Grand Prix Belgii – analiza ŚwiatWyścigów.pl

Grand Prix Belgii – analiza ŚwiatWyścigów.pl Daimler

Lewis Hamilton ponownie jest na ustach całego świata dzięki fantastycznemu, 58. zwycięstwu w karierze, odniesionemu w ubiegłą niedziele na torze Spa Francorchamps w Belgii. Brytyjczyk zaliczył praktycznie perfekcyjny weekend, przez co będący również w bardzo dobrej dyspozycji Sebastian Vettel musiał zadowolić się drugim miejscem. Najniższy stopień podium przypadł Danielowi Ricciardo, któremu ponownie nie zabrakło szczęścia. Na wyjątkową pochwałę zasługują również Romain Grosjean i Nico Hülkenberg. Podczas Grand Prix Belgii najwięcej uwagi skupiła na sobie drużyna Force India, gdzie za sprawą dwóch kolizji między Sergio Pérezem i Estebanem Oconem doszło do ogromnych spięć, które wywrą znaczący wpływ na zarządzanie zespołem w przyszłości.

Grand Prix Belgii to runda, podczas której mogliśmy zobaczyć dokładne tempo Ferrari i Mercedesa, a przynajmniej liderów tych zespołów. Treningi, kwalifikacje i wyścig upłynęły bez żadnych problemów dla któregokolwiek z kierowców dwóch topowych zespołów, co daje nam możliwość porównania ich osiągów. Zakładając że Lewis Hamilton i Sebastian Vettel są naturalnie szybsi od swoich partnerów, to przewaga sprzętowa jest po stronie Mercedesa. Nie jest ona spora, ale wystarczająca do tryumfu w mistrzostwach konstruktorów. W pierwszej części sezonu przewagę wydawało się mieć Ferrari, a różne błędy w obozie Mercedesa sprawiły, że niemiecka ekipa znalazła się w sporych tarapatach. Dzisiaj możemy jednak podziwiać prawdziwych mistrzów, którzy zdołali wstać z kolan i z nową specyfikacją jednostek napędowych zmierzają w kierunku kolejnego tytułu mistrzowskiego.

Po Grand Prix Belgii strata Lewisa Hamiltona do prowadzącego Sebastiana Vettela wynosi już tylko 7 punktów, co oznacza, że w przypadku powtórzenia wyniku na Monzy będziemy mieli zmianę na czele tabeli (Hamilton obejmie prowadzenie dzięki większej liczbie zwycięstw). W pierwszej połowie sezonu zarówno on sam, jak i jego zespół, popełnili wiele błędów, które kosztowały ich cenne punkty w klasyfikacji. Wiadomo było, że wyeliminowanie ich będzie kluczowe do ostatecznego zwycięstwa, co widzimy od jakiegoś czasu. Hamilton jak zawsze może polegać też na swoim zespole, który także wzniósł się na wyżyny swoich możliwości w kwestiach technicznych, a także strategicznych. Kolejnym plusem dla Lewisa jest fakt, że Toto Wolff przyznał otwarcie, że Anglik może liczyć również na wsparcie drugiego z kierowców Mercedesa, Valtteriego Bottasa, który po sytuacji z Hungaroringu, gdzie Lewis oddał mu na ostatnim zakręcie trzecie miejsce, zrobi w końcówce sezonu wszystko by pomóc koledze w zdobyciu czwartego tytułu mistrzowskiego.

W ostatnich 6. rundach kierowcą, który zdobył najwięcej punktów z całej stawki był Valtteri Bottas. Grand Prix Belgii było jednak stosunkowo słabym występem. Do czasu neutralizacji Bottas podróżował spokojnie na trzecim miejscu i nie zaprzątał sobie głowy innymi zawodnikami, ale w momencie gdy na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa sytuacja nieco się skomplikowała. Fin nie przypilnował temperatury opon, co na pierwszym kółku po restarcie wykorzystali Kimi Räikkönen i Daniel Ricciardo, objeżdżając go z dwóch stron przed zakrętem Les Combes. Bottas jako jedyny kierowca z czołówki nie ma jeszcze podpisanego kontraktu na przyszły sezon, ale patrząc realistycznie, ogłoszenie tej umowy powinno nastąpić w najbliższym czasie. Zarówno kierowca jak i zespół nie mają obecnie żadnej lepszej alternatywy.

