Jakub Śmiechowski dla ŚwiatWyścigów.pl: To, co mieliśmy do udowodnienia, już udowodniliśmy

Polskie wyścigi długodystansowe nie byłyby tu, gdzie są, gdyby nie Jakub Śmiechowski. Dwukrotny zwycięzca 24 godzin Le Mans w klasie LMP2 odnosi sukcesy nie tylko jako kierowca, ale również szef zespołu Inter Europol Competition, który walczy o najwyższe lokaty w wyścigach prototypów na całym świecie. Podczas wystawy Ikony Motoryzacji rozmawiała z nim Roksana Ćwik.
Kuba, po tegorocznym Le Mans mówiłeś, że nie wiesz, czy był lepszy dzień dla polskiego motorsportu. Jak patrzysz na to wydarzenie z perspektywy czasu?Myślę, że nadal był to jeden z bardziej ikonicznych dni. Nie chodzi wyłącznie o nasze zwycięstwo, ale również o wygraną Roberta Kubicy. To, że te dwa wydarzenia nałożyły się na siebie, sprawia, że był to jeden z tych momentów, które na długo pozostaną w pamięci i do których będzie się wracać przez kolejne lata.
Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, siedziba zespołu była niewielkim warsztatem, w którym wszyscy pracowali praktycznie na jednym piętrze. Jak bardzo zmieniło się to miejsce?Zmieniło się bardzo. Miejsce, które wtedy widziałaś, pełni dziś głównie funkcję magazynową – przechowujemy tam elementy, których aktualnie nie używamy. Sam warsztat został przeniesiony w inne miejsce, gdzie mamy znacznie więcej przestrzeni. Możemy jednocześnie pracować nawet przy siedmiu samochodach. To ogromna zmiana, ale dokładnie na tym polega rozwój zespołu. Z roku na rok staramy się robić to samo, tylko trochę lepiej – i to jest moje osobiste motto.
Od początku mieliście jasno określone cele i marzenia. Dziś jesteście dwukrotnymi zwycięzcami Le Mans, wystawiacie osiem samochodów i ścigacie się na całym świecie. Co jest kluczem, by nie poddać się w motorsporcie?Motorsport jest niezwykle trudny, bo wiele sytuacji jest od ciebie niezależnych i może w jednej chwili wykluczyć cię z walki o dobry wynik. To bywa bardzo trudne do zaakceptowania. Żeby się nie poddać, trzeba mieć wiarę – w siebie i w umiejętności zespołu. Motorsport to zdecydowanie więcej upadków niż wzlotów, ale jeśli ktoś naprawdę go kocha, to zdaje sobie z tego sprawę i potrafi cierpliwie czekać na swój moment.
To był znakomity sezon po obu stronach Atlantyku. Zwycięstwo w Sebring i walka o tytuły – czy czujesz satysfakcję, czy jednak pozostał niedosyt?Niedosyt jest, bo nie udało się zdobyć mistrzostwa. Z drugiej strony był to najlepszy sezon zespołu w historii. W ELMS mieliśmy pięć podiów z rzędu, a poza problemami technicznymi w pierwszym wyścigu mogliśmy realnie liczyć na podium również tam. W USA również regularnie stawaliśmy na podium. Sportowo nie ma powodów do rozczarowania, ale brak tej statuetki mistrzowskiej na koniec sezonu zawsze pozostawia pewne uczucie niedosytu.
Po raz pierwszy utrzymujecie ten sam zwycięski skład na kolejny sezon. Czy to może być klucz, którego wcześniej brakowało?Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to był kluczowy element. Zarówno w Stanach, jak i w Europie współpraca w zespole zawsze była bardzo dobra. Nie wydaje mi się, że ten sam skład sprzed dwóch lat automatycznie dałby nam mistrzostwo w tym sezonie. Być może jednak okaże się, że stabilność pomoże w przyszłości. Trzeba jednak pamiętać, że kierowcy są tylko częścią sukcesu – kluczowa jest praca całego zespołu i jego przygotowanie.
