Dziesięć sezonów bez podium – Historia Haas F1 Team

Amerykańska ekipa przechodziła przez różne etapy w swojej krótkiej historii. W najlepszym momencie potrafiła rywalizować koło w koło z bolidami Red Bulla. Z kolei najgorszy okres przypadł na sezon 2021 zakończony brakiem punktów i z dwójką niedoświadczonych kierowców w składzie. Choć zespół od lat jest znany jako solidny zespół środka stawki, żaden z jego kierowców nie stanął jeszcze na podium Formuły 1 – no chyba że w innym zespole. W statystyce przejechanych Grand Prix bez zdobytego podium Haas jest na drugim miejscu, za Minardi. Historia zespołu Haas F1 pokazuje, że potencjał w tej ekipie tkwi cały czas. Solidna konstrukcja wraz z utalentowanym kierowcą i szczęściu może sprawić, że Haas nie podzieli losu Minardi i w końcu ukończy wyścig w pierwszej trójce.
Amerykański sen Gene Haasa
Początków jednego z młodszych zespołów Formuły 1 należy szukać w historii jego właściciela. Gene Haas wywodził się z przeciętnej amerykańskiej rodziny. Pracował dorywczo od 14. roku życia, kształcił się, a nabyte umiejętności techniczne natchnęły go do prowadzenia własnej działalności. Amerykański inżynier z czasem rozwinął mały sklep na wielkie przedsiębiorstwo. Pomógł mu nie tylko biznesowy instynkt, ale też geniusz inżynieryjny. Był bowiem innowatorem, twórcą licznych patentów, które pomogły jego firmie stać się światowym liderem w branży maszyn obróbkowych.
Nadmiar zarobionych pieniędzy Gene Haas przeznaczył na swoje hobby, którym jest oczywiście motorsport. Kwestie związane z reklamą firmy były dla niego ważne, ale jednak drugorzędne. W 2002 roku założył swój własny zespół w NASCAR Cup Series. Z czasem nawiązał współpracę z Tonym Stewartem, tworząc wspólnie ekipę Stewart-Haas Racing, która przez wiele lat ścigała się na czele stawki w najbardziej prestiżowej serii NASCAR.
Z czasem amerykański inwestor zwrócił swój wzrok na Formułę 1. Już w 2007 roku Gene Haas wybudował swój pierwszy tunel aerodynamiczny, który miał obsługiwać także bolidy z królowej sportów motorowych. Chciał jednak uniknąć falstartu i dlatego nie podjął przyspieszonych prac nad budową nowego zespołu. Zamiast wykorzystać zmianę przepisów na sezon 2010 (historie Caterhama, Marrusi i HRT pokazały słuszność tej decyzji), Haas skupił się na przygotowywaniu się latami.
Debiut z twarzą
Haas F1 Team był pierwszym debiutującym zespołem od czasu sezonu 2010 i trójki Lotus Racing (Caterham), Virgin (Marrusia) i Caterham. Pamiętając tamte wydarzenia, nie wieszczono pomyślnej przyszłości dla nowej ekipy. Od Grand Prix Australii 2016 minęły już dwa pełne sezony bolidów w nowej specyfikacji V6 i pozostałe zespoły zdążyły się już uporać z licznymi bolączkami zmian. Dlatego nikogo nie zdziwiło 19. oraz 20. miejsce Romaina Grosjeana i Estebana Gutierreza w kwalifikacjach.
Ale Gene Haas chciał czegoś więcej niż tylko kilkuletniej obecności w Formule 1. Zadbał o ścisłą współpracę z podwykonawcami, którzy mieli zagwarantować osiągi solidnej jakości. Za podwozie bolidów odpowiadała Dallara, natomiast współpraca ze Scuderią Ferrari miała zaowocować w aspektach technicznych. Głównym zadaniem inżynierów Haasa było więc sklejenie elementów Dallary i Scuderii w całość. Pozostałe zasoby ludzkie można było przeznaczyć na ulepszanie bolidu. Nad wszystkim miał czuwać szef zespołu Günther Steiner.