Z uwagi na charakterystykę samochodu mogliśmy się spodziewać, że na torze Spa Ferrari ciężko będzie dorównać Mercedesowi i w rzeczywistości coś takiego miało miejsce, chociaż po piątkowych treningach mieliśmy jeszcze nadzieję na równą walkę. Sebastian Vettel robił co mógł by pokonać będącego w życiowej formie Lewisa Hamiltona, jednakże o sobie dała znać delikatna przewaga sprzętowa po stronie srebrnych strzał. Na niekorzyść Ferrari grała ponadto stara specyfikacja jednostki napędowej, która mocno dawała o sobie znać na prostej Kemmel. Mimo bezbłędnego weekendu, Vettel nie był w stanie przeskoczyć tej bariery.

Jedyną nadzieję Sebastiana Vettela na pokonanie w ten weekend Lewisa Hamiltona była lepsza strategia. Na stanowisku dowodzenia Ferrari w trakcie wyścigu bito się w pewnym momencie wyścigu z myślami aby Sebastian Vettel zawitał do boksów tylko raz, przeciągając nieco drugi stint. Aby opcja ta miała szanse powodzenia kluczowe było też odpowiednie rozłożenie postojów kierowców Mercedesa. Ostatecznie pomysł ten umarł śmiercią naturalną z uwagi na wyjazd samochodu bezpieczeństwa, który zmusił praktycznie całą stawkę do natychmiastowego wykonania pit stopu. Po zakończeniu okresu neutralizacji Vettel wychodził z siebie by dopaść Hamiltona, ale nawet strumień aerodynamiczny na prostej Kemmel nie zrekompensował mu braków w mocy silnika Ferrari.

Kimi Räikkönen w przeszłości tryumfował na Spa aż czterokrotnie, a po bardzo dobrych treningach w głowach powstawały nam myśli, że być może powiększy w tym roku ten dorobek. Nadzieje te szybko zmył jednak Lewis Hamilton, który w kwalifikacjach pokonał Fina o ponad 0,7s. W wyścigu Iceman pilnował czwartej pozycji aż do momentu, kiedy zignorował żółte flagi podczas usuwania z toru samochodu Maxa Verstappena, za co obciążony został karą 10. sekund stop/go. W rezultacie spadł nawet za Daniela Ricciardo, ale pod koniec rywalizacji zdołał wykorzystać zimne opony Bottasa i przeskoczył z powrotem na czwarte miejsce.

Podobnie jak juniorska ekipa, tam samo Red Bull, zaliczył w Belgii typowy dla siebie weekend. Max Verstappen pokonał Daniela Ricciardo w kwalifikacjach, zdobywając piąte pole, którego nie udało się zamienić w nic więcej podczas startu. O słabiej formie byków możemy mówić nie tylko na podstawie kolejnej awarii samochodu Maxa Verstappena, ale bardziej na podstawie braku możliwości nawiązania walki z Ferrari i Mercedesem w sytuacji gdzie na torze nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Od początku sezonu różnice w tempie między Red Bullem a dwoma czołowymi zespołami zupełnie nie uległy zmniejszeniu.

Daniel Ricciardo zdobył w niedziele kolejne podium, jednak nie obyło się tutaj bez szczęścia. Australijczyk wykorzystał problemy z oponami w samochodzie Bottasa i karę Kimiego Räikkönena, którzy od początku weekendu byli od niego wyraźnie szybsi. W dłuższym okresie Ricciardo nie może polegać tylko na takich sytuacjach i raczej zdaje sobie z tego sprawę. Wiadomość o nowym kontrakcie Sebastiana Vettala z Ferrari, która została ogłoszona w ten weekend mocno komplikuje mu sytuację, ponieważ jeżeli myśli o tytule mistrzowskim przed trzydziestką to już powinien starać się o fotel wyścigowy Bottasa.