Jesteś jednocześnie kierowcą i szefem zespołu. Jak zmieniło się twoje postrzeganie świata wyścigów na przestrzeni lat?Jest jednocześnie łatwiej i trudniej. Trudniej, bo konkurencja z roku na rok jest coraz większa, a że prototyp LMP2 nie zmienił się od 2017 roku, to wszyscy są bardzo blisko siebie i dużo więcej zespołów ma szansę uzyskać dobre wyniki w pojedynczych wyścigach, więc coraz trudniej utrzymać się w czołówce podczas każdej rundy. Różne filozofie ustawienia samochodu sprawdzają się lepiej na różnych torach, więc czasami niektóre zespoły sobie radzą świetnie na jednym torze, ale gorzej na innych. Głównym zadaniem dla nas, jako zespołu, jest możliwość walki o zwycięstwo na każdym obiekcie – myślę, że to będzie cięższe z roku na rok. Łatwiej jest z kolei dlatego, że przez lata zbudowaliśmy silną renomę i ludzie wiedzą, że muszą liczyć się z nami. Gdy przyjeżdżamy na tor, jesteśmy postrzegani jako jeden z faworytów, a to daje pewne poczucie stabilności i satysfakcji.
Skoro mowa o renomie – czy status faworyta nie oznacza też dodatkowej presji?Nie mam takiego wrażenia. To, co mieliśmy do udowodnienia, już udowodniliśmy. Cieszy mnie raczej to, że rywale traktują nas z dużym respektem. Lepiej być zespołem, którego się obawiają, niż takim, który nikomu nie zagraża.
Wasze sukcesy sprawiają, że coraz więcej kierowców chce dla was jeździć. Jakie kryteria są kluczowe przy ich wyborze?Dziś zdecydowanie łatwiej jest pozyskać kierowców niż kilka lat temu, ale wszystko musi się spinać biznesowo. Mamy określony budżet i musimy go odpowiednio rozłożyć. Czasem jeden kierowca wnosi większe wsparcie finansowe, innym razem kluczowe są jego umiejętności sportowe. Budowa optymalnego składu to zawsze balans pomiędzy poziomem sportowym a możliwościami finansowymi.
Jak oceniasz obecną kondycję klasy LMP2 i jej przyszłość?Obecnie to jedna z najmocniejszych klas wyścigowych. Samochód jest znakomity – najlepszy, jakim kiedykolwiek się ścigałem. Martwi mnie jednak kierunek planowanych zmian. Wiele zespołów ma wątpliwości, a przyszłość nadal owiana jest dużą niewiadomą. Decyzje leżą po stronie FIA i ACO, którzy mieli pokazać nowy samochód już kilka lat temu. Ciągle jest to odwlekane, więc ciężko powiedzieć, w którym kierunku to pójdzie, ale pozostanie nam jedynie się dostosować.
Patrząc na historię Proton Competition, cieszycie się, że nie zainwestowaliście w kliencki hipersamochód?Ciężko powiedzieć. Na pewno chcemy dążyć w kierunku hipersamochodów, ale musi to być zrobione na najwyższym poziomie. Robić to tak, jak oni, czyli tylko zajmować miejsce w stawce, to moim zdaniem nie jest najlepsze rozwiązanie. Mieli kilka dobrych wyścigów, ale nie byli w stanie walczyć o najwyższe pozycje na przestrzeni całego sezonu, a to jest właśnie cel, który my sobie stawiamy. Zobaczymy.
Na koniec – Le Mans 2026 czy inne zwycięstwo na horyzoncie?Najbliższym celem jest Daytona, która już za kilka tygodni. Oczywiście w kolejnym roku znów będziemy walczyć o zwycięstwo w Le Mans. Czy się uda? Konkurencja jest coraz silniejsza, ale na pewno damy z siebie wszystko.








