Gigantyczna strata Hondy pogrąży Astona Martina w sezonie 2026 F1?

Nie tak przygotowania do sezonu 2026 F1 chciał rozpocząć Aston Martin. Dowodzony przez Adriana Neweya zespół przejechał najmniej kilometrów ze wszystkich zespołów zarówno podczas shakedownu w Barcelonie oraz w Bahrajnie. Piętą Achillesa zespołu z Silverstone okazuje się jednostka napędowa Hondy, która jest daleko w tyle za rywalami, a to nie napawa optymizmem przed inauguracją sezonu w Australii.
Przebieg niegodny mistrzowskich aspiracji
O fatalnym położeniu zespołu Astona Martina niech świadczy fakt, że podczas ostatniej tury testów w Bahrajnie zielony samochód przejechał jedynie 128 okrążeń. Nieco lepiej ekipa z Silverstone wypadła podczas pierwszych trzech dni w Bahrajnie, gdzie przebieg silnika Hondy nabił 203 rundy – wynik co najwyżej średni.
Podczas testów F1 przyjmuje się niepisaną zasadę, że jeśli zespół podczas jednego dnia przejedzie przynajmniej 100 okrążeń, to wykonał przyzwoitą pracę, po której może śmiało myśleć nad dalszym etapem rozwoju samochodu i jego przyspieszeniem. W przypadku ekipy z Silverstone 331 przejechanych rund jest najgorszym wynikiem w całej stawce, a uśredniając wynik z 6 dni jazd po Sakhir, można publicystyczni zaryzykować tezę, że Aston Martin teoretycznie opuścił jedną turę testów w Bahrajnie.
Średnia na poziomie 55 okrążeń to policzek dla mądrych głów w Silverstone na czele z Neweyem. Jedynie Cadillac podczas dwóch tur miał średnią poniżej 100 okrążeń, ale umówmy się – średnią 99 okrążeń na dzień można utożsamiać z przyjętymi normami, tym bardziej że Amerykanie są zupełnie nowym zespołem w stawce i zaczynają od zera.
Honda znowu to robi
Pieniądze w Formule 1 odgrywają kluczową rolę, ale jeszcze większą wartość przypisuje się innowacyjności, doświadczeniu i umiejętności wyciągania wniosków z popełnionych błędów, a tych nie zrobiła Honda. Kiedy w sezonie 2015 Fernando Alonso dołączał ponownie do McLarena z wiedzą, że Honda będzie napędzać bolid z Woking, z pewnością przez myśl przeszła mu wizja startów tych dwóch marek na przełomie lat 80/90 XX wieku, kiedy hurtowo Ayrton Senna i Alain Prost zdobywali tytuły.
Efekt był jednak odwrotny. Honda zupełnie nie potrafiła wkomponować się w erę silników hybrydowych, tworząc najmniej konkurencyjny silnik, który według niektórych tracił nawet 100 KM do konkurentów. Po trzech fatalnych latach spędzonych przez McLarena na końcu stawki ekipa z Woking podziękowała za usługi Japończykom i przeszła na jednostki Renault.
Dopiero po dołączeniu do Red Bulla Honda otrząsnęła się po niepowodzeniach i w sezonie 2021 zapewniła Maxowi Verstappenowi silnik, dzięki któremu wywalczył swój pierwszy mistrzowski tytuł. Po tym tryumfie japoński producent oficjalnie wycofał się z F1, choć do końca poprzedniego roku dostarczał technologię zespołowi z Milton Keynes w obszarze jednostki napędowej, już pod marką RBPT.
Oficjalnie kolejny powrót do F1 Honda zapowiedziała w sezonie 2023, łącząc się z Astonem Martinem i ponownie krzyżując drogi z Fernando Alonso. Podczas oficjalnej prezentacji silnika przygotowanego z myślą o regulacjach na sezon 2026 japoński producent szumie zapowiadał, iż w nowej erze Formuły 1, Honda pozycjonuje serię jako symbol wyzwań i innowacji, a Honda Racing Corporation (HRC), globalny oddział Hondy zajmujący się wyścigami, opracował RA626H, nowy silnik na sezon 2026 dążąc do zostania numerem jeden na świecie i będzie podejmować wyzwania wspólnie z zespołem Astona Martina, aby osiągnąć ten cel. Rzeczywistość okazuje się brutalna i wracają demony przeszłości.
Według pojawiających się informacji BBC Adrian Newey przed drugą turą testów w Bahrajnie na posiedzeniu Komisji Formuły 1 miał stwierdzić, że jednostka napędowa Hondy nie jest w stanie odzyskiwać energii nawet przy dolnej granicy 250 kW, nie mówiąc już o górnej granicy 350 kW, którą wykorzystują czołowi producenci silników. Oznacza to, że bateria Hondy rozładowuje się dużo szybciej, niż u konkurencji, a kierowcy muszą ekstremalnie oszczędzać energię, tracą cenne sekundy na okrążeniu, zwłaszcza na prostych.
Potwierdzenie na torze
Już podczas shakedownu w Barcelonie Aston Martin miał problemy z samochodem, pojawiając się na torze dopiero na chwilę przed upływem przedostatniego dnia jazd. Wtedy jednak sama konstrukcja AMR26 przykryła temat silnika, gdyż cały świat swój wzrok zwrócił na zewnętrzne aspekty dzieła Adriana Neweya. Wytłumaczenia nie było już jednak w Bahrajnie.
Podczas drugiej tury testów przedostatniego dnia Fernando Alonso zatrzymał się na torze, a chwilę przed tym z jego silnika wydobył się dziwny dźwięk. Finalnie Honda potwierdziła, że problem dotyczył faktycznie obszaru jednostki napędowej, a ściśle rzecz ujmując baterii.
Aston Martin pod ścianą Hondy
Wydaje się, że Honda w ostatnich kilkunastu latach powtarza cykl, który zaczyna się od porażki. Tym razem musi sobie radzić ze zmienioną kadrą inżynierów, którzy tworzą silnik i zupełnie innymi przepisami. Po ostatnim wycofaniu się Japończyków z F1 na emeryturę przeszedł szef rozwoju jednostek napędowych Yasuaki Asaki, odpowiedzialny za sukcesy w Red Bullu oraz część podległej mu kadry.
Czasu na rozwiązanie jest coraz mniej, gdyż do 1 marca silniki na sezon 2026 F1 muszą zostać homologowane, więc z dużym prawdopodobieństwem nie wszystkie problemy zespołu znajdą rozwiązanie. Pomocy Aston Martin i Honda być może będą musieli szukać dzięki tzw. dżokerom rozwojowym.
FIA w tym sezonie będzie monitorować wydajność części spalinowej wszystkich silników na podstawie dostępnych danych i po 6., 12. i 18. Grand Prix sezonu może przyznać tzw. dżokera na rozwój jednostki, jeśli ten odbiega od konkurencji w osiągach między 2-4% lub dwa dżokery, aniżeli ta wartość jest powyżej 4%.
Przed Astonem Martinem zapowiada się trudny początek sezonu, który miał być nowym otwarciem i włączeniem się do walki o mistrzostwo świata. Oprócz problemów z Hondą zespół z Silverstone narzeka również na integrację skrzyni biegów z japońskim silnikiem, która ma się zachowywać w tym połączeniu „dziwnie”. Kłopoty AMR26 dosięgają również obszar chłodzenia, nie mówiąc już o sprawdzeniu atrakcyjności pakietu aerodynamicznego, który stworzył Newey. Zanosi się na to, że Fernando Alonso i Lance Stroll bez uśmiechów na twarzy przybędą do Melbourne na inaugurację sezonu.








