Motorsport Manager – recenzja ŚwiatWyścigów.pl

Motorsport Manager – recenzja ŚwiatWyścigów.pl

Z pewnością nie będę jedyny, jeśli powiem, że miłość do wyścigów zaszczepiła we mnie Formuła 1. Nie jestem jednak zachwycony kierunkiem, w jakim zmierza od niemal dekady i przez ten czas obejrzałem zaledwie garstkę wyścigów. Jeśli więc po dwóch dniach spędzonych z mocno inspirowaną F1 grą, mam na liczniku 26 godzin, to musi oznaczać że twórcy wykonali dobrą robotę.

Ten wstęp mógłby w zupełności wystarczyć, by stwierdzić, czy Motorsport Manager jest warty zakupu – w cenie 135-150 zł w zależności od sklepu, stosunek ceny do czasu zabawy stanowi jedną z najlepszych ofert w przemyśle rozrywkowym. Ale po kolei…

Z telefonu na komputer

Gra Motorsport Manager zadebiutowała na telefonach komórkowych, zyskując popularność na tyle dużą, że poważny wydawca SEGA zdecydował się przenieść ją na komputery, rozbudowując tym samym swoje portfolio, w którym widnieje już seria Football Manager.

Choć za desktopową wersją Motorsport Manager stoi zupełnie inne studio Playsport Games, ktokolwiek mający w przeszłości jakiś epizod z piłkarskim menedżerem, poczuje się jak u siebie. Dodatkowo, rozgrywka jest przyjemnie płynna na każdym sprzęcie, nawet jeśli zabrać ją w podróż na laptopie ze zintegrowanym układem graficznym.

W końcu porządny tytuł single-player

Producent oficjalnych gier F1 Codemasters próbował stworzyć menedżera F1 i poległ. F1 Online, choć bardzo dobrze skonstruowane i mocno grywalne, zabiło to samo, co wszystkie gry segmentu free-to-play – pazerność twórców.

W Motorsport Manager nie zobaczymy nic z tego nonsensu – kupując grę otrzymujemy pełny produkt, w którym od razu możemy podjąć się prowadzenia najlepszego zespołu w stawce, bez konieczności mozolnego budowania swojej małej ekipy, by po wielu sezonach w końcu dostać propozycję kontraktu w lepszej. Chcąc z kolei prowadzić małą ekipę na szczyt, nie trzeba czekać kilku dni na ukończenie jakiejś części lub budynku, patrząc na komunikat mówiący, ile monet będzie kosztować przyspieszenie tego procesu. Tutaj wystarczy kliknąć dalej.

Warto jednak zaznaczyć, że Motorsport Manager nie oferuje żadnej funkcjonalności multiplayer, niezależnie od tego, czy chcemy z kimś rywalizować, czy wspólnie prowadzić jeden zespół, np. dzieląc się opieką nad kierowcami na torze.

Mniej licencji, więcej zabawy

Motorsport Manager to gra inspirowana Formułą 1 i widać to na każdym kroku. Gdyby jednak była sygnowana logo tej serii, niemal na pewno odebrałoby to wszystkie jej fajne elementy – kilka różnych serii, transfery kierowców, dochodzenie i odchodzenie zespołów, zmiany w kalendarzu czy poprawki przepisów.

Zaczynając od postaw, w trybie kariery (jedynym obok pojedynczego wyścigu trybie rozgrywki) możemy zdecydować się na prowadzenie zespołu jednej z trzech serii – Światowych Mistrzostw Sportu Motorowego, Super Pucharu Azji i Oceanii oraz Europejskiej Serii Wyścigowej. O ile pierwsza z nich mocno przypomina Formułę 1, pozostałe trudno przypasować do jakiejś konkretnej serii, więc można je uznać za fikcyjne. Całość stanowi hierarchię i mistrzostwo serii daje awans do wyższej rangi. Nie jest to może najbardziej realistyczne, ale w ten sposób możemy poprowadzić najsłabszy zespół w grze do mistrzostwa świata (co jest jednym z wyzwań).

Stworzenie takiej hierarchii z pewnością nie byłoby możliwe w licencjonowanym tytule, podobnie jak duża ilość małych smaczków, które długo można odkrywać. Co powiecie na to, że odpowiednik Nico Rosberga został przedstawiony jako kobieta, odpowiednik Sebastiana Vettela nosi masywną brodę, odpowiednik Carmen Jordy narzeka na to, że przez swój brak urody nie występuje w żadnych reklamach, a szefem wszystkich serii jest łysy pan o imieniu Ernie?


Moje marne próby sprofanowania sportu? I kto to mówi...

Finanse, centrala, samochód, strategia

Porywając się na prowadzenie jednego ze słabszych zespołów ESW (bo np. podobają nam się barwy… i słusznie, bo nie można ich później zmienić), szybko przekonamy się jak wiele myślenia oraz jak dużej dyscypliny to będzie wymagać.