Wielu kibiców Formuły 1 musiało zmienić opinię o nowym zespole, kiedy 20 marca 2016 roku Romain Grosjean przejechał fantastyczny wyścig. Bolid francuskiego kierowcy na torze w Melbourne sprawował się świetnie. Grosjean piął się na kolejne pozycje, finiszując ostatecznie na szóstej pozycji. W następnym wyścigu było jeszcze lepiej, gdyż przekroczył linię mety jako piąty. Potem zabrakło takich fajerwerków, ale wyniki Haasa wyraźnie wskazywały, że nie należy do końca ówczesnej stawki. Cały sezon Haas zakończył na 8. miejscu w klasyfikacji konstruktorów, pokonując Renault, Saubera i Manora.
Liderzy środka stawki
Choć w swoim pierwszym sezonie Haas wyprzedził aż trzy zespoły w klasyfikacji, zawdzięczał to tylko występom Romaina Grosjeana. Z tego powodu zatrudniono Kevina Magnussena w roli zespołowego kolegi francuza. Duet Grosjean-Magnussen w sezonie 2017 niemal podwoił liczbę punktów, jakie ekipa zdobyła rok wcześniej.
Prawdziwy przełom dla Haasa nastąpił w sezonie 2018. Opłaciła się ścisła współpraca technologiczna ekipą z Maranello, która wykonała bardzo dobrą pracę w przerwie wakacyjnej. Sebastian Vettel mógł walczyć z Lewisem Hamiltonem, a Haas jako klient Scuderii Ferrari wyrósł na prawdziwych liderów środka stawki. Tylko błędy w pit-stopach spowodowały, że kierowcy nie ukończyli inauguracyjnego Grand Prix Australii na pozycjach 4. i 5. Mimo to w kolejnych wyścigach duet Grosjean-Magnussen potrafił rzucić rękawice nawet kierowcom Red Bull Racing, szczególnie w kwalifikacjach.
Co nie udało się w Australii, udało się w Austrii. Grosjean zakończył rywalizację na 4. miejscu, a Magnussen na 5. Niestety w drugiej połowie sezonu do Haasa zaczął nadrabiać Renault. Fabryczny zespół z Francji swoim poprawkami zbliżył się do Haasa, który miał znacznie gorsze moce przerobowe w tej dziedzinie. Ostatecznie amerykanie zakończyli sezon za Renault. Głównym winowajcą przegranej walki o czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów była fatalna forma Grosjeana. Francuz w pierwszej połowie sezonu nie potrafił przekuć potencjału bolidu w rezultaty punktowe, których później zabrakło w utrzymaniu przewagi nad Renault.
Upadek na dno
„Po takim udanym sezonie 2018, możliwe, że byliśmy zbyt pewni siebie. Teraz to wiemy. (…) Nie wiedząc, w którym miejscu się jest, nie reagujesz odpowiednio na to, co się dzieje, a kiedy już wiesz, jak się zachować (…) jest już za późno”
– Günther Steiner, ówczesny szef zespołu, wypowiedź z sezonu 2020.
Główną bazą sukcesów Haasa miała być ścisła współpraca ze Scuderią Ferrari. Planu alternatywnego w zasadzie nie było. Nic więc dziwnego, że kiedy włoska ekipa podupadła na swoich osiągach względem liderów, to Haas odebrał ten cios o wiele gorzej. W sezonach 2019-2020 Haas skupiał się głównie na wyrywaniu pojedynczych punktów. Gorsze rezultaty skutkowały mniejszą ilością pieniędzy, które są niezbędne do rozwoju technologicznego, co jeszcze bardziej dobijało już i tak złe położenie amerykanów. Ponadto Grosjean i Magnussen zaczęli mieć inny pomysł na swoje kariery niż tułaczkę w wyścigach F1 na końcu stawki.