Mówi się, że w życiu pewne i nieuniknione są 2 rzeczy: śmierć i podatki, ale w tym roku możemy swobodnie dodać do tego kolejną: awarie Maxa Verstappena. Tym razem zawiniła głowica czwartego cylindra w silniku spalinowym Renault, co doprowadziło następnie do awarii całej jednostki. Dla zespołu jest to wyjątkowo trudna sytuacja, ponieważ kary dla Maxa za skorzystanie z ponadprogramowych elementów jednostki napędowej są już w tym momencie nieuniknione. Sam kierowca także zdaje sobie z tego sprawę i zaczyna „poddawać w wątpliwość wszystko co dzieje się w Red Bullu”. Apetyt na tytuł mistrzowski jest u Verstappena większy niż u kogokolwiek innego, dlatego nie powinniśmy się zdziwić, jeżeli jego tata coraz częściej zaglądać będzie na rozmowy do motorhome’u Ferrari…

Po piątkowych treningach, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że wprowadzone przez Renault usprawnienia działają tak, jak powinny, w dalszej części weekendu spodziewaliśmy się przynajmniej małej rewolucji. Tempo Nico Hülkenberga i Jolyona Palmera w kwalifikacjach było wyjątkowo dobre, jednakże problemy z niezawodnością wzięły górę nad samochodem Brytyjczyka, przez co nie mógł on wykorzystać jego potencjału. Następnie kara za wymianę skrzyni biegów znacznie podcięła mu skrzydła, ale mimo braku zdobyczy punktowej Renault nie powinno mieć do niego pretensji. Patrząc na jego czyste tempo, nie powinniśmy się zdziwić, jeżeli to właśnie w kolejny weekend na Monzy Jo zdobędzie swój pierwszy punkt w sezonie.

Patrząc na postawę Nico Hülkenberga ciężko jest uwierzyć, że przez ostatnie 8 lat ani razy nie znalazł się jeszcze na podium w wyścigu Formuły 1. Postawa Niemca w niedzielnym wyścigu była niemalże nienaganna, co potwierdza osiągnięta przez niego 6. pozycja, bezpośrednio za kierowcami najszybszej trójki. Hulk zaczął od bardzo ładnej walki z Fernando Alonso, pojawił się w alei serwisowej na 12. okrążeniu, a dzięki wyjazdowi samochodu bezpieczeństwa w drugiej połowie wyścigu, mógł bezproblemowo zjechać na drugi pit stop, kontrolując następnie przewagę nad kierowcami Haasa.

Jolyon Palmer był w ten weekend kierowcą, którego nazwisko wypowiadane było w paddocku podobnie często co Lewisa Hamiltona czy Sebastiana Vettela. Mistrz serii GP2 z sezonu 2015 miał  wyjątkowo dobre tempo i bardzo liczył na przełamanie na Spa. Pierwsza kłoda została rzucona mu pod nogi już podczas kwalifikacji, kiedy awaria skrzyni biegów uniemożliwiła mu występ w Q3. Kara za wymianę uszkodzonej części sprawiła, że do wyścigu startował z 14. pola, ale po dobrym starcie istniała jeszcze szansa na punkty. Prysła ona w drugiej połowie rywalizacji, kiedy podczas walki koło w koło na pobocze wywiózł go Fernando Alonso. Jo stracił wtedy pozycję również na koszt Daniła Kwiata i ostatecznie zameldował się na mecie na 14. pozycji. Gdyby nie to, Palmer mógł dobierać się do skóry Strolla i Sainza i zdobyć pierwszy w tym sezonie punkt. W takiej sytuacji wciąż musi radzić sobie z krytyką i spekulacjami dotyczącymi zastąpieniem go przez Roberta Kubicę.

Ekipa Haasa w tym sezonie spisuje się w kratkę, co związane jest z problemami wieku dziecięcego. Amerykanom ciężko jest ustabilizować formę głównie z uwagi na problemy techniczne, na które po prostu nie znaleźli jeszcze sprawdzonych rozwiązań. Runda w Spa była typowym dla nich wyścigiem - Grosjean znalazł się w punktach, podczas gdy Magnussen walczył o przetrwanie w drugiej dziesiątce.

Romain Grosjean po raz kolejny pokazał, że kluczem do dobrych wyników w Formule 1 jest przede wszystkim spokojna jazda i brak błędów. Francuz nie miał dobrego tempa w kwalifikacjach, co tym razem wynikało z „problemów na dohamowaniach”, żeby nie użyć słowa „hamulców” i startował do wyścigu z 12. pola. Po przyzwoitym starcie podróżował w tych samych okolicach, ale odnotował znaczny awans, kiedy pojawił się w boksach tuż po komunikacie o wyjeździe na tor samochodu bezpieczeństwa. Zderzenie kierowców Force India i perfekcyjny drugi pit stop pozwoliły mu na awans na 7. miejsce, które dowiózł do mety.