Oczywiście można porwać się na zaprojektowanie jak najlepszych części i dzięki agresywnej strategii wygrać kilka wyścigów, ale idąc tą ścieżką szybko się zadłużymy, fabryka nie będzie nadążać z naprawą samochodów i poprawą niezawodności, a prezes będzie nam kazać zwolnić najlepszych ludzi, bo nie ma już pieniędzy na podróże… Można też próbować przeskoczyć problemy i zlecać budowę części niezgodnych z przepisami, ale gdy zostanie to wykryte, stracimy wywalczoną na torze pozycję, a część zostanie skonfiskowana i wycofana z użytku, zostawiając nas z niczym.

Wyników na torze nie będzie bez solidnego zespołu – wyrabiającej się ze wszystkim fabryki, utalentowanych inżynierów i mechaników oraz potrafiących szybko jeździć i wiedzących jak ustawić samochód kierowców. Kiedy jednak to wszystko mamy, nic nie może nas powstrzymać od tego, by wypróbować każdy strategiczny trick, o jakim przeczytamy na ŚwiatWyścigów.pl czy zobaczymy podczas transmisji z wyścigu – w sprzyjających okolicznościach taki zainspirowany ruch może przynieść zwycięstwo autu, które nie powinno zdobyć punktów, ale z pewnością nie liczcie na to, że po rozpracowaniu jednego tricku będziecie mogli go powtarzać bez końca z takim samym skutkiem.

Opcje strategii w trakcie weekendu są dosyć rozbudowane, ale nie nadmiernie skomplikowane. Naszym zadaniem jest ustawienie samochodu według wskazówek kierowcy i mechanika, wybór opon na daną sesję, ilości paliwa na wyścig czy ściągnięcie kierowcy do boksów na serwis, kiedy będzie to potrzebne. Poza tym, możemy decydować o tym, jak agresywnie nasz zawodnik ma się obchodzić z oponami oraz jakiej mapy silnika ma używać. To wszystko musimy monitorować na bieżąco, mając na uwagę szanse opadów deszczu, przyczepność toru, temperaturę i zużycie opon oraz ilość paliwa w baku i dystans do końca wyścigu. Dobrze jest poznać swoich kierowców, aby przekonać się, który poradzi sobie z wyprzedzaniem kilku wolniejszych aut, a który odmówi nam, gdy zechcemy wydać polecenie przepuszczenia kolegi z zespołu.

Co dostajemy w pudełku?

Zbudowanie wszystkich filarów zespołu może zająć sporo czasu, więc jeśli mamy spędzić kilkanaście sezonów w ESW zanim dojdziemy dalej, lepiej żeby nie było nudno. Rozczarowania z pewnością nie ma – gra jest po prostu piękna… może nie jest to Forza, ale w końcu jest grywalna na laptopach.

Do naszej dyspozycji oddanych jest 16 torów o różnych konfiguracjach, które w bardzo luźny sposób przypominają obiekty Formuły 1, z wyjątkiem jednego toru owalnego, który jest ciekawym smaczkiem. Każdy tor z łatwością rozpoznamy, nawet jeżeli zakręty zostały przemodelowane, a prosta startowa przeniesiona w inne miejsce. Twórcy postarali się jednak jak najwierniej oddać otoczenie toru oraz jego charakterystyczne elementy, jak np. dwie aleje serwisowe w Belgii czy budynek boksów w kształcie skrzydła samolotu w Wielkiej Brytanii. Udało im się to do tego stopnia, że choć odpowiednik Monzy czy innego toru jest czasem przekłamany tak bardzo, że narysowano go w niewłaściwym kierunku, patrząc na jego zdjęcie na ekranie ładowania wszystko wydaje się być w zupełnym porządku… tylko Singapur nie potrafi odtworzyć tego złudzenia, bo wyścig tam odbywa się w dzień.

O ile główna seria ŚMSM będzie raczej ścigać się na wszystkich obiektach każdego sezonu, konfiguracje mogą ulegać zmianie, a niższe serie z mniejszą ilością wyścigów niemal za każdym razem będą proponować jakieś zmiany w kalendarzu. Trudno zatem o sezon taki sam jak poprzednie. Monotonii nie ma też z uwagi na otwarty rynek transferowy, awanse i spadki zespołów pomiędzy seriami, czy zmiany w przepisach.

Te stanowią być może jeden z najfajniejszych elementów rozgrywki – każdego roku Ernie przedstawi kilka projektów zmian, które zostaną poddane głosowaniu przez zespoły. Jako szefowie jednej z ekip, możemy wpłynąć na wybór, a ten może dotyczyć najróżniejszych rzeczy – dodania nowego toru czy zmiany konfiguracji, zamrożenia lub otwarcia rozwoju części, wprowadzenia tańszych opon, ilości mechaników w pit-stopie, ilości punktowanych miejsc, różnic w nagrodach za poszczególne miejsca w klasyfikacji, czy nawet losowania pól startowych i rezygnacji z kwalifikacji. Każda z ekip ma swoje poglądy, którym może ale nie musi być wierna – bogatsze zespoły często będą głosować za zwiększeniem kosztów, a bardziej tradycyjne ekipy nad otwarciem rozwoju jak największej ilości obszarów zamiast używania ustandaryzowanych komponentów. Może się nawet zdarzyć, że chcący przeforsować jakąś zmianę zespół zwróci się do nas z prośbą o zagłosowanie za jakąś zmianą, w zamian za zastrzyk gotówki na nasze konto.


