Aktorzy z trzeciego planu

Aktorzy z trzeciego planu Pirelli

Wyścigi Formuły 1 to ogromne widowisko i spektakl, w którym głównymi gwiazdami są kierowcy, wspierani przez drugoplanowych bohaterów w postaci członków zespołów. W tej grze udział biorą jednak jeszcze dwie, bardzo związane ze sobą strony, o których czasami zdarza się nam zapominać. Mowa tu oczywiście o pogodzie i podejmujących w zależności od niej decyzji sędziów, który dzięki temu istotnie wpływają na losy i jakość odgrywanego przez wspomnianych wyżej aktorów spektaklu. Przez ostatnie kilka tygodni słyszeliśmy sporo głosów, że działania te nie zawsze są dobre, dlatego w trakcie Grand Prix Węgier zdecydowaliśmy się sprawdzić to osobiście.

Aby zacząć analizować słuszność decyzji stewardów nie musimy cofać daleko w przeszłość. Wystarczy, że przypomnimy sobie sobotę przed Grand Prix Węgier, kiedy kwalifikacje trwały blisko 2 godziny, z uwagi na przeciągającą się pierwszą z ich części. Z uwagi na silne opady deszczu i negatywne opinie ze strony wykonującego inspekcje toru, kierowcy samochodu bezpieczeństwa, Bernda Maylandera, zespół sędziów sportowych podjął decyzję o dwukrotnym opóźnieniu startu Q1 o 10 minut. Kiedy opady zelżały, a na Hungaroringu zalegały już mniejsze ilości wody, na końcu alei serwisowej w końcu zapaliło się zielone światło, przez co zawodnicy mogli rozpocząć walkę o pole position.

Pełne deszczówki poszły w ruch i mogliśmy oglądać pędzące po węgierskim obiekcie i wzbijające za sobą wodne pióropusze kolorowe bolidy… przez całe 5 minut. Po tym czasie częstotliwość opadów znowu wzrosła i jazda zrobiła się nieco trudniejsza. Mimo że żaden z kierowców nie padł ofiarą panujących wtedy warunków pogodowych, Charlie Whiting i spółka podjęli decyzję o przerwaniu sesji, co automatycznie zrodziło pytania o jej zasadność. Osobami, które najlepiej mogą ocenić warunki do jazdy są naturalnie kierowców, dlatego tuż po zakończeniu czasówki skierowaliśmy w ich stronę dotyczące tego pytania.

Daniel Ricciardo całkowicie pochwalił decyzję sędziów, podkreślając dodatkowo kwestię nowej nawierzchni Hungaroringu, która sprzyja gromadzeniu się wody. 

„Myślę, że dzięki temu, że na nowej nawierzchni nie ma zbyt wielu szczelin czy spękań, dlatego woda stoi po prostu na nowym, płaskim asfalcie” – powiedział zdobywca trzeciego miejsca w tegorocznym wyścigu o Grand Prix Węgier. „Mogłeś to zobaczyć kiedy samochód bezpieczeństwa jeździł po torze kilka minut po 14 i wpadał w aquaplaning. Normalnie kiedy samochód bezpieczeństwa ma problemy, my mamy jeszcze ciężej. Oczywiście, chcemy wyjeżdżać i się ścigać, nie chcemy czekać, ale zarówno samochód jak i opony mogą poradzić sobie tylko z określoną ilością wody. Uważam, że w tej sytuacji zostały podjęte najlepsze decyzje. Myślę, że wszyscy byliśmy zszokowani jak szybko przeschło. Przeszliśmy z pełnych deszczówek na pośrednie, a potem na gładkie opony w 10-15 minut”.

Podobne stanowisko w tej sprawie zajęli kierowcy Mercedesa, którzy w owej czasówce odnotowali dwa najlepsze rezultaty.

„Zdecydowanie podjęto dobrą decyzję, ponieważ kałuże sprawiają, że wpadasz w aquaplaning i tracisz kontrolę nad samochodem” – przyznał Nico Rosberg. „Nie da się jeździć w takich warunkach. Nawet wtedy, kiedy już jeździliśmy, wielu kierowców wypadało z toru w różnych miejscach. Ta decyzja była w porządku, była dobra”. 

Niecodzienną dla siebie opinię zaprezentował Lewis Hamilton. Mistrz świata, który znany jest z odważnego podejścia do ścigania, a deszczowe warunki motywują go do jazdy, tym razem zaprezentował bardziej zrównoważone podejście.

„Jestem dość szalony i czasami lubię jeździć w takich warunkach, ale, tak jak mówił Nico, w pewnym miejscu wpadłem w okropny aquaplaning. Byłem wtedy przed nim. Właśnie dlatego uważam, że podjęto właściwą decyzję. Woda stała na torze, a opony nie nadążały jej odprowadzać, dlatego uważam, że było to dobre posunięcie”. 

