Każdy rok jest rokiem Ferrari: Czy w 2026 w końcu stanie się zespołem mistrzowskim?

Charles Leclerc i Lewis Hamilton w Fiorano, Włochy, Scuderia Ferrari HP, F1 2026
© Ferrari

Charles Leclerc uzyskał najlepszy czas w testach przedsezonowych F1 2026. Wierni tifosi ponownie mają nadzieję na sukces, który od osiemnastu lat nie nadszedł. Tym razem sytuacja może wyglądać nieco inaczej. Czy w tym roku Ferrari w końcu da swoim fanom więcej niż tylko marzenia?

Nowe regulacje, nowe Ferrari?

Ferrari znowu obudziło nadzieje wśród wiernych tifosi, a to wszystko za sprawą testów przedsezonowych. Charles Leclerc uzyskał najlepszy czas wszystkich sesji, z zespół przywiózł innowacyjne rozwiązania do Bahrajnu i znalazł sposób na dynamiczne starty. Wszystko to sprawiło, że rzesze fanów ponownie mają nadzieję, że 2026 to będzie ten rok. Rok, w którym stajnia z Maranello w końcu wygra mistrzostwo świata kierowców lub chociażby konstruktorów.

Od ostatniego tytułu minęło już 18 lat. Złośliwy powiedziałby, że niekompetencja Ferrari osiągnęła pełnoletność. Ma tyle samo ile Arvid Lindblad, debiutujący w tym roku z Racing Bulls.

Sezon 2025 był tak rozczarowujący, że Ferrari nie wygrało żadnego Grand Prix. Jedyne zwycięstwo to sprint w Chinach i najszybsze pit stopy mechaników, którzy pokazali imponującą formę. Reszta pozostawiała wiele do życzenia, w zależności od zajmowanego stanowiska bardziej lub mniej, ale najwyższe kierownictwo włoskiego producenta również nie świeciło przykładem.

Jednak sezon 2026 jest okazją do porządnego resetu dla wszystkich zespołów w stawce, w tym Ferrari. To okazja dla wierzgającego konia, żeby stał się galopującym i tym razem nie chciał uciec z żółtego logo. Nowe regulacje techniczne, nowe bolidy, nowe wyzwania. Czy wciąż te same wewnętrzne problemy?

Każdy rok jest rokiem Ferrari

Od ostatniego tytułu mistrzowskiego kierowców w 2007, Ferrari ma już piątego szefa zespołu. Jak dotąd żadnemu nie udało się powtórzyć niezwykłej dominacji z lat Jeana Todta, Micheala Schumachera i Rossa Brawna.

Stefano Domenicali oficjalnie odziedziczył zespół w 2008, zanim Ferrari jeszcze nie zapomniało jak wygrywać. Felipe Massa w tamtym sezonie prawie wygrał mistrzostwo kierowców, z czym nadal nie potrafi się pogodzić, ale przynajmniej ekipa została mistrzami konstruktorów. Potem niezwykle blisko sukcesu znalazł się Fernando Alonso w 2010 i 2012, ale to raczej dzięki swojemu talentowi i determinacji. Zespołowi zawdzięcza bardziej ostatecznie przegrane tytuły, niż bolid na tym samym poziomie, co Red Bull RB6 i RB8, konstrukcji Adriana Neweya. Jak widać, problemy ze strategią w Maranello sięgają kilkunastu lat wstecz.

© Ferrari

Potem w 2014 był Marco Mattiacci, który znany jest przede wszystkim z dwóch rzeczy. Po pierwsze, przez krótki czas zdążył kłócić się z najlepszym kierowcą Ferrari w tamtym czasie, czyli Fernando Alonso. Z pewnością nie zachęciło Hiszpana do pozostania w zespole. Po drugie, sfinalizował przejście Sebastiana Vettela z Red Bulla.

Następnie tuż po zakończeniu sezonu 2014 rządy objął Maurizio Arrivabene, który również nie sięgnął po ostateczny sukces. Trzeba przyznać, że Sebastian Vettel walczył w barwach Ferrari o mistrzostwo świata w 2017 i 2018, ale trudno to nazwać specjalnie udanymi próbami. Zarówno ekipa, jak i sam kierowca popełnili błędy. Jedno było jasne – pojęcie dobrej strategii wyścigowej nie istnieje we włoskim słowniku, bazując na zespole z Maranello.