Kevin Magnussen zakwalifikował się do wyścigu z 13. czasem i podobnie jak jego partner z ekipy, jego pierwszą część spędził na walkach w środku stawki, aż do drugiego pit stopu, po którym podciągnął się nieco w klasyfikacji. Niestety podczas neutralizacji nie zadbał wystarczająco o opony i już podczas pierwszego dohamowania do szykany bus stop boleśnie się o tym przekonał. Po mocnym zblokowaniu przedniej osi gumy były do wyrzucenia i konieczna była trzecia wizyta w alei serwisowej. Po założeniu nowego ogumienia Duńczyk spadł na koniec stawki i ostatecznie zameldował się na mecie jedynie przed Marcusem Ericssonem, na 15. pozycji.

Williams nie spodziewał się wiele po weekendzie w Spa, szczególnie po problemach w piątek i sobotę, jednakże niedzielny wyścig potoczył się dla ekipy z Grove z goła odwrotnie i zarówno Lance Stroll jak i Felipe Massa przebili się o sporą ilość pozycji. Wyniki te pokazują siłę tego zespołu, który potrafi szybko się odbudować. Po rundzie w Belgii w szeregach Williamsa atmosfera powinna ulec dużej poprawie, chociaż możemy wątpić czy w tej kwestii było tam w ogóle cokolwiek do poprawiania.

Felipe Massa to jedna z gwiazd tegorocznej Grand Prix Belgii. Brazylijczyk zaliczył zdecydowanie najgorszy możliwy piątek - po wypadku na instalacyjnym kółku w pierwszym treningu jego samochód był na tyle zniszczony, że Massa do końca dnia nie pojawił się na torze. Jego inżynierowie polegali jedynie na danych zebranych przez Strolla i kilku kółkach z sobotniej, godzinnej sesji. Felipe nie przebrnął nawet przez Q1, ale wyścig zakończył na 8. pozycji, głównie za sprawą wypadku kierowców Force India i dodatkowemu pit stopowi Kevina Magnussena.

Przed Lancem Strollem stanęło w ten weekend bardzo dużo wyzwanie - z uwagi na piątkowy wypadek Felipe Massy to on odgrywał rolę front-mana, na którym polegał cały zespół. Tegoroczny debiutant wykonał bezbłędnie cały plan na sesje treningowe, jednakże wyniki w kwalfikacjach nie wskazywały na nic dobrego. Tempo na pojedynczym kółku kierowców Williamsa nigdy nie było jednak imponujące, przez co wszyscy i tak skupiali się na wyścigu, który Stroll pojechał solidnie. Przegrał w prawdzie pojedynek z Carlosem Sainzem, ale zdołał utrzymać się przed Daniiłem Kwiatem by osiągnąć metę na przyzwoitej, 11. pozycji.

Po wielu mniejszych i większych utarczkach na przestrzeni sezonu, w ekipie Force India zawrzało jak nigdy wcześniej, a w miarę spokojny dotychczas Esteban Ocon dał mocny upust swoim emocjom. Dwa mocne zderzenia w jednym wyścigu sprawiły, że władze zespołu postawiły sprawę jasno: koniec ścigania się. Od tego momentu każdy manewr, w którym udział brać będzie kolega z zespołu będzie musiał zostać uprzednie zaakceptowany przez szefostwo, a w przypadku podobnych incydentów możliwe będzie również zastosowanie surowych kar, nawet w postaci wysiadki z samochodu na jeden weekend.

Mimo że Esteban Ocon po raz kolejny zamieszany był w kraksę, w skutej której stracił kilka punktów w klasyfikacji generalnej, możemy stwierdzić, że znowu wyszła mu ona na dobre. Ocon ma na swoim koncie dopiero jeden rok w Formule 1, a już wyrobił sobie opinię twardego i nieustępliwego zawodnika, który nie boi się podejmować ryzyka, wjeżdżać w luki, a co najważniejsze, nigdy nie odpuszcza. Jego bezkompromisowa jazda na poziomie Maxa Verstappena sprawiła, że w paddocku nie ma obecnie osoby, która nie darzyłaby go szacunkiem. Jedynym wyjątkiem jest może Sergio Pérez. Nie powinniśmy się dziwić gdyby okazało się, że Force India woli zatrzymać w składzie jego, niż kierowcę z Meksyku.