Aby zebrać nieco więcej informacji na ten temat zdecydowaliśmy się poruszyć ten temat w rozmowach z innymi kierowcami. Naturalną wyrocznią wydał nam się najbardziej doświadczony zawodnik w stawce - Jenson Button, którego zapytaliśmy czy na przestrzeni 17 lat kiedy startuje w najbardziej prestiżowej kategorii wyścigowej na świecie widzi jakąś zmianę w podejściu sędziów do przerywania wyścigów czy sesji. Mistrz świata szybko udzielił odpowiedzi na nasze pytanie, rzucając krótkie „Nie”, po czym dodał:

„Myślę, że ludzie zawsze patrzą tylko na ostatni wyścig, na to jak spisują się kierowcy, zespoły czy sędziowie. Po ostatnim wyścigu w Wielkiej Brytanii ludzie wydają się być niezadowoleni, że samochód bezpieczeństwa pozostawał na torze przez tyle czasu. Uważam jednak, że ostatnio podejmują oni bardzo dobre decyzje na temat tego kiedy wypuścić na tor samochód bezpieczeństwa czy przerwać sesję czerwoną flagą. Naprawdę wykonują dobrą pracę i myślę, że dzisiaj było tak samo. Kiedy spadł deszcz było naprawdę bardzo mokro, tor miejscami przypominał jezioro, a oprócz tego gdzieniegdzie płynęły rzeki. Myślę, że zachowali się bardzo dobrze i powinniśmy być z tego zadowoleni”. 

Z Buttonem nie zgadza się jednak Toto Wolff, który uważa, że podejście sędziów uległo zmianie, a naturalnym tego źródłem był tragiczny w skutkach wypadek Julesa Bianchi’ego na torze Suzuka w mokrym wyścigu o Grand Prix Japonii 2014. Młody Francuz mimo żółtych flag jechał zbyt szybko, w skutek czego wypadł z toru i uderzył głową w sprzątający akurat samochód Adrian Sutila traktor. Szef ekipy Mercedesa podkreślił, że na wszystkich wywarło to duży wpływ, przez co podejmowane ostatnio decyzje wydają się być bardziej zachowawcze.

„Myślę, że z uwagi na wypadek Julesa i to, jak później potoczyły się sprawy, mamy dodatkową przestrogę, która daje teraz o sobie znać. Możemy to w pewien sposób zrozumieć, ale uważam, że powinniśmy wrócić do tego, na czym tak naprawdę polega motorsport - najlepsi kierowcy ścigają się najmocniejszymi samochodami w zdradliwych warunkach. Oni naprawdę potrafią sobie z tym poradzić”.

Potwierdzeniem słów Niemca może być wprowadzenie do sportowych przepisów Formuły 1 systemu wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, który aktywowany jest przy ponadprzeciętnym zagrożeniu. Według FIA oprócz wprowadzenia bezpieczeństwa, ma on również usystematyzować tempo kierowców, którzy w okresie jego aktywowania podążają z taką samą prędkością. W rzeczywistości nie jest on taki sprawiedliwy, ponieważ niezależnie od miejsca w którym znajduje się dany zawodnik, ciąży na nim obowiązek włączenia ogranicznika prędkości, tak jak w alei serwisowej. O szczęściu mogą mówić więc ci, którzy przejeżdżają akurat przez wolną sekcję, ponieważ zwalniają dużo mniej niż ci, którzy podróżują w tym samym czasie po prostej startowej.

Analizując zasadność podejmowanych przez sędziów decyzji nie sposób nie odnieść się do pierwszych okrążeń wyścigu o Grand Prix Wielkiej Brytanii, po której pojawiało się wiele głosów, że kierowcy są przesadnie chronieni, co również było przedmiotem naszych dyskusji na Hungaroringu. 

Najbardziej wojowniczy punkt widzenia zaprezentował naturalnie Lewis Hamilton, który otwarcie powiedział: „Mogliśmy wystartować ze swoich pól”. Chwilę później zaczął jednak zwracać uwagę na serię niebezpieczeństw, które jego zdaniem i tak były niewystarczające do lotnego startu. 

„Gdzieniegdzie były kałuże, co uczyniłoby start dość dużym wyzwaniem, ale na tym właśnie polegają wyścigi” - zauważył Hamilton. „Trzymali nas zbyt długo. Kiedy zaczęliśmy się ścigać warunki były już odpowiednie na opony przejściowe. Więcej wody było na torze w roku 2008, kiedy mieliśmy stojący start i właśnie dlatego to mówię. Mokry start zawsze jest ekscytujący, tak samo jak suchy, jeśli nie bardziej. W 100% to popieram”.