Ernie chce usunięcia Włoch z kalendarza i nie ma uniwersalnego sprzeciwu? Ałć...

Każde mistrzostwa są więc inne, stawiają nowe wyzwania i w zależności od naszych upodobań, mniej lub bardziej mogą wpisywać się w wyobrażenie o tym, jak powinno być. Niestety, choć różnorodności starczy nam na miesiące zabawy, jeden aspekt pozostawia wiele do życzenia, a więc ścieżka dialogowa. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości, czytanie monotonnie powtarzających się tych samych komunikatów radiowych, „tweetów” fanów czy otrzymywanych maili sprawia, że chce się odejść od komputera, szczególnie jeśli ostatni wyścig nie należał do udanych.

W takich chwilach sprawy nie ułatwia polskie tłumaczenie, którego obecność jest sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę że trudno znaleźć jakąkolwiek ambitną treść na temat gry w naszym języku, czy nawet polski sklep ją oferujący. Jak na tytuł nieadresowany do nas, tłumaczenie stoi na zaskakująco wysokim poziomie. Są jednak kwestie, niestety dość często wyświetlane, które pozostawiają po sobie wrażenie tego, że mając do wyboru kilka interpretacji danego zwrotu, tłumacz wybrał któreś z nich, nie pytając nigdy o kontekst oraz że w studiu projektowym nie było żadnego Polaka, którego posadzono by przed grą, aby te błędy wyłapał. Nie jest ich jednak wiele i być może, jeśli przekażemy to twórcom, zostaną one poprawione w którejś aktualizacji…

Przyszłość gry

To, że gra doczeka się jakichś poprawek, nie ulega wątpliwości. Nawet podczas naszych trzech dni z tytułem, jakie mieliśmy przed dzisiejszą premierą, wypuszczono łatkę, która zapewne rozwiązała większość problemów, o jakich nas ostrzeżono.

To jednak nie będzie koniec, bowiem sam ekran wyzwań zawiera na razie tylko dwie pozycje, z zapowiedzią kolejnych wkrótce. Choć Project CARS nauczyło nas, że można umieścić w menu przycisk do zapowiadanej funkcji, a później zrezygnować z jej wprowadzenia, trudno mi uwierzyć w taki scenariusz w przypadku gry od wydawcy, który ma w ofercie podobny produkt, rozwijany od ponad dekady.

Jednym z największych braków na tym etapie jest brak znanego z futbolowej serii edytora. Nie wszystkim mogą się w końcu podobać nazwy Scuderia Rossini i Panther Race Team, czy to że Steinmann Motorsport ma najlepszy samochód. Gra jest jednak gotowa na implementację warsztatu Steam, więc wydanie edytora jest nieuniknione, a czyjaś łatka zamieniająca wszystkie nazwiska kierowców na prawdziwe (oraz płeć Nico Rosberga) z pewnością będzie jedną z pierwszych i najbardziej popularnych. W dniu premiery nie wiemy jeszcze, co będzie możliwe do zrobienia – może bardziej zawzięci modderzy będą mogli wstawiać do gry własne trójwymiarowe modele części i ścigać się na autorskich torach?


Dziwnie znajoma kolorystyka

Co też zrobią sami twórcy? Patrząc na sukces Football Managera, mało prawdopodobne jest zakończenie serii po pierwszym tytule, nie dokładając w kolejnej wersji nowych torów, odświeżając interfejsu czy po prostu aktualizując stawkę fikcyjnych kierowców i zespołów… szczególnie że wobec dużych zmian w wyglądzie samochodów F1 na przyszły sezon, te występujące w grze mogą za rok już nikogo nie interesować.

Osobiście, miałbym też wiele pomysłów wychodzących poza świat F1, na przykład odwzorowanie Formuły E, gdzie odbywa się tylko jeden pit-stop, a dwa komplety opon muszą starczyć na cały weekend, czy IndyCar, gdzie w zależności od wielkości ekipy, naszym zadaniem może być prowadzenie od jednego do pięciu samochodów.

Czy jednak brak bardziej egzotycznych serii, zmyślone nazwiska kierowców i kilka mankamentów w tłumaczeniu sprawiają, że gra mniej mi się podoba? Zdecydowanie nie. Szczególnie gdy weźmiemy pod swoje skrzydła mniejszy zespół – ilość, różnorodność oraz głębia wyzwań, z jakimi musimy się zmierzyć, zapewnia rozrywkę oraz całkiem niezłe wyzwanie intelektualne na długie godziny.

Tomasz Kubiak

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Redakcja

Informacje

Partnerzy ŚwiatWyścigów.pl

rally and race put motorsport 4kolka kobiecym okiem o wyscigach