Czarne chmury nad Neweyem

© Red Bull Content Pool

Testy w Bahrajnie okazały się dla Astona Martina kompletną katastrofą. Pod każdym możliwym względem team jest teraz na samym dnie. Wielu traktuje to jako przejściową sytuację, wynikającą ze zbiegu niekorzystnych okoliczności, ale nie musi tak być. Czy rozdział pod tytułem Aston Martin może przejść do historii jako upadek legendy Adriana Neweya?

Reputacja to krucha rzecz

Do pewnego momentu dla wszystkich było jasne, że Sebastian Vettel jest jednym z największych kierowców w historii, potem jednak, gdy pokonywali go Daniel Ricciardo i Charles Leclerc, przestał być wymieniany jako kandydat do miana potencjalnego GOAT-a. Gdy Daniel Ricciardo odchodził z Red Bulla dla wszystkich było jasne, ze to potencjalny mistrz świata. Dwa lata później z jego reputacji nic nie zostało. Nawet Lewis Hamilton, najbardziej utytułowany kierowca w historii, ostatnio ma problemy z utrzymaniem swojej reputacji absolutnego geniusza kierownicy, po kilku słabszych sezonach. Zawsze pojawia się dyżurny argument, że to nie on, ale świetny samochód był kluczem do sukcesów.

Debaty o tym czy za sukces kierowcy odpowiada on, czy raczej świetny samochód, to codzienność fanów F1. Formuła 1 to sport zespołowy. Czasem bardzo trudno stwierdzić kto w największym stopniu odpowiada za sukcesy. No ale jeśli to samochód, komu przypisać zasługi za jego konstrukcję? W dawnych czasach kiedy teamy były bardzo małe było to stosunkowo proste, ale dziś każdy zatrudnia setki osób i ma skomplikowaną strukturę rozkładającą odpowiedzialność na wiele działów.

Hamilton może być najbardziej utytułowanym kierowcą w historii, ale liczba jego trofeów blednie wobec ilości trofeów Adriana Neweya. Newey jest w tej chwili niezaprzeczalnie osobą o najlepszej reputacji w tym sporcie, uniwersalnie uznanym za geniusza w swoim fachu. Czy wizerunkowi budowanemu przez dekady sukcesów coś jeszcze może zagrozić?

Przed Neweyem był w historii jeszcze jeden człowiek, który cieszył się porównywalnym uznaniem. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Colin Chapman uchodził za najbardziej genialnego konstruktora w F1. Nie bez powodu. Stał za czterema absolutnie przełomowymi konstrukcjami. Lotusy 25,49,72 i 79 to modele, z których każdy wprowadzał rozwiązania zmieniające na zawsze sposób konstruowania wyścigówek.

Lotus 88 z podwójnym podwoziem, jego ostatni genialny pomysł, został zakazany w 1981 roku, a Chapman zmarł rok później, w ten sposób pieczętując na wieki swoją legendę.

Prawda o Lotusie 88 była jednak taka, że kierowcy, którzy nim jeździli wcale nie uważali go za udaną konstrukcję. Był tak naprawdę kolejnym z przełomowych pomysłów Chapmana, który nie wypalił. Wcześniej był to na przykład samochód z napędem 4x4 i nieudany Lotus 80.

Tak naprawdę gdyby nie fakt, że to Lotus pierwszy wpadł na pomysł wykorzystania efektu przyziemnego, ostatnia dekada po mistrzostwie w 1972 przeszłaby do historii Lotusa jako pasmo porażek.

Czasem jeden epizod przesądza o tym, że narracja się zmienia.

Rola Neweya w Red Bullu

Dotychczasowa interpretacja roli Adriana Neweya w Red Bullu była taka, że był on po prostu głównym powodem przekształcenia zespołu z przeciętniaka w absolutna potęgę. I to akurat trudno kwestionować. Niewątpliwie sukcesy Vettela były w ogromnej mierze zasługą jego genialnych konstrukcji. Jednak jego rola w zespole zmniejszała się przez lata i nikt tak do końca nie wiedział na ile samochody Red Bulla, to ciągle autorskie samochody Neweya. Na pewno jednak przez lata projektowanie samochodu F1 zależało coraz mniej od jednej osoby. Newey jako reprezentant starej szkoły, projektant który wciąż szkicuje swoje wizje ołówkiem, z pewnością umiał dostarczać ciekawych koncepcji, tylko czy największych zasług nie należy przypisać grupie ludzi, która umiała je zrealizować.