Nieco inną opinię na ten temat miał Sebastian Vettel, który nie zgodził się ze zwycięzcą rundy na Silverstone, ale zakwestionował sens istnienia pełnych deszczówek, które w ostatnim czasie używane są tylko do jazdy za samochodem bezpieczeństwa.

„To była dobra decyzja, aby rozpocząć wyścig za samochodem bezpieczeństwa, ponieważ w pierwszej części toru było dość dużo stojącej wody. Rzeczą, która wymaga jednak krytyki jest to, że ludzie nie mają zaufania do pełnych deszczówek. Lepiej było podjąć ryzyko i założyć przejściówki, mimo że występował wtedy spory aquaplaning, ale i tak była to szybsza opona. Wiele razy wspominaliśmy, że pełne deszczówki nadają się tylko do jechania za samochodem bezpieczeństwa”.

Nieco inaczej do tematu podeszli Carlos Sainz i Toto Wolff, którzy wyrazili nieco bardziej zachowawcze opinie niż mistrzowie świata. Według nich decyzja podjęta przez sędziów na Silverstone generalnie była w porządku, jednak czas, który dano zawodnikom na zapoznanie się ze stanem toru był zbyt długi, przez co straciliśmy sporo widowiska.

„Rozegrali to dość bezpiecznie” – przyznał Sainz. „Start musiał odbyć się za samochodem bezpieczeństwa, ponieważ kiedy jechałeś w środku stawki widoczność była absolutnie zerowa. Powinni dać nam jednak dwa okrążenia na zapoznanie się z torem i zobaczenie gdzie znajdują się kałuże, a następnie ruszyć z prawdziwym wyścigiem”.

Wolff wyszedł dodatkowo z propozycją, aby mimo kilku okrążeń za prowadzonym przez Bernda Maylandera Mercedesem, kierowcy powrócili na swoje pola startowe, z których następnie ruszyliby do rywalizacji, co uczyniłoby widowisko jeszcze bardziej ekscytującym.

„Jeśli chodzi o Silverstone, powinniśmy pozwolić się im ścigać jedno czy dwa okrążenia wcześniej” – powiedział szef ekipy Mercedesa. „W mojej opinii, jeśli mógłbym ustalać zasady, a nie mogę tego robić, lepiej byłoby dać im możliwość zapoznania się z warunkami za samochodem bezpieczeństwa przez jedno czy dwa okrążenia, a następnie zjechałby on do boksów, a kierowcy wystartowaliby ze swoich pól, co jest jedną z najbardziej ekscytujących rzeczy”.

Na koniec wróciliśmy jeszcze do Jensona Buttona, który podkreślił, że źródłem problemów nie jest brak wiary sędziów w umiejętności zawodników, a możliwość kontroli na samochodami, aby mieli oni okazję je w ogóle pokazać. Mistrz świata z sezonu 2009 powiedział, że nie ma nic przeciwko zatrzymanym startom, ale muszą być do tego odpowiednie warunki.

„W pewnych sytuacjach możesz pozwolić sobie na normalny start na mokrym torze, mieliśmy już wiele takich, ale w tym momencie, kiedy była ulewa, było po prostu zbyt mokro. Nie chodzi o widoczność, ale o odprowadzanie znajdującej się na torze wody przez opony. Problem nie tkwi w braku umiejętności, ponieważ w takiej sytuacji nie masz po prostu kontroli nad samochodem”.

Podobnie jak w każdej innej sytuacji, sędziom ciężko jest podjąć decyzję, która zadowoliłaby wszystkich kierowców, niezależnie od miejsca, z którego startują. Opinie na ten temat są wyraźnie podzielone i każdy wskazuje na inny aspekt, który według niego jest najważniejszym czynnikiem wpływającym na jazdę po mokrym torze.

Nie sposób nie zgodzić się z Toto Wolffem, który podkreślił wpływ, jaki na całym środowisku wywarł wypadek Julesa Bianchiego na Suzucę blisko 2 lata temu. Od tego feralnego momentu Formuła 1 nie widziała jeszcze podobnego wypadku, na co, jak mówi Jenson Button, ma wpływ fantastyczna praca zespołu sędziów. Ciężko też nie przyznać racji Lewisowi Hamiltonowi, że dzięki temu czasami ucierpieć może widowisko. Z pary „życie kierowców i ekscytujący spektakl” wybór wydaje się być oczywisty, dlatego robienie pretensji podejmującym decyzję ludziom w większości przypadków jest bezzasadne. Jak mamy okazję się przekonać, „większość” to jednak nie to samo co „zawsze”.

Wojtek Paprota

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redakcja

Informacje

Partnerzy ŚwiatWyścigów.pl

rally and race put motorsport 4kolka kobiecym okiem o wyscigach