Z tego powodu zespół wystawił fotele w swojej ekipie na „przetarg”. Pierwszym kupcem został Nikita Mazepin, za którym stały pieniądze rosyjskiej oligarchii. Z kolei drugim szczęśliwcem okazał się Mick Schumacher, którego miejsce zostało przypieczętowane przez jego powiązania z Ferrari. Dwóch debiutantów w złym bolidzie sprawowało się nijak. Rok 2021 Haas zakończył na ostatnim miejscu w klasyfikacji z zerowym dorobkiem punktowym
Nowe nadzieje
„Musieliśmy przerwać nasz ubiegłoroczny program budowy bolidu z powodu pandemii, a teraz nasz zespół znalazł się w nieciekawej sytuacji (...) Rozpoczęcie prac nad tegorocznym bolidem rozpoczęło się wyjątkowo późno. (...) Postanowiliśmy ograniczyć straty. Wiemy, że ten rok będzie rokiem przejściowym, mamy to co mamy, więc całkowicie się angażujemy w produkcję samochodu na 2022 roku”
– Ayao Komatsu, ówczesny główny Inżynier wyścigowy Haas F1 Team, wypowiedź z 2021 roku.
Pomimo słabych rezultatów amerykański zespół wstał z kolan. Zawdzięczał to sporemu zastrzykowi gotówki, a także wczesnemu porzuceniu prac nad VF-21 na rzecz VF-22. W dodatku wojna na Ukrainie spowodowała, że Haas mógł zwolnić Nikitę Mazepina bez większych konsekwencji finansowych. W miejsce Mazepina do ekipy powrócił Magnussen, który już w Grand Prix Bahrajnu finiszował na piątej pozycji. Ten rezultat był najlepszym wynikiem Haasa w tamtym sezonie, dodając do tego jeszcze pięć punktowanych wyścigów dla Magnussena i dwa Schumachera. Nie można też zapomnieć o jedynym pole position zespołu, kiedy w zmiennych warunkach pogodowych na torze Interlagos to Kevin Magnussen odnalazł się najlepiej z całej stawki Formuły 1. Rok 2022 Haas zakończył przed AlphaTauri i Williamsem z wynikiem 37 punktów.
Przyszłość bez zmian?
Zespół na sezon 2023 zrezygnował z usług Micka Schumachera na rzecz jego rodaka Nico Hülkenberga. Doświadczony skład nie miał do użytku tak dobrej konstrukcji, jak rok wcześniej. Mimo zakończenia zmagań na ostatnim miejscu w klasyfikacji generalnej niewiele tracili do siódmego w tabeli Williamsa. Systematyczna praca nad bolidem sprawiła, że wspomniane siódme miejsce w sezonie 2024 należało do Haasa.
W międzyczasie doszło do sporych zmian. Obecnym szefem zespołu jest Ayao Komatsu, który zastąpił po ośmioletniej kadencji Güntera Steinera. Z kolei kierowcami Haasa od sezonu 2025 jest doświadczony Esteban Ocon i perspektywiczny junior Ferrari Oliver Bearman. Nie jest to jeden z najszybszych składów kierowców w tegorocznej stawce, ale bez wątpienia jeden z tych solidniejszych, po którym można się spodziewać dobrych wyścigów i nieschodzenia poniżej określonego poziomu.
Taki skład daje potencjał na dobre rezultaty w przyszłości. Pytanie retoryczne, jak zdefiniować to „dobro”. Dla Haasa to będzie każdy punktowany wynik w wyścigu. Nikt nie oczekuje od nich walki o podia, nie mówiąc o próbie zwycięstwa w wyścigu. Tym samym Haas wraz z kolejnymi sezonami może się zbliżać do rekordu Minardi przejechanych Grand Prix bez podium. Choć do dogonienia włoskiej ekipy Haas potrzebuje jeszcze kilka dobrych lat, to bez szczęśliwego zbiegu wydarzeń jest to całkiem prawdopodobne.
Każdy inny zespół drugiej części stawki miał w swojej historii okres, kiedy regularnie, bądź nawet sporadycznie, walczył o podia. Haas swoją niepowtarzalną szansę nie wykorzystał w 2018 roku ocierając się o podium, choć z drugiej strony można też powiedzieć, że wykorzystał najlepiej, jak tylko mógł. Niemniej jednak los zespołu się nie zmieni, jeżeli nie dojdzie do poważnych zmian na plus, bo te obecne starczają tylko na komfortowe miejsce w środku stawki. Z jednej strony to nawet dobrze, bo byt Haas F1 Team jest na najbliższe lata niezagrożone. Z drugiej strony Gene Haas, jako pasjonat wyścigów samochodowych, zapewne chciałby czegoś więcej.