Na dzień dzisiejszy możemy otwarcie przyznać, że Sergio Pérez stracił już rolę lidera zespołu. To fakt, ponieważ Esteban Ocon od dłuższego czasu nie ustępuje mu ani na krok, a swoimi wypowiedziami klaruje się nawet na szybszego od swojego partnera. Pérez bardzo nie chce się z tym pogodzić, o czym świadczyć mogą wykonywane przez niego manewry. Dwukrotne zepchnięcie Ocona na ścianę przed zakrętem Eau Rouge w trakcie walki o pozycje jest nie tyle nieakceptowalne i niesportowe ale i nieodpowiedzialne. Mówienie o narażaniu kolegi na śmierć jest może trochę przesadą, ale nie ulega wątpliwościom, że wykonane przez Péreza manewry były bardzo niebezpieczne, a brak kary ze strony sędziów jest dużym zdziwieniem.

Po raz kolejny możemy powiedzieć, że Toro Rosso zanotowało typowy dla siebie weekend wyścigowy. Carlos Sainz wyciskał z samochodu ósme poty by po ostrej walce z innymi kierowcami środka stawki dorzucić do swojej kolekcji kolejny punkt, podczas gdy Daniił Kwiat podróżował bez większych fajerwerków w drugiej dziesiątce, koncentrując się na rywalizacji z kierowcami McLarena czy Jolyonem Palmerem.

Carlos Sainza tym razem nie popisał się w kwalifikacjach, które z uwagi na błąd na szybkim kółku z Q2 ukończył dopiero z 15. czasem. Hiszpan nie miał ponadto dobrego startu, jednakże podciągnął się w klasyfikacji z uwagi na bardzo długi pierwszy stint. Jego tempo na ultra-miękkiej mieszance było konkurencyjne nawet po 20. okrążeniach, przez co po wyjeździe na tor był w dużo lepszej sytuacji od znajdujących się wokół rywali. Kluczem do finiszu w punktach było dla Sainza wyprzedzenie Strolla, od którego po okresie neutralizacji zdołał odjechać na ponad 9 sekund, meldując się na mecie na 10. pozycji. Mimo że nie jest to szczyt jego możliwości, po tak słabych kwalifikacjach Carlos przyznał, że jest z siebie zadowolony.

Tego samego nie mógł niestety powiedzieć Daniił Kwiat, który wybrał na wyścig odwrotną strategię. Po starcie z 17. miejsca na oponach super-miękkich Rosjanin stracił pozycję na koszt Lance’a Strolla i mimo wielu prób nie był jej mu w stanie odebrać przez cały pierwszy stint. Po pierwszych pit stopach Kwiat znalazł się nieco z tyłu, ale w międzyczasie zdołał poradzić sobie z zaciekle walczącym duetem Alonso-Palmer, by w końcówce po raz kolejny próbować dobierać się do Kanadyjczyka. Ten ponownie wytrzymał jednak presję i Kwiat musiał zadowolić się 12. lokatą. Patrząc na fakt, że w piątkowych treningach mechanicy Toro Rosso zdiagnozowali w jego samochodzie awarię jednostki napędowej, która mocno warunkowała możliwość pracy nad ustawieniami, a następnie całkowicie ją wymienili, Rosjanin faktycznie nie miał w ten weekend wszystkich narzędzi do walki o swój pierwszy punkt w tym sezonie, a finisz na 12. miejscu i brak błędów możemy uznać za przyzwoity występ.

Tak jak można się było spodziewać, bardzo szybki tor Spa Francorchamps obnażył braki mocy jednostki napędowej Hondy, co podobnie jak w zeszłym roku, doprowadziło Fernando Alonso do białej gorączki. Kierowcy McLarena byli w ten weekend wyjątkowo bezbronni i odgrywali role chłopców do bicia. W ostatnich wyścigach mogliśmy mieć wrażenie, że Honda poprawiła niezawodność swoich jednostek napędowych, ale GP Belgii szybko wyprowadziła nas z tego błędu. Oba samochody psuły się już w piątek, a Stoffel Vandoorne w sobotę otrzymał skumulowaną karę cofnięcia o 65 pozycji na starcie. Gdyby nie fakt, że startować mógł maksymalnie z ostatniego, 20. pola, to w myśl przepisów dotyczących odległości między polami startowałby ponad pół kilometra za całą stawką, gdzieś w okolicach zakrętu Blanchimont.

