Ile kosztuje organizacja Grand Prix F1?

Ile kosztuje organizacja Grand Prix F1? raconteur.net

Organizacja Grand Prix Formuły 1 to wbrew pozorom intratna propozycja. Dzięki temu nie tylko gościmy w swoim kraju najlepszych kierowców świata, ale również turystów, którzy na pewno do nas wrócą w przyszłości. Ile jednak taka zabawa kosztuje?

425 milionów widzów przed telewizorami rocznie czy pojawienie się na mapie świata obok takich miejsc jak Singapur czy Monako powoduje, że coraz więcej państw zastanawia się nad organizacją rundy Formuły 1. W przeciwieństwie do mistrzostw świata w piłce nożnej czy igrzysk olimpijskich, jest to impreza coroczna. Organizacja nie jest jednak tania i nie zawsze się zwraca.

Na pierwszy rzut oka, organizacja wyścigu wydaje się być tania – potrzeba jedynie trybun dla kibiców, wstęgi asfaltu i mamy gotowe Grand Prix. To jednak wcale nie jest takie proste. Najszybszym i najłatwiejszym sposobem na organizację wyścigu, jest stworzenie tymczasowego toru na ulicach centrum lub obrzeży miasta.

Dlaczego tak jest łatwiej? Ponieważ zbudowanie specjalnego toru nie tylko generuje koszty, ale również problemy z koniecznością utrzymania obiektu, zapełnienia rocznego kalendarza oraz utrzymywania zmieniających się standardów bezpieczeństwa, a w dodatku tory są zwykle oddalone od miast, nie dając możliwości pokazania ich walorów i zabytków.

Niestety, to co jest prostsze do organizacji, wcale nie jest tańsze, jak mogłoby się to wydawać. Organizowanie wyścigu ulicznego jest na dłuższą metę droższe niż organizacja takiej imprezy na obiekcie stałym. Wszystko za sprawą trybun i asfaltu, które muszą spełniać wymagania bezpieczeństwa toru kategorii I. Homologacja jest wydawana przez FIA i jeżeli włodarze miasta nie otrzymają najwyżej kategorii, nie ma mowy o rozgrywaniu wyścigu.

Koszty

16 milionów dolarów – tyle pieniędzy potrzeba na to, aby opłacić wszystkie osoby, które zostają zatrudnione przy organizacji wyścigu ulicznego, z czego sam marketing i organizacja pochłaniają budżet wielkości 6,5 miliona dolarów. W sumie zatrudnionych zostaje 600 osób, a do pracy potrzebnych jest również 120 strażaków oraz 500 marshalli, którzy zgłaszają się jako ochotnicy. Nie zapominajmy jednak, że wielu z nich musi mieć już doświadczenie w podobnych tego typu imprezach.

Następnie przechodzimy do trybun. Przy 80 tysiącach kibiców, ich umiejscowienie oraz instalacja pochłania około 14 milionów dolarów. Koniecznym elementem toru są bariery oraz siatki zabezpieczające, co pochłania kolejne 8 milionów, podobnie jak wynajęcie budynków pod kompleks boksów i garaże. Różnego rodzaju pojazdy, biura, oraz budynki użyteczności publicznej to kolejne 6 milionów. Dźwigi, 350 gaśnic umieszczonych co 15 metrów i inne koszty to kolejne 4,5 miliona dolarów, a do tego dochodzą koszty ubezpieczenia, czyli 1 milion dolarów.

W sumie daje to kwotę 57,7 miliona dolarów, a nie przeszliśmy jeszcze do opłaty organizacyjnej. Ta średnio wynosi 30 milionów, lecz w wielu kontraktach znajduje się zapis podnoszący tę kwotę o 10% z każdym rokiem, co przy 10-letniej umowie daje nawet 70 milionów za jeden wyścig. Na koniec takiego okresu daje to łącznie 478 milionów. Przy założeniu, że koszty organizacji (57,7 mln) będą stałe, koszty goszczenia wyścigu przez 10 lat urastają do miliarda dolarów.

Szukanie oszczędności

Dlatego też najlepszą alternatywą jest rozgrywanie wyścigów na obiektach już wybudowanych, ponieważ generowane wówczas co roku koszty są niższe niż w przypadku wyścigów ulicznych. O ile więc wybudowanie takiego obiektu jest droższe niż organizacja wyścigu ulicznego, opłaca się to w dalszej perspektywie.