W 2019 stery wyforsował Mattia Binotto. Jego erę można podsumować jako porażkę, która niemal sprawiła, że Charles Leclerc odszedł z Ferrari. Z tego okresu Scuderii najbardziej w pamięci zapisał się kontrowersyjny (nie)legalny silnik w 2019 i związana z tym poufna ugoda z FIA orazi grande strategia. Słowem, niekompetencja, która zrujnowała szanse Monakijczyka na tytuł mistrzowski.

© Ferrari

Fred Vasseur, zarządzający ekipą od 2023, spisał się dobrze w 2024, gdy Scuderia została wicemistrzami świata konstruktorów. 2025 wyglądał zupełnie odmiennie. Wymarzona współpraca Ferrari z najbardziej utytułowanym kierowcą w historii F1, Lewisem Hamiltonem, przebiegła pod znakiem kolejnych rozczarowań. Brytyjczyk po raz pierwszy w swojej karierze w Formule 1 nie stanął na podium w Grand Prix. Nie mógł poradzić sobie z SF-25, co szczególnie kontrastowało w porównaniu z Charlesem Leclerkiem, który był w stanie sięgnąć po pole position na Węgrzech i wywalczyć podium siedem razy.

Ferrari zaskoczyło na testach

Charles Leclerc uzyskał najlepszy czas na testach przedsezonowych w Bahrajnie, co trzeba brać z przymrużeniem oka. Nie wiemy, jakie konfiguracje, mapowanie i tryb silnika zespoły wybrały, ile miały paliwa w zbiorniku podczas okrążeń pomiarowych oraz ile skrywają tempa w zanadrzu. Czas Leclerca jednak ponownie obudził nadzieje tifosi, że w tym roku walka o mistrzostwo świata jest możliwa. Ale tym razem na serio.

Warto zaznaczyć, że długie przejazdy SF-26 wyglądały bardzo solidnie, a Ferrari wykonało widoczny postęp z pierwszego testu na drugi. Fred Vasseur, szef zespołu, jest w trakcie ciągłej rekonstrukcji ekipy, a wszelkie zmiany personalne, w tym zatrudnienie Loïca Serry na stanowisko dyrektora technicznego ds. podwozia, mogą w końcu przynieść pozytywne efekty. Jeśli nie, to trudno wyobrazić sobie, że Vasseur uniknie konsekwencji.

Mimo wszystko to Mercedes nadal jest punktem odniesienia, przynajmniej na początek sezonu. Bolid W17 wygląda na najbardziej kompletny, dopracowany i zintegrowany z jednostką napędową. W erze F1, gdzie silniki będą odgrywać kluczową rolę, nie powinno dziwić, że ekipa z Brackley ponownie jest faworytem.

© Ferrari

Inżynierowie i szefowie zespołów powtarzają, że bardziej niż forma na początku sezonu, ważniejszy będzie rozwój bolidu w ciągu roku. Nowe regulacje oznaczają, że dzięki ulepszeniom można znacznie poprawić konkurencyjność samochodów. Pakiety poprawek w przypadku Ferrari to skomplikowana sytuacja, choć częściej wychodzą skutecznie niż nie. Jeśli chodzi jednak o strategię, to z pewnością zawsze znajdą sposób na niekonwencjonalne podejście, które zazwyczaj oznacza ogromny błąd w wyścigu i zmarnowanie szansy na świetny wynik.

Na ten moment Ferrari stawiane jest na równi z Mercedesem, bądź niedaleko za. Jak jednak nauczyła nas historia, stajnia z Maranello nie potrzebuje rywali, aby przegrywać, bo sama skutecznie rzuca sobie kłody pod nogi. Nawet, a szczególnie wtedy, gdy ma konkurencyjny bolid i duży potencjał.

Wiktoria Żupińska avatar
Wiktoria ŻupińskaOglądam i piszę o Formule 1 oraz MotoGP. Interesuje mnie polityka w sporcie i sport w polityce.

Powiązane tematy

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl