Rozpad imperium Red Bulla. Czy Verstappen też odejdzie?

W dalszym ciągu trwa exodus personelu Red Bulla. Inżynier wyścigowy Maxa Verstappena będzie kolejną osobą z najwyższego szczebla zespołu, który opuści ekipę w ciagu zaledwie paru lat. W obliczu pytań o przyszłość Holendra w F1, może to być kolejny czynnik, który zaważy na jego decyzji.
Decyzja Lambiase przeważy o przyszłości Verstappena?
Ostatnia wiadomość o transferze Lambiase do McLarena w 2028 przez niektórych odbierana jest jak gwóźdź do trumny Red Bulla, a także potwierdzenie obaw, że Verstappen wkrótce odejdzie z F1. Nie jest to zaskakujące, bo Holender nie jest zadowolony z nowych regulacji technicznych i na poważnie rozważa wcześniejsze zakończenie swojej kariery.
Holender już wcześniej mówił, że nie zamierza jeździć w F1 tak długo jak Fernando Alonso, który w tym roku skończył 44 lata. Czterokrotny mistrz świata już ściga się w innej serii wyścigowej, a to zaledwie część jego zainteresowań. Kontrakt z Red Bullem oficjalnie kończy się pod koniec 2028 i raczej było jasne, że zamierza go wypełnić, a potem najprawdopodobniej odejść z królowej motorsportu. Czy teraz sytuacja się zmieni?
Verstappen i Lambiase to jeden z najbardziej ikonicznych duetów kierowca-inżynier wyścigowy w Formule 1, podobnie jak Lewis Hamilton i Peter Bonnington. Współpracują razem już dekadę, od samego początku Holendra w głównym zespole Red Bulla, a przed sobą mają jeszcze co najmniej półtorej roku. W międzyczasie zdążyli zostać przyjaciółmi, obaj bardzo się cenią. Lambiase jest jednym z niewielu ludzi, którzy mogą „poskromić” Holendra.
Lambiase był obiektem zainteresowania jeszcze w trakcie przerwy zimowej. Aston Martin oferował mu spore pieniądze za pozycję szefa zespołu, Williams również rozważał kandydaturę brytyjsko-włoskiego inżyniera. Ostatecznie padło na McLarena, co jest niesamowitym posunięciem. GP jak każdy członek padoku F1 jest ambitny i prędzej czy później musiał zacząć szukać nowego wyzwania i możliwości awansu.
Exodus kluczowych postaci
Rob Marshall, obecnie główny projektant McLarena, odszedł w 2023 w sezonie absolutnej dominacji Maxa Verstappena, gdy zespół wydawał się niezniszczalny. Brytyjczyk szukał nowych wyzwań, co po 17 latach w jednej ekipie jest normalne.
Adrian Newey i Jonathan Wheatley ogłosili swoje odejście po prawie dwóch dekadach w 2024. Już wtedy wydawało się, że w fasadach Red Bulla pojawiły się duże pęknięcia, czy to ze względu na różnice zdań, czy aferę o niewłaściwe zachowanie Hornera wobec pracownicy. W tym samym roku ogłoszono, że Will Courtenay, szef strategii, również opuści zespół, co oficjalnie stało się pod koniec 2025.
The Red Bull F1 team you knew is disappearing piece by piece. 💔 pic.twitter.com/D7n9Sk6tjD
— Motorsport (@Motorsport) April 9, 2026
Newey wylądował w Astonie Martinie, gdzie w końcu otrzymał taki poziom władzy, o jakim marzył od dawna. Wheatley zaliczył krótką przygodę jako szef zespołu Audi i możliwe, że w ekipie z Silverstone obejmie taką rolę.
Prawdziwe zatrzęsienie nadeszło w zeszłym roku, gdy Christian Horner został nieoczekiwanie zwolniony po 20 latach. Powodów było wiele, ale można je podsumować w następujący sposób: korporacyjnej części Red Bulla nie podobał się zakres władzy, jaką miał Brytyjczyk i możliwe afery. Dzięki pięciu kolejnym zwycięstwom Verstappena i nieprawdopodobnym powrocie do walki o mistrzostwo świata, ziemia wokół Milton Keynes przestała się trząść. Wszelkie groźby o odejściu Holendra ucichły.
Ostatecznie wydawało się, że Red Bull zaczyna nową erę, gdy Helmut Marko, wieloletni doradca ekipy i postrach młodych kierowców, również został wyproszony za drzwi. Laurent Mekies w końcu zaprowadził spokój.
Demontaż mistrzowskiego zespołu
W niecałe cztery lata Red Bull straci niemal wszystkich architektów sukcesu z ostatniej ery bolidów przypowierzchniowych. Mowa tu o czołowych członkach ekipy na pozycjach seniorskich. Nieuchronnie do głowy przychodzi myśl, że exodus rozpoczął się po zwolnieniu Christiana Hornera w lipcu 2025. Byłoby to atrakcyjne uproszczenie, ale nie wyjaśnia wszystkiego.
Gwałtowne zmiany, jakie widzimy w Red Bullu można prześledzić do śmierci Dietricha Mateschitza w 2022. Współzałożyciel i właściciel austriackiego przedsiębiorstwa napojów energetycznych dał Hornerowi wolną rękę w zarządzaniu zespołem F1, trzymając się raczej na dystans, bardzo rzadko interweniując w jego organizację. Pozwoliło to na zbudowanie mistrzowskiej machiny, która dwukrotnie dominowała w królowej motorsportu, a jej kierowcy zdobyli osiem tytułów mistrzowskich.
Śmierć Mateschitza była kluczowa, ponieważ Red Bull musiał zdecydować o swoim dalszym podejściu do motorsportu, stopnia zaangażowania strony korporacyjnej w ekipę F1, pomijając już takie kwestie jak tożsamość marki i plany na przyszłość. Horner próbował trzymać wszystkich razem, ale jak wiemy, nie do końca mu się to udało.
Koniec pewnej ery
Po wygraniu tytułu mistrzowskiego w 2021 Verstappen powiedział, że jeśli Lambiase odejdzie, to on też. Sytuacja wygląda teraz nieco inaczej. Verstappen i Lambiase jak dotąd wygrali razem 71 Grand Prix, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii. Zdobyli razem cztery mistrzostwa świata, o czym większość inżynierów i kierowców w F1 może tylko pomarzyć.
Holender otwarcie i nieustannie krytykuje nowe regulacje. To, że F1 przesadziła z udziałem energii elektrycznej w jednostce napędowej, skupiając się na interesach producentów, to jedna sprawa. Inna natomiast, że sytuacji nie da się szybko naprawić, wszelkie rozwiązania będą jak malowanie świni szminką lub przestawieniem krzeseł na tonącym Titanicu, jak to trafnie określił Ben Anderson z The Race. Dla purysty wyścigowego takiego jak Verstappen jest to po prostu nieakceptowalne.
Verstappenowi nie przeszkadza mu jeżdżenie w środku stawki, ale musi czerpać przyjemność z jazdy. Jednym z elementów tej przyjemności jest relacja z Lambiase. Trudno wyobrazić sobie kogokolwiek innego w roli jego inżyniera wyścigowego niż GP. Ale czy podobnie nie było z Bono i Hamiltonem?
Red Bull stoi teraz przed kolejnym wyzwaniem, bo nie dość, że kluczowi architekci poprzedniego sukcesu odeszli, to jeszcze RB22 odbiega od oczekiwań. Co więcej, zespół z Milton Keynes nie jest w stanie zachęcić doświadczonych i cenionych postaci w padoku F1, aby do nich dołączyły. Nawet Aston Martin, pomimo braku dobrych wyników i wewnętrznego chaosu, zatrudnia postaci takie jak Adrian Newey czy Enrico Cardile, w czym na pewno pomaga solidne wynagrodzenie. To, że inżynierowie odchodzą i zmieniają zespoły, a dominacja przemija, jest naturalną koleją rzeczy w sporcie, nie tylko w Formule 1. Niepokojące jest to, że Red Bull nie wydaje się teraz atrakcyjnym miejscem do pracy.
Jeśli wierzyć Josowi Verstappenowi, on i Max wiedzieli od jakiegoś czasu o decyzji Lambiase. Co więcej, wsparli go w tym, bo wiedzieli, że to świetna okazja. Zatem przyszłość Holendra w F1 nie będzie zależeć wyłącznie od ostatniej rewelacji o odejściu GP z Red Bulla. Bardzo możliwe, że będzie jednym z wielu powodów. Sam zainteresowany powiedział, że rozważy tę kwestię podczas kwietniowej przerwy. Trudno się oprzeć wrażeniu, że jego odejście nastąpi prędzej niż później.



























