowaniu podwójnie doładowanej Miaty o mocy 1700 KM wzbudziła także pewne obawy.