Gdy Newey odszedł z Red Bulla i natychmiast po tym forma zespołu gwałtownie się pogorszyła, można było to przyjąć jako ostateczny dowód na to, że to właśnie on był tym magicznym czynnikiem zapewniającym dobre wyniki.

Jednak to, co nastąpiło później, każe spojrzeć na sprawę inaczej. Red Bull od tamtego czasu przezwyciężył kryzys i powrócił na szczyt. Usprawnienia samochodu pojawiają się na torze ze sporym opóźnieniem, więc wydaje się, że koncepcja samochodu Red Bulla, która doprowadziła jego rozwój w ślepy zaułek to mógł być spadek po Neweyu, a już bez niego udało się zespołowi z kryzysu wyjść.

Tym co najbardziej kwestionuje opowieść o Neweyu jako największym atucie Red Bulla jest jednak to, co stało się podczas przedsezonowych testów. Red Bull zaskoczył na nich bardzo pozytywnie, co prawda nie tyle samochodem, co jego jednostką napędową, a Aston Martin okazał się szokującym niewypałem. Przy czym gdy porówna się oba samochody widać, że Red Bull wygląda na kontynuację koncepcji z poprzedniej ery Red Bulla, a w porównaniu z nim nowy Aston wygląda bardzo radykalnie. Jakby w Astonie Newey mógł projektować odważniej. Co okazało się problemem...

Czy Newey w roli lidera nie był ogromnym błędem?

Aston Martin, Newey, Alonso i Honda to wydawał się dream team, ale teraz widać wyraźnie, że w dużej mierze był to przepis na porażkę. Przybycie Neweya dokładnie w momencie zarówno zmiany przepisów jak i zmiany partnera silnikowego, spowodowało problemy, które można było przewidzieć.

Po pierwsze z początkiem prac nad nowym samochodem postanowiono czekać na przyjście Neweya, co spowodowało czteromiesięczne opóźnienie w stosunku do innych teamów. Poza tym nad nowym silnikiem dla Hondy pracowali już zupełnie inni ludzie niż nad jednostka zapewniającą mistrzostwa Verstappenowi, bo jak pamiętamy Honda odeszła z F1, a potem zaraz wróciła, co spowodowało półtora roku przerwy w działaniu, podczas którego ówcześni pracownicy po prostu odeszli.

To wszystko sprawiało, że opowieść o genialnym projektancie i mistrzowskim dostawcy silników wyglądała dobrze tylko na papierze. Oczywiście mógł nastąpić cud i Newey oraz Honda mogli w rekordowym czasie wpaść na jakieś genialne rozwiązania, ale jak już wiemy cud się nie zdarzył, nastąpiło za to zderzenie z brutalna rzeczywistością.

Początek ery Neweya w Astonie Martinie był pod każdym względem fatalny. Do Barcelony zespół dotarł w ostatniej chwili, tak że nie zdążył nawet pomalować samochodu. Gdy już go pomalował, transmisja oficjalnej prezentacji przerywała się kilka razy z powodu problemów technicznych. W Bahrajnie okazało się, że samochód do niczego się nie nadaje, przynajmniej na razie.

Aston Martin ma wytłumaczenie dla swoich problemów, ale nie usprawiedliwienie, bo stoją za nimi konkretne decyzje, które można teraz kwestionować, zwłaszcza, gdy porówna się je z tym co robiły inne zespoły

Doświadczony Flavio Briatore postawił na silnik Mercedesa, a jego zespół rozpoczął przygotowania do sezonu 2026 rekordowo wcześnie. Aston Martin w tym czasie odszedł od Mercedesa i zaczął pracować nad nową konstrukcją później niż konkurenci.