Fernando Alonso robił co mógł aby wyciągnąć cokolwiek z wyścigu w Belgii, ale nawet perfekcyjny start, po którym przebił się bezpośrednio za plecy czołówki nie był w stanie uchronić go przed późniejszymi stratami. Gdy stawka weszła już w rytm wyścigowy Hiszpan systematycznie tracił kolejne pozycje, gdy inni zawodnicy mijali go na prostej Kemmel bez żadnej walki. Jego maksymalna prędkość przed zakrętem Les Combes była nawet o kilkanaście kilometrów niższa niż wyniki kierowców, których samochody zasilane są silnikami Mercedesa, Ferrari i Renault. Fernando był w stanie znosić przeciwności losu tylko do pewnego momentu, ponieważ na kilkanaście okrążeń przed metą zjechał do boksu meldując o awarii jednostki napędowej. Co ciekawe, Honda nie potwierdziła tych informacji…

Wyścig Stoffela Vandoorne był bardzo podobny do występu Alonso, z tą różnicą, że Belg zdołał osiągnąć metę w swojej ojczyźnie. Swoje pierwsze domowe zawody Stoffel ukończył na 14. miejscu i było to raczej wszystko, o czym mógł on w niedziele pomarzyć. Oprócz wariujących systemów zbierających energię nie najlepiej w ten weekend spisali się także mechanicy McLarena, którzy dwukrotnie popełnili błędy przy obsłudze Vandoorne’a w boksach. Pocieszeniem dla Belga może być fakt, że bez względu na wyniki nie musi martwić się spekulacjami na temat przyszłości, ponieważ przed Grand Prix na Spa ogłoszone zostało przedłużenie jego kontraktu o kolejny rok.

Będący w głębokiej recesji i przechodzący obecnie restrukturyzację zespół Sauber zaliczył w ten weekend kolejny mizerny występ. Problemy dopadły tym razem szybszego z kierowców tej drużyny, Pacala Wehrleina, co automatycznie wzbudziło wiele domysłów na temat dalszej współpracy stron. Mówi się, że korzystający obecnie z ubiegłorocznych siników Ferrari Sauber w celu podreperowania swojej kondycji finansowej skłonny jest związać się od przyszłego sezonu z juniorami Scuderii - Antonio Giovinazzim i Charlesem Leclerkiem, zostawiając swoich obecnych kierowców na lodzie.

Pascal Wehrlein od początku weekendu borykał się z problemami technicznymi. W treningach zawodziła hydraulika, dzięki której Niemiec stracił sporo czasu, a podczas wyścigu awarii uległ wahacz w tylnym zawieszeniu. Wehrlein w niedziele zaliczył więc tylko jedno okrążenie, po czym zjechał do boksów. Wbrew oczekiwaniom i zapowiedziom Longbow Finance forma Saubera nie ulega poprawie, podobnie jak entuzjazm Pascala, który coraz bardziej martwi się o swoją przyszłość. Na Spa oficjalnie powiedział, że nie spodziewa się aby utrzymał swój fotel wyścigowy.

Podobne zmartwienie może mieć Marcus Ericsson, którego karty przetargowe nie są ani trochę lepsze. Szwed nie musi się raczej martwić o wsparcie sponsorów, ale w sytuacji gdy Szwajcarzy zdecydują się postawić na talent i czystą szybkość Charlesa Leclerca i Antonio Giovinazziego żadne pieniądze już nie pomogą. Wyniki Ericssona są jeszcze gorsze niż Werhleina, a ukończony na ostatnim miejscu wyścig na Spa był idealnym odwzorowaniem jego formy.

Wojtek Paprota

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Więcej w tej kategorii: « Czy to koniec WTCC jaką znamy?

Redakcja

Informacje

Partnerzy ŚwiatWyścigów.pl

rally and race put motorsport 4kolka kobiecym okiem o wyscigach