Koszty oddania do użytku spełniającego standardy obiektu można znacząco obniżyć, jeśli jesteśmy w posiadaniu infrastruktury, która wymaga jedynie remontu. Takim przykładem jest Autódromo Hermanos Rodríguez, położony w samym sercu Meksyku, który otrzymał nowe życie i powrócił do kalendarza F1 po 23 latach przerwy.

Przystępne ceny biletów oraz atrakcyjna „część stadionowa” przyciągnęły na trybuny tłumy – 90 tysięcy w piątek, 110 tysięcy w sobotę i aż 135 tysięcy w niedzielę, co dało łączną liczbę 335 tysięcy widzów przez cały weekend. Cały obiekt był oblepiony bannerami z napisem „znów w Meksyku”, a znakomite pomysły jak podium przy części stadionowej przyczyniły się do zdobycia nagrody za najlepszą organizację Grand Prix w sezonie 2015.

Jak poinformowała firma analityczna STR Global, noc przed wyścigiem doba hotelowa kosztowała 258,79 dolarów, czyli o 128.1% więcej niż tego samego dnia rok wcześniej, a obłożenie hoteli wzrosło z 64.4% w 2014 roku, do 81.8% w 2015. Hotele bardzo skorzystały na tym, że wyścig był organizowany w centrum miasta, co zwykle nie jest możliwe przy budowie specjalistycznego toru od zera.

Jednak co daje budowa toru od podstaw? Większą dowolność w planowaniu, elastyczność oraz wolność. Przykładem takiego obiektu jest Circuit of the Americas w Teksasie, zbudowany dla Formuły 1 w 2012 roku, a który od tego czasu powiększył swoje portfolio o rundy MotoGP oraz Długodystansowych Mistrzostw Świata, jako najbardziej „europejski” obiekt w Stanach Zjednoczonych.

Budowa nowego obiektu blisko Meksyku zapewniła bardzo dużą popularność Grand Prix w pierwszych dwóch latach, stając się drugą w sezonie rundą pod względem frekwencji. Ta spadła jednak dramatycznie po powrocie F1 do samego Meksyku, a ulewny deszcz podczas ubiegłorocznego wyścigu nie pomógł organizatorom w walce o widownię.

Budowa permanentnego toru to koszt około 270 milionów dolarów, a opłata za rozgrywanie wyścigu około 18,5 miliona, czyli dużo mniej niż w przypadku toru ulicznego. Przez 10-letni okres, łączne koszty kumulują się do kwoty 993 milionów, czyli nieznacznie mniej niż w przypadku wyścigu ulicznego, a mamy do stałej dyspozycji światowej klasy obiekt.

Losy torów wyścigowych

Problem rodzi się w tym, że choć koszty samej organizacji rundy F1 są niższe, opieka nad takim obiektem jest dużo trudniejsza. Trzeba bowiem wypromować wydarzenie odbywające się poza miastem, a w przypadku niższej niż zakładanej widowni, nie można zaoszczędzić pieniędzy na innej organizacji trybun.

W poważne problemy popadł niedawno brytyjski Silverstone – tor zbudowany na byłym lotniku wojskowym, który gościł pierwsze Grand Prix F1 w 1950 roku. Choć brytyjska runda przyciąga na trybuny najwięcej widzów, a sam tor gości też inne prestiżowe wyścigi jak MotoGP, WEC czy własny 24-godzinny wyścig, może wkrótce zostać sprzedany grupie Jaguar Land Rover.

Przyczyn takiego stanu należy szukać właśnie w rosnących co roku opłatach licencyjnych – Grand Prix Wielkiej Brytanii to jedyny wyścig w kalendarzu, który nie jest przynajmniej częściowo finansowany ze środków publicznych, zatem rosnące opłaty muszą być pokrywane ze sprzedaży biletów, których ceny z roku na rok są przez to coraz wyższe.

Spekuluje się, że w przypadku Silverstone opłata za organizację wyścigu rośnie rocznie o 5% i w tym roku wyniesie 17,6 miliona funtów, czyli nieco ponad 24 miliony dolarów. Aby ją pokryć, tor musiał wynająć część swoich terenów na cele biznesowe, a sytuacja pogarsza się z roku na rok, bowiem będący właścicielem obiektu Brytyjski Klub Kierowców Wyścigowych od ponad pół dekady bezskutecznie próbuje znaleźć długoterminowe rozwiązanie.

Źródło: raconteur.net

Roksana Ćwik

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redakcja

Informacje

Partnerzy ŚwiatWyścigów.pl

rally and race put motorsport 4kolka kobiecym okiem o wyscigach