Audi pojawiło się w Barcelonie z bardzo podstawową wersją samochodu, a dopiero w Bahrajnie, gdy już było wiadomo na czym stoją, wprowadzili bardziej radykalne rozwiązania. To logiczne działanie w przypadku, gdy znakiem zapytania jest nowy silnik, ale gdy spojrzeć na podejście takich zespołów jak Ferrari czy McLaren widać również, że, mając solidna podstawę jeśli chodzi o jednostkę napędową, na początku sezonu chcieli mieć samochód, który przede wszystkim łatwo zrozumieć i rozwijać.

Aston Martin spóźnił się na shakedown w Barcelonie i od razu zaprezentował radykalny samochód z, jak się okazało niedopracowanym silnikiem. Plus jest taki, że jest duży margines do poprawy, ale co z tego, gdy nie wiadomo od czego zacząć. Znacznie łatwiej mieć konkretny element do poprawy niż pracować równocześnie nad wszystkimi aspektami. Więc gdy problemem jest silnik, samochód powinien być przede wszystkim bezproblemowy. Nowy Aston jest przeciwieństwem tego. Z powodu ciągłych awarii przejechał najmniej kilometrów ze wszystkich samochodów i nadal jest dla zespołu nierozszyfrowaną enigmą. Sytuację pogorsza też fakt, że nikt inny nie ma silnika Hondy, więc nie ma też punktu odniesienia. Sytuacja jest więc najgorsza z możliwych i jest to skutek wątpliwych decyzji podjętych przez Hondę, Astona Martina, ale także Neweya, który zaprojektował samochód, który na tym etapie jest dla zespołu znacznie bardziej problemem niż atutem.

Fernando Alonso, kierowca Astona Martina, w bolidzie AMR26 podczas testów w Bahrajnie, F1 2026
© Aston Martin F1

Problem z geniuszami jak Newey jest taki, że po prostu nie mogą się powstrzymać, żeby nie testować granic tego, co możliwe. Dlatego właśnie Chapman przeplatał genialne pomysły z zupełnie nietrafionymi. Dlatego zespół McLarena musiał kiedyś nad koncepcjami Neweya pracować dwa lata, zanim zdołał przekuć je w końcu w udany model MP4-20 z 2005 roku.

Czasami szef zespołu musi umieć powstrzymać zapędy projektantów. Problem polega na tym, że teraz szefem jest właśnie Newey.

Co dalej?

Lance Stroll twierdził w Bahrajnie, że do czołówki brakuje im ponad trzech sekund. Jeśli sprawdzimy jaką stratę miał w Melbourne 2015 McLaren-Honda, okazuje się, że prawie trzy sekundy. Fernando Alonso ma więc de ja vu z 2015. Wtedy też głównym problemem była Honda, ale brak mocy przekładał się tez na brak możliwości rozwoju samochodu. Trzeba oczywiście przypomnieć, że Honda wygrała pierwszy wyścig cztery lata później, ale Alonso tego nie doczekał, gdyż odszedł z F1. No i tym razem może być podobnie, bo za cztery lata Alonso będzie miał 48 lat. No i można też przypomnieć, że w międzyczasie w McLarenie pojawił się nowe kierownictwo, które nie miało cierpliwości i pożegnało się z Hondą.

Teraz, również pod presją Alonso, który nie ma czasu czekać, będzie Neweyowi trudno o spokój. Wydaje się, że gorzej być nie może i zespół będzie czynił postępy, ale droga do sukcesu może być bardzo długa i bolesna. Pod presją będzie też Laurence Stroll, który może zacząć szukać kozła ofiarnego.

Adrian Newey musi teraz ogarnąć kryzys, do którego sam się przyczynił. W dodatku musi to zrobić jako szef zespołu, odpowiedzialny też za projekt samochodu, mając nad sobą ludzi, którzy zainwestowali w ten projekt naprawdę dużo. W takiej sytuacji jeszcze nie był i nie wiadomo czy będzie w stanie sobie poradzić. Z całą pewnością można powiedzieć jedno. Jeśli Newey wyjdzie z tego kryzysu i doprowadzi Astona Martina do zwycięstw, nikt już jego geniuszu nie będzie kwestionować.

Powiązane tematy

© 2009-2026 ŚwiatWyścigów